Każdy z nas jest inny, a jednocześnie wielu ludzi jest do siebie podobnych. Ania przypomina z zachowania Basię, a trochę też Kasię. A jednak Kasia z Anią już nam się nie kojarzy. Dlaczego? Aby zrozumieć różnice indywidualne, należy pojąć istotę osobowości. Osobowość to pojęcie-klucz. Otwiera nam drogę nie tylko do zrozumienia, ale także do przewidywania zachowania innych ludzi. Moim skromnym zdaniem psychologia osobowości to wręcz esencja tej nauki. Pozwala nam spojrzeć na każdego człowieka z osobna, ale – przy umiejętnym zastosowaniu – również na kulturę całych grup ludzi, a nawet społeczeństw.




Podstawy

Zacznijmy jednak od fundamentów. Czym tak naprawdę jest osobowość? Definicji jest wiele, choć wszystkie wydają się spójne co do idei. Osobowość to głęboko zakorzeniony zespół cech psychicznych, które decydują o tym, jak ktoś odbiera świat i jak na niego reaguje. Mówiąc wprost – to esencja każdego człowieka.

Warto tu od razu wprowadzić dwa inne, pokrewne pojęcia – charakteru i temperamentu. Są to części składowe osobowości. Charakter oznacza wszystkie jej cechy, które zostały nabyte w trakcie wychowania, czyli w wyniku interakcji z innymi ludźmi. Temperament z kolei określa te cechy osobowości, które zostały nam przekazane w genach.


Temperament

Mówimy potocznie o „gorącym” lub “żywiołowym” temperamencie. Faktycznie jeden z jego wymiarów można określić jako „wybuchowość”. Jak zwykle, teorii jest kilka. Ja wolę odwoływać się do tej pierwotnej i fundamentalnej, zapoczątkowanej już przez Hipokratesa i Galena w czasach starożytnej Grecji. Wyróżnia ona choleryka, sangwinika, melancholika i flegmatyka. Jest to koncepcja nie tylko powszechnie zrozumiała, ale też nie tworzy bytów ponad potrzeby, która to wada dotykach wszystkie bardziej wydumane teorie temperamentu.


Ale po kolei. Temperament to cecha dana nam w genach przez naturę. Jest więc stała w ciągu naszego życia i nie zmienia się ani w kontekście wychowania, ani późniejszych doświadczeń. To raczej taki „background” dla naszych reakcji, niezależnie od tego , jakie one są. Możemy wyróżnić w nim dwa wymiary. Pierwszy to otwartość na doświadczenie. Po jednej stronie osi mamy bardzo otwartego, towarzyskiego i energicznego ekstrawertyka, a po drugiej powściągliwego i zamkniętego w sobie introwertyka.

Drugim wymiarem temperamentu jest stabilność emocjonalna. Mamy więc typy spokojne i wybuchowe. Po nałożeniu na siebie obu wymiarów ujawniają się nam wspomniane cztery podstawowe typy charakteru:

1)      choleryczny – porywczy, wybuchowy, energiczny

2)      flegmatyczny – zrównoważony, powolny, spokojny

3)      melancholiczny – wrażliwy, uczuciowy, unikający nadmiernej stymulacji

4)      sangwiniczny – zrównoważony, towarzyski, energiczny, ale łatwo mogący się uspokoić

Typy temperamentu

Do zobrazowania tego podziału można użyć analogii względem ziemskich żywiołów. Choleryk jest gorący i wybuchowy jak ogień, melancholik buja w obłokach – czyli odpowiada mu powietrze, flegmatyk jest jak wolno płynąca rzeka – woda, a sangwinik twardo stąpa po ziemi.

Odnosząc się do ludzi, przykładem choleryka byłby Janusz Korwin-Mikke, Stefan Niesiołowski czy Lech Wałęsa. Znanym flegmatykiem był na przykład Mazowiecki (i to dość skrajnym), melancholikami – Einstein, Grechuta czy Niemen, a sangwinikami są np. Kaczyński i Tusk. Próbując znaleźć analogie do znanych ludzi, natrafimy na oczywisty problem. Sporo w życiu publicznym jest sangwiników i choleryków, ponieważ są to typy generalnie aktywne i otwarte na nowe doświadczenia. Dlatego dużo częściej trafiają do świata mediów i polityki. Melancholicy z koleimają tendencję, aby przekuwać swoją wrażliwość na sztukę, filozofię, a niekiedy też naukę, oczywiście o ile mają ku temu zdolności. W innym przypadku raczej nie pchają się na afisz, podobnie jaki dość powolni i nie szukający wrażeń flegmatycy.


Matryca

Temperament to tylko taka bazowa matryca, która stanowi o tym, jak silnie reagujemy na świat i w jakim stopniu jesteśmy otwarci na nowe doświadczenia. Sednem osobowości jest jednak charakter, czyli wszystko to, co jest typowe dla danego człowieka, a co wynika z doświadczeń, jakie go spotkały w ciągu życia.

Tak właściwie kluczowe są tu pierwsze doświadczenia, które sięgają najwcześniejszego dzieciństwa. Charakter – a więc także osobowość – kształtuje się już od pierwszych tygodni życia. To dlatego adoptowane dzieci przejawiają tak dużo cech niespójnych z nową rodziną. Tym więcej, im dłużej żyły w poprzednim środowisku. To właśnie powód, przez który zwolennicy biologicznego podejścia do psychologii uzyskali wyniki potwierdzające ich założenia, że geny warunkują trzon osobowości. Badano bliźnięta wychowane osobno, zapominano jednak, że – aby badanie było miarodajne – dzieci musiałyby być oddzielone zaraz po urodzeniu, a tak nie było.

Trzeba jednak zaznaczyć, że temperament ma dość istotny wpływ na rozwój charakteru. Dzieci o większej stabilności emocjonalnej (flegmatyczne i sangwiniczne) są bardziej odporne na popadanie w zaburzenia osobowości. Te same problemy rozwojowe, a nawet traumatyzujące urazy, będą przez nie przyjmowane bardziej „na chłodno”, z mniejszymi stratami dla zdrowia psychicznego. W pewnym sensie najbezpieczniej jest urodzić się flegmatykiem, a najbardziej narażeni na problemy są melancholicy. Inna sprawa, że melancholicy, którzy mieli szczęście mieć dobre, spokojne dzieciństwo, mogą w dorosłym życiu rozwinąć naprawdę wspaniałe talenty artystyczne lub zdolności wymagające wrażliwości i myślenia. Poeci, pisarze, muzycy i różni myśliciele przeżywają świat często głęboko i intensywnie za sprawą swojego introwertyzmu przemieszanego z emocjami poddającymi się różnym nastrojom. Generalnie rzecz ujmując nie ma jednego najlepszego temperamentu – różne jego warianty niosą ze sobą odmienne możliwości, okazje do rozwoju, a także zagrożenia.


Charakter

Ponieważ temperament jest stały, a osobowość zmienna, ta ostatnia bywa w praktyce często utożsamiana z charakterem. Ja też tak będę robił, choćby z uwagi na stylistykę – jedynym sensownym synonimem „osobowości” jest właśnie „charakter”.

Kluczowym zagadnieniem dla psychologii klinicznej jest pytanie, co sprawia, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Co kształtuje nasz charakter? Psychologia głębi – czyli kierunki, które wyewoluowały z psychoanalizy – opisała wiele zależności. Na ich podstawie wykrystalizował się podział na kilka głównych typów charakteru. Stephen Johnson wyróżnił ich siedem i każdy z nich powiązał z konkretnym problemem rozwojowym, z jakim spotyka się w czasie życia każde dziecko.

To oczywiście i tak pewne uogólnienie, ponieważ inni psychoanalitycy, którzy pisali dawniej, powymyślali własne pojęcia, np. osobowość autorytarną. One także miały pewne uzasadnienie w obserwacjach, jednak wspomniany Johnson jako pierwszy i chyba jedyny zebrał wszystko do kupy i podzielił na takie podstawowe cegiełki, z których da się złożyć wszystkie inne typy osobowości. Wymienił charaktery schizoidalny, oralny, symbiotyczny, narcystyczny, masochistyczny, histrioniczny i obsesyjno-komplusywny. Dla laika może to brzmieć jak czarna magia, ale za każdym z tych dziwnych wyrazów stoi jakaś typowa historia życia, która spotkała być może nawet Ciebie, a już na pewno kogoś, kogo znasz. Postaram się na Trzecim dnie stopniowo opisywać kolejne osobowości i wyjaśniać, skąd się biorą i jak sobie z nimi radzić. Teraz skupmy się jednak na podstawach.


Podziały

Z czasem psychoanaliza wypadła poza główny nurt psychologii i pałeczkę pierwszeństwa przejęło podejście biologiczno-medyczne. Stworzyło ono system diagnozy zwany DSM, podręcznik klasyfikujący zaburzenia psychiczne wydawany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już od 1952 roku. Cała idea nie jest głupia, ma jednak pewną istotną wadę – podział na zaburzenia osobowości poczyniony jest tam nie na podstawie przyczyn, ale efektów. Amerykańscy diagności spotykają się raz na jakiś czas i odgórnie ustalają, jak poszczególne definicje mają wyglądać, przy czym nikt z nich nie wnika w podłoże tych przypadłości. Daje to pewne pole do nadużyć, takie jak na przykład wyrzucenie z podręcznika osobowości masochistycznej i sadystycznej z uwagi na protesty… feministek. Miało to dość pokraczne uzasadnienie. Z jednej strony dużo więcej kobiet niż mężczyzn spełniało kryteria osobowości masochistycznej, a odwrotnie sprawa miała się z sadystyczną, gdzie definitywnie przeważała silna płeć. Rodziło to obawy, że ofiary będą oskarżane o bycie zaburzonymi, a przez co „współwinnymi” sytuacji, a sprawcy będą mogli zasłaniać się cierpieniem na wspomniane sadystyczne zaburzenie osobowości. Ostatecznie nauka i wieloletnie obserwacje musiały ustąpić polityce społecznej. Osobowość sadystyczna oraz masochistyczna zostały usunięte z nowych wydań DSM-u. Czy tak to powinno wyglądać, niech każdy oceni sam.

Ostatecznie jednak DSM jest bardzo wygodnym narzędziem z uwagi na jego uniwersalność i spójność. Przed stwierdzeniem u danego człowieka konkretnej osobowości, diagnosta musi potwierdzić obecność kilku kryteriów charakterystycznych dla danego zaburzenia, np. co najmniej 4 z 7 wypisanych w podręczniku. Mimo wszystko DSM czerpie też sporo z podziału wprowadzonego przez psychoanalityków – większość typów osobowości w obu systematykach pokrywa się.


Zdrowie a zaburzenie

Bardzo trudno odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, co jest normą, a co już patologią. No bo jakich w pełni obiektywnych kryteriów można użyć? Czy patologią jest zachowanie odbiegające od normy? Gdyby tak przyjąć, to w Niemczech z końca lat 30-tych za zaburzenie musielibyśmy uznawać myślenie indywidualistyczne oraz łagodność i wyrozumiałość wobec słabszych. Tamto społeczeństwo było spaczone duchem nazizmu, w którym za normę uchodził sadyzm i społeczny masochizm.

Inna jest też norma typowa dla społeczeństw wschodnich i zachodnich. Podporządkowanie się grupie jest powszechne w kulturach dalekowschodnich, podczas gdy takie samo zachowanie w USA zostałoby odczytane jako nazbyt uległe i zależne. W rzeczywistości także całe społeczeństwa są przesycone poszczególnymi typami charakterów. W wiktoriańskiej Anglii powszechna – szczególnie u kobiet – była osobowość histrioniczna, która obecnie występuje dużo rzadziej. Nie było natomiast tylu przypadków borderline ani narcyzmu, które są typowe dla naszych czasów. Wpływ na to mają przede wszystkim inne wzorce rodzinne i odmienne podejście danej kultury do kwestii uległości, tożsamości, seksualności czy więzi społecznych.

Mimo różnych standardów kulturowych wszystkie zaburzenia osobowości mają wspólny mianownik – brak elastyczności w sytuacjach stresowych. Zwykle, kiedy jednak strategia radzenia sobie z problemami się nie sprawdza, ludzie odwołują się do innej. Osoby zaburzone brną dalej jedyną i niezmienną drogą, choć prowadzi ich ona do kolejnych porażek. Zdrowa osobowość jest elastyczna – potrafi przyjmować różne role, dostosowywać się do sytuacji lub zmieniać otoczenie, kiedy dalsze trzymanie się poprzedniego mijałoby się z celem. Jej działania i reakcje są adekwatne i proporcjonalne do okoliczności. U osoby o zaburzonej osobowości problemy nawarstwiają się i stają błędnym kołem. Człowiek taki podejmuje działania nieadekwatne do rzeczywistości, a więc nieskuteczne, które prowadzą do porażki i wywołują coraz to nowe problemy. Jednak osoba taka nie jest w stanie zmienić się i konsekwentnie zaprzepaszcza szanse na poprawę, o ile w ogóle jest w stanie dostrzec problem w sobie samej, a nie przypisywać go wyłącznie otoczeniu. Nie jest to jednak rezultatem braku inteligencji, tylko wyjątkowo silnych emocji, które wpływają na przekonania i sposób postępowania.


Ukryty wymiar

W jednym człowieku można dostrzec cechy wielu typów osobowości. Można być np. średnio narcystycznym, trochę paranoicznym i nieco sadystycznym. Osobowość można wyobrazić sobie jako zbiór wielu wymiarów, na których każdy człowiek osiąga jakiś wynik – od zerowego do bardzo silnego. Czasami jeden typ charakteru jest dominujący, ale równie dobrze kilka może się ze sobą przeplatać i nakładać na siebie. Co tu dużo mówić – jesteśmy z natury układami bardzo skomplikowanymi, a osobowość jest tego najlepszą ilustracją.

Kwestią, z której warto zdać sobie sprawę, jest to, że nie ma jednoznacznej granicy między zdrowiem a patologią. Systemy takie jak DSM podają twarde definicje osobowości zaburzonej, ale warto pamiętać, że to uproszczenie. Zostało stworzone po to, aby spełniać wymogi diagnozy medycznej, jednak jest… sztuczne. Tak naprawdę każdy wymiar osobowości jest pewną ciągłą, która zaczyna się w punkcie kompletnego braku danego typu charakteru i płynnie pnie się w górę w kierunku jego coraz większego natężenia. Dla przykładu – znakomita większość ludzi ma jakiś stopień nasilenia charakteru narcystycznego. Zwykle jest on nieznaczny lub co najwyżej średni, a tylko niewielka część populacji przejawia te cechy na naprawdę patologicznym poziomie. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć, jaki stopień natężenia danego wymiaru osobowości to patologia, a jaki można jeszcze uznać za normę.

Nieprzerwana ciągłość od normy do patologii przejawia się we wszystkich zaburzeniach psychogennych (wynikających z funkcjonowania psychiki), nawet tych najcięższych. Między zdrowiem a schizofrenią jest jeszcze osobowość schizotypowa, czyli pewien poziom dziwactw i osobliwych przekonań, który nie kwalifikuje się jeszcze do stwierdzenia choroby, a  nie jest już typowy dla populacji. Na to nakładają się jeszcze kwestie utajenia konfliktów. W przypadku schizofrenii mogą być przez większość życia skutecznie zepchnięte do nieświadomości, by w pewnym momencie – na przykład na skutek jakiegoś traumatycznego doświadczenia lub nawet kontaktu z narkotykami – nagle wedrzeć się do świadomości i kompletnie zdezintegrować osobowość. Tym niemniej także w tym aspekcie możemy dostrzec linię ciągłą, opisującą przepełnienie psychiki owymi konfliktami. Problemy psychiczne nie są zero-jedynkowe, mają mnóstwo stanów pośrednich.


To tyle tytułem wprowadzenia do psychologii osobowości. Mam nadzieję, że – bazując na opisanych tu podstawach – będę w stanie zrozumiale opisać konkretne wymiary osobowości w kolejnych tekstach.

CDN

Autor ilustracji tytułowej: Steven Wilson