Wszyscy czasem zachowujemy się tak, jak nam każą, to oczywiste. Czasem jednak nasi mocodawcy są mikroskopijnych rozmiarów i mieszkają wewnątrz nas samych. Nie mam tu na myśli żadnego id, czy czegoś podobnego. Chodzi o takie małe stworzonka, które mają swoje interesy i realizują je modyfikując nasze zachowanie.
W najprostszy możliwy sposób robi to wirus grypy. Gdy jesteśmy jego nosicielami, żywicielami i wykonawcami jego poleceń – kaszlemy i kichamy, a właściwie to on kaszle i kicha nami. Ma w tym ważny interes, bo rozsiewa się dalej i infekuje inne osoby z naszego otoczenia. Te objawy grypy to nic innego jak efekt pociągania odpowiednich sznureczków naszym organizmie.

Mówi się, że „historia jest nalczycielką życia.” Jeśli już jakiejkolwiek nauce przypisywać to szlachetne miano, to raczej psychologii. Można ją odnieść do wszystkich elementów świata, które tyczą się człowieka. Czyli w sumie do całego naszego życia. Także do reklamy. Jednak wtedy, patrząc na poziom rodzimych reklam, trzeba by przyznać, że większość marketingowców to się na życiu nie zna. Ale zdarzają się wyjątki.