Archiwum dla Październik, 2010


Między Bogiem a prawdą 2: Politeizm

Religia niejedno ma imię. Czasem można usłyszeć niepochlebne zdanie o kulcie pieniądza lub urody. Z pewnością jest w tym coś na rzeczy, jednak jest to raczej wyraz kulturowych wartości, a nie prawdziwie religijnych zapędów. Są jednak inne drogi, którymi popkultura wchodzi w buty  boga. Aby się temu bliżej przyjrzeć, trzeba zdać sobie sprawę, że ludzie ze swojej natury są… politeistami.  

czytaj dalej…


Wiara i miłość

Ostatnio pisałem o tym, że miłość, a więc i szczęście, wymaga pracy, tak jak każda inna sztuka. Oczywiście wymaga jednak czegoś więcej niż nauczenie się obcego języka, czy perfekcyjne opanowanie jakiejś dyscypliny sportowej. Aby kochać, potrzebujemy otwartego serca, wiary i… odwagi. Miłość z samej swojej natury jest procesem zachodzącym między ludźmi. Nawet jeśli jest nieszczęśliwa i niespełniona, to zawsze dotyczy pewnej relacji. W tym konkretnym przypadku obiektem miłości jest jedynie obraz w umyśle lub wspomnienie kogoś, ale człowiek kochający nigdy nie jest ze swoim uczuciem sam. 

czytaj dalej…


Sztuka kochania

Tytuł tego postu zbiega się z tytułem jednej z niegdyś najpopularniejszych książek seksuologicznych. Nie będzie tu jednak mowy o seksie, który – wbrew powszechnej opinii – powinien być cielesnym rozwinięciem miłości duchowej. Wiem, że to „niemodne” stanowisko, ale jako sympatyk psychoanalizy i psychologii humanistycznej, nie muszę być wyznawcą statystyk i badań socjologicznych. Smutna prawda jest taka, że pojęcia „kochać” i „kochać się” (z kimś) bardzo się ostatnio ze sobą zlały. Do tego stopnia, że większość ludzi jednak ogranicza się do seksu. Przygnębiły mnie ostatnie badania socjologiczne, które wykazały, że nieco ponad połowa Polaków nie widzi nic niewłaściwego w zdradzie. To chyba niepokojące wyniki. Dlatego – choć seksualność to piękna i niezwykle ekscytująca dziedzina życia – w tym wpisie skupię się jednak na tej mniej popularnej stronie miłości.

czytaj dalej…


Zbrodnia i kara

W tym tygodniu mija szeroko komentowana „półrocznica” tragedii smoleńskiej. To dobry moment, żeby się przez chwilę zastanowić, jakie długoterminowe skutki miało dla nas to wydarzenie. Oczywiście z punktu widzenia ludzkiej psychiki.

 

O pewnych fundamentalnych aspektach pisałem już w tekście „Katastrofalna projekcja”. Z jednej strony medialna egzaltacja poczucia straty pomogła nam choć na chwilę poczuć się społecznie uduchowionymi. Dostaliśmy skoncentrowaną dawkę wrażenia wspólnoty i jedności. Z drugiej strony powstał olbrzymi ekran projekcji, dzięki któremu każdy mógł przypisać zewnętrznej sytuacji swoje własne skrywane uczucia. Ludzie, którzy nosili w sobie wrogość wobec innych, teraz przypisali ją otoczeniu i wszędzie widzieli spiski. Inni z kolei poczuli się opuszczeni przez symbolicznego „ojca” (ojca narodu, ale i w głębszym psychologicznym sensie odpowiednika własnego rodzica).  Podobnie mogło być z Marią Kaczyńską. Stała się ona obiektem projekcji dobrej matki, której wielu ludziom brakowało w ich własnym dzieciństwie. Krótko mówiąc – przy tak nagłej i silnej dekompensacji własnych uczuć, jaką była katastrofa smoleńska, ludzie zaczęli dostrzegać w niej swoje własne nieświadome potrzeby. Przeżywali ją w ekstazie egzaltowanych uczuć, które widzieli jednak jako odległe od swojej psychiki. Ale katastrofa uruchomiła także dużo innych mechanizmów.

czytaj dalej…


Wolna wola (psychopaty)

Jednym z najsłynniejszych seryjnych morderców jest Ted Bundy – nie mylić z Alem, życiowym ciamajdą znanym ze „Świata według Bundych”. Ted był… psychologiem, który zabił ponad 30 kobiet. Bez wyrzutów sumienia, w przemyślany sposób. Planował swoje czyny, choć w czasie ich dopuszczania się oddawał się niepohamowanej ekstazie gwałtu i mordu. Do tego prowadził podwójne, albo i potrójne życie, miewając kilkuletnie związki i pracując w różnych zawodach – m.in. jako konsultant psychologiczny. Czy zatem dlatego, że dopuścił się rzeczy tak nieludzkich (choć to zależy jak definiować „ludzkość”), jego wolna wola była zawężona przez zaburzenia? A może to patologiczny mózg tak nim pokierował?

czytaj dalej…


Miłość w czasach popkultury

Zadziwiające jest to, jak bardzo ludzie chcą być kochani, a jednocześnie jak bardzo nie rozumieją istoty tego uczucia.  Pożądamy miłości, oglądamy ją w kinie, wspominamy te minione i marzymy o kolejnych. Coraz częściej traktujemy ją jednak jako kwestię przypadku, utożsamiając z chwilowym zauroczeniem. Lub jeszcze inaczej – redukujemy do pojęcia udanego pożycia seksualnego, na zasadzie, że „grunt, aby w łóżku się układało”. Niestety taka miłość to tylko wykrzywiony obraz uczucia, które – choć tak pożądane – jest doświadczeniem dużo głębszym, a przez to trudniejszym do osiągnięcia.

czytaj dalej…