Naciśnij enter, aby zobaczyć wyniki lub esc, aby anulować.

Kłamstwo, cz. 1

Znakomita większość ludzi nie jest biegła w wykrywaniu kłamstwa. Dlatego zwykle można stosunkowo bezkarnie kłamać w żywe oczy i liczyć, że nikt się nie zorientuje. Nie są to czcze kalkulacje, bo często – jakąkolwiek bzdurę byśmy nie powiedzieli – „ciemny lud to kupi”, zgodnie z maksymą Jacka Kurskiego. A kupuje namiętnie i to za duże pieniądze. Zwłaszcza od specjalistów z zakresu psychomanipulacji. Jednak nawet koń, choć ma 4 nogi, czasem się potknie. W dalszej części tego wpisu zobaczycie, jak potyka się sam Piotr Tymochowicz. Ale po kolei…

Kłamstwo towarzyszy nam od zawsze – jest formą zarządzania informacją. W pewnym zakresie stosują je także małpy. W pewnym eksperymencie tylko jednemu szympansowi pokazywano ukryte na wybiegu schowki z jedzeniem, po czym wracał on do swoich towarzyszy. Kiedy wszystkie małpy były potem wpuszczane na wybieg, ta lepiej poinformowana prowadziła lidera do najmniejszego schowka, tym samym odciągając go od większego. Gdy pozbyła się natręta domagającego się ujawnienia lokalizacji pożywienia, sama udawała się do tego głównego, pełnego prawdziwych przysmaków. Ten szympans poprzez kłamstwo po prostu zarządzał cenną informacją. Pocieszające jest jednak to, że gdy nasz cwaniak wywiódł w pole przywódcę stada, zawartością głównego schowka dzielił się z innymi małpami. Kłamstwo nie zawsze musi oznaczać egoizm.

Jeśli kłamstwo jest sposobem na zarządzanie informacją, to osoby, które lepiej znają reguły tej fałszywej komunikacji, są lepszymi menadżerami wiedzy. Mogą z dystansem odnosić się do fałszywych informacji, a tym samym lepiej orientować się w rzeczywistości. Istnieją oczywiście sposoby na skuteczniejsze kłamanie, ale w powiedzeniu „kłamstwo ma krótkie nogi” jest coś na rzeczy. By te nogi wydłużyć, można założyć obcasy, ale w takich butach nie da się wygrać w kosza. Zwłaszcza z przeciwnikiem, który zna tę grę i jej reguły.

Dlatego zamierzam na Trzecim dnie zamieszczać od czasu do czasu teksty o wykrywaniu kłamstwa. Postaram się dawać w marę możliwości odpowiednie ilustracje oraz wskazówki, jak wyćwiczyć w sobie umiejętności potrzebne do skutecznego dekonspirowania tego typu oszustw. Osobiście wierzę, że prawda jest wartością, którą trzeba pielęgnować. Nie bądźmy jednak hipokrytami – wszyscy kłamiemy, częściej lub rzadziej. Jednak nie każdego nazwiemy „kłamcą”, tak samo nie każdego nazwiemy „inteligentnym”, choć każdy z normalnie rozwiniętych ludzi ma swój iloraz inteligencji, więc w jakimś stopniu „inteligentny” jest. Liczy się jednak skala i waga kłamstwa. Kiedy np. nie wyrobiłem się z napisaniem pewnego artykułu, skłamałem, że to z uwagi na wymyślone przeciwności losu, podczas gdy prawda była bardziej prozaiczna – nie chciało mi się i olałem sprawę. Ludzka sprawa. Gdybym był na miejscu mojego szefa i zdał sobie sprawę z tego kłamstwa, pewnie machnąłbym ręką na takie fałszywe wytłumaczenie. Jednak nie wszyscy znają umiar i są sytuacje w życiu, w których lepiej mieć świadomość, co jest prawdą, a co nie. Mam nadzieję, że z czasem Trzecie dno pomoże Wam nabrać takiej świadomości.

Wiele jest wskazówek kłamstwa. Niektóre bazują na ograniczeniach ludzkiej wyobraźni – np. to, że podając fałszywą wymówkę opisujemy sytuację mniej szczegółowo, bez wtrąceń. Inne są wynikiem męczącego wysiłku włożonego w udawanie odmiennych emocji – twarz nie wytrzymuje sztucznego napięcia mięśni i przebijają się przez nie prawdziwe emocje – mówi się wtedy o mikroeskpresjach. Istnieje też grupa sygnałów, które pojawiają się za sprawą naszego superego. W tym wpisie zajmę się właśnie częścią tych ostatnich.

W większości z nas jest zakodowana norma moralna nakazująca mówienie prawdy i to ta norma najczęściej zdradza kłamcę. Nasza kultura zakłada prawdomówność. Ósme przykazanie brzmi „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” (w pierwotnych przykazaniach żydowskich jest ono dziewiąte, bo Kościół katolicki zrobił w tym względzie pewne teologiczno-marketingowe machlojki, o których pewnie jeszcze kiedyś napiszę osobny tekst). Ważnym zastrzeżeniem jest tu pojęcie „bliźniego”, które zostało rozszerzone na wszystkich ludzi. Tym samym nasza prawdomówność z moralnego punktu widzenia powinna odnosić się do każdego, bez względu na pokrewieństwo. To ważne zastrzeżenie, ponieważ w niektórych kulturach występuje podział na swoi – obcy. Tym samym np. Cyganie nie mogą okłamywać innych Cyganów (pod groźbą banicji), ale nie jest niemoralne okłamywanie niecyganów – jest wręcz dowodem sprytu, a więc cechą pozytywną.

Niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzący, czy nie, wychowano nas w kulturze zakładającej, że prawdomówność względem innych jest wartością fundamentalną. Nasze superego nagradza nas za postępowanie w zgodzie w własnym sumieniem (poczucie przyjemności, kiedy postąpi się moralnie wbrew przeciwnościom losu), a karze nieprzyjemnymi wyrzutami  za uczynki niezgodne z jego wytycznymi. Kiedy postępujemy wbrew nakazom superego, wysyła ono do ego swoje żądania i ego musi zdobyć się na pewien wysiłek, żeby te impulsy ignorować lub z nimi walczyć. Jednak jest to tak trudna walka, że pewne sygnały czasami nieświadomie przebijają się na zewnątrz.

Małe dzieci kłamią w bardzo specyficzny sposób. Zakrywają sobie usta, jak gdyby chciały same się powstrzymać przed mówieniem kłamstw. To superego wysyła żądania zaprzestania postępowania sprzecznego z moralnością. Słowa czasami wręcz więzną w gardle, człowiek zaczyna się jąkać – superego próbuje przejąć kontrolę nad narządem mowy. Może do tego celu użyć także rąk, które są często nieświadomie wysyłane w kierunku ust, z misją ich zakrycia. Wraz z wiekiem uczymy się odrzucać te niewygodne impulsy. Jednak tendencja, by zakrywać usta, pozostaje. Jest ona jedynie zamieniana na… przelotne drapanie się po nosie. Wygląda to tak, jakby ktoś ruszył ręką, w celu zakrycia ust, a potem nieświadomie skorygował ten ruch i dotknął nosa. Czasami dokładnie łączy się to z innym działaniem superego – blokowaniem narządu mowy. Wtedy głos staje się podwyższony – zwężają się struny głosowe lub wręcz zastyga w gardle, czego efektem jest jąkanie się. To najbardziej klasyczny objaw kłamstwa, poruszany nawet w banalnych amerykańskich poradnikach. Ale potrafi dopaść nawet zawodowca, jakim jest Piotr Tymochowicz. Spójrzcie na poniższy filmik. Przez większość czasu ten specjalista od manipulacji całkiem skutecznie opanowuje swoją ekspresję. Jego głos i mimika znajdują się pod kontrolą i są selektywnie eksponowane. Przewińcie jednak do momentu 1:20. „w czym dostrzegam piękno tego świata, to bym powiedział, że w tolerancji i róż… (superego blokuje tę sentencję) …różnorodności (wykonuje gest blokowania ust, zamieniony w dotknięcie nosa)”.

 

 

Koń ma 4 nogi i też się potknie :)

Warto tu jeszcze zaznaczyć pewne rozróżnienie – między drapaniem się po nosie o jego dotykaniem. Czasem coś nas faktycznie zaswędzi i może to być też nos. Jednak wtedy gest ten jest faktycznie drapaniem się, a nie przelotnym dotknięciem.

Dużo prawdy jest też w sentencji „móc spojrzeć sobie w oczy” lub „potrafić spojrzeć w lustro”. Patrzenie w oczy bardzo silnie działa na superego, w którym poza aspektem moralnym (czego nie wolno robić) jest też część nazwana „ja idealne” (to, kim się powinno być). Badania udowodniły, że ludzie dużo mniej kłamią, kiedy stoją przed lustrem. Patrząc w nie widzimy siebie, co uzmysławia nam jak bardzo poprzez kłamstwo oddalamy się od własnego „ja idealnego”. Podobnym lustrem są oczy drugiej osoby. To one wraz z resztą twarzy pokazują nam reakcje rozmówcy na nasze kłamstwa i dlatego wolimy ich nie widzieć, by nie uzmysławiać sobie, jak bardzo oddalamy się od naszego „ja idelanego”. Dlatego większość kłamców (zwłaszcza nieprzygotowanych psychicznie do danej wypowiedzi) nie patrzy w oczy. Poprośmy także i tym razem o ilustrację pana Tymochowicza.

 

 

Przewińcie na moment 1:20. Przeprowadzający wywiad pyta się go dlaczego skłamał w swoim CV. Tymochowicz odpowiadając:

  • zaczyna się jąkać – dosłownie nie chce mu przejść przez gardło „ja nie… nie… ja nie dbam ani o żadne kwity formalne…” (o tym wskaźniku była już mowa wcześniej)
  • mówiąc to spuszcza wzrok – uciekając przed patrzeniem w oczy pytającego jak i kamery (to jest właśnie przykład na działanie „ja idelanego”)
  • wykonuje gesty obronne – chowa się w sobie i zakrywa ramionami (o gestach napisze innym razem)

Tego typu wskazówki należy oczywiście odczytywać grupami – jedne uwiarygadniają drugie. W tym przykładzie pan Tymochowicz zapewne poczuł się zagrożony i poprzez gesty ciała schował w sobie, nie chciał wypowiedzieć sentencji o tym, że jest niewinny (a jak wiemy zwykle nie jąka i jest bardzo pewny siebie) oraz mówiąc swoje wytłumaczenie w bardzo oczywisty sposób uciekł wzrokiem od rozmówcy i kamery. Czyżby… kłamał? :)

Rozpoznawanie kłamstwa po sygnałach konfliktu między ego a superego ma jedną wielką wadę. Niestety nie każdy posiada superego. Psychopaci są wolni od jego zakazów, a przynajmniej nie są nim tak wyraźnie ograniczeni. Potrafią oni kłamać „prosto w oczy” i bez zająknięcia. Zakładając, że rys psychopatyczny ma – powiedzmy – 5% ludzi, pozostaje spora wyrwa w zarysowanym powyżej systemie oceny prawdomówności. Problem jest tym większy, że to właśnie ten typ ludzi szczególnie chętnie garnie się do dziedzin, w których kłamstwo popłaca – sprzedaż, wielki biznes, polityka, szemrane interesy. Z tego sektora pochodzi też oczywiście instruktor psychomanipulacji. Tymczasem okazuje się, że – wbrew obiegowej opinii skończonego cynika – najbardziej znany specjalista z tej dziedziny jest blokowany przez swoje własne superego. Widocznie Piotr Tymochowicz nie jest tak zły, jak go malują. Choć kiedy w 6 minucie ostatniego ostatniego filmiku opisuje swoją zasadę lustra, nasuwa się myśl, że musi on mieć albo krzywe zwierciadło albo w lampce nad tym lustrem przepaliła się żarówka.

zdjęcie Piotra Tymochowicza jest zaczerpnięte z Wikipedii