Naciśnij enter, aby zobaczyć wyniki lub esc, aby anulować.

Trzeci świat w zasięgu ręki

Tak właśnie powinna reklamować się Albania. To kraj, który trudno na pierwszy rzut oka trudno odróżnić od biednych państw Afryki czy Azji. Jeśli atrakcje takie same, to po co przepłacać i szarpać się na wyjeżdżanie poza Europę?

Kraje trzeciego świata mają specyficzny stosunek do ekologii – nie znają tego pojęcia. A jeśli by nawet ktoś im je wyjaśnił, to jego znaczenie wydałoby im się czymś kuriozalnym. Wynika to w dużej mierze ze zbyt nagłego postępu cywilizacyjnego. Jeśli ktoś przez całe swoje życie wyrzucał odpadki za okno lub prosto na ulicę, nie zmieni tych przyzwyczajeń tylko dlatego, że teraz te odpadki nie są ze skóry czy papieru, a plastiku. Ilości śmieci, jakie walają się po Albańskich ulicach są po prostu niewyobrażalne. Śmieci są wszędzie, ale za to kompletnie nikomu nie przeszkadzają. Co więcej, stały się elementem lokalnej kultury.

Przebywając w kraju takim  jak Albania, bardzo wyraźnie można dostrzec u siebie pewne kulturowe tabu. Otóż mieszkańcy Europy Zachodniej a coraz częściej także centralnej (w tym Polski) nie potrafią śmiecić. Nawet, kiedy widzi się jak tubylcy jak gdyby nigdy nic wyrzucają plastikowe butelki i torebki foliowe przez okno, trudno nam się przełamać i dopasować do miejscowej kultury. Ekologia tak głęboko się w nas zakotwiczyła, że wolimy raczej cichaczem schować nasze śmieci do kieszeni, niż postąpić w zgodzie z miejscowym zwyczajem. A to rodzi konflikty i może stanowić obrazę dla miejscowych. Zdarzyło mi się, że autobusowy „steward” (taki, co to pobiera pieniądze za bilety) przyuważył mój niecny zamiar, kiedy przymierzałem się, żeby schować pustą butelkę do plecaka. Władczym gestem nakazał mi ją wyrzucić przez okno. Czując swoje ekologiczne opory odpowiedziałem, że nie trzeba i dalej robię swoje. A to już było zbyt duże faux pas z mojej strony.  Wyraźnie oburzony podszedł do mnie, wyrwał mi butelkę i wyrzucił przez okno krzycząc na cały autobus: „Tu nie są Niemcy ani Francja, to jest Albania, tu się butelki oknem wyrzuca!”

W krajach trzeciego świata prąd to towar luksusowy. Tak też jest i w Albanii. Prąd niby jest, ale nie wtedy, kiedy go najbardziej potrzeba. W ciągu dnia jest regularnie odcinany. Dlatego pomiędzy 10 a 18 na ulicach turkocze mnóstwo generatorów. Trzeba sobie jakoś radzić. Dlatego każdy lokal usługowy, sklep czy knajpka maj swoją własną prądnicę, którą wystawia się przed budynek i zapuszcza. Powoduje to straszny hałas, ale do podtrzymania na chodzie lodówki i paru żarówek wystarcza. Co większe lokale przymocowują sobie nawet takie generatory na stałe do chodnika – coś jak lodówki z colą koło naszych kiosków ruchu.

 

Albańska ulica

 

Inna sprawa to jakoś życia. Delikatnie mówiąc, w Albanii nie jest z tym najlepiej. Stare, rozpadające się bloki, dziurawe drogi, zdezelowane autobusy i niewiele lepsze samochody – zwłaszcza na prowincji. Dużo tu też trójkołowych riksz, pojazdów typowych dla Azji Południowej. No i ośle zaprzęgi. A widoku dopełniają pasące się na przyblokowych śmietnikach konie.

 

Riksza w Albanii

 

Zaprzęg

 

Konie w środku miasta

 

Naprawą takiego taboru lokalni mechanicy zajmują się też po albańsku. Co prawda nie jestem specjalistą, ale podejrzewam, że woda z kałuży nie jest najlepszym substancją do nalewania w akumulatory.

 

Napełniania akumulatorów

 

Trudno mówić też o jakiejś sanitarnej kontroli jedzenia. Cielaczek przeznaczony rzeź przywiązywana jest pod blokiem, gdzie wyjąc w niebogłosy czeka na swój koniec. Potem bach w głowę i w pobliskim garażu – zaimprowizowanym na zakład rzeźniczy – zostaje pocięty i przerobiony na kiełbasę w ręcznym młynku. Pan rzeźnik z szelmowskim uśmiechem zachwalał, że tak świeżutkiego mięska u nas (w sensie w tej bardziej cywilizowanej Europie) nie ma. Co by nie było – miał rację. Jeszcze nigdy nie miałem okazji osobiście przyglądać się swojemu wciąż żywemu przyszłemu kotletowi.

 

Cielaczek na rzeź

 

Wesoły rzeźnik

 

Popularne powiedzenie mówi – „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Po wizycie w Albanii łatwo jednak o korektę – „na swoje narzekacie, bo cudzego nie znacie”.