Dokładnie 15 lat temu miała miejsce zbrodnia, której wspomnienie do dzisiaj przyprawia o ciarki na plecach. Ktoś zdjął skórę z młodej kobiety i sprawił sobie z niej kostium w kształcie tzw. body. Kto to był – nie wiadomo, bo do dzisiaj pozostaje nieuchwytny. Czy zabijał dalej? Nie wiemy. Co roku bez śladu znikają tysiące osób, a setki z nich nie odnajdują się już nigdy. Czy któreś z nich padły kolejnymi ofiarami zwyrodnialca? Nie wiadomo, ale wydaje się to prawdopodobne, bo psychopatyczni mordercy na tle seksualnym zwykle stają się seryjnymi. Wynika to w dużej mierze z natury seksualności, która działa trochę jak zbiornik na parę. Ciśnienie powoli rośnie i coraz bardziej domaga się upuszczenia. Kiedy staje się już nieznośne, sprawca daje się ponieść impulsom, by potem na jakiś czas znowu popaść w uśpienie. Do czasu, aż niezrealizowany i zdegenerowany pociąg seksualny znowu stanie się przytłaczający i zacznie wołać o realizację.


To oczywiście nie wszystko, bo do zbrodni trzeba często jakiejś inspiracji. W tym przypadku było nią zapewne „Milczenie owiec”, film – lub książka – opowiadająca o psychopatycznym kanibalu dr Hannibalu Lecterze. Tak też media okrzyknęły zabójcę z Krakowa. Niesłusznie, ponieważ to nie Lecter był inspiracją dla oprawcy znad Wisły. Nasz rodzimy psychopata zainspirował się Buffalo Billem, postacią, która w Milczeniu Owiec gra rolę drugoplanową. To jego ściga główna bohaterka i na końcu zabija w mrocznej piwnicy, w której czarny charakter więził swoje ofiary. Buffalo Bill zyskał taki właśnie pseudonim, ponieważ obdzierał skórę ze swoich ofiar, co jakiemuś dziennikarzowi miało się skojarzyć ze skalpowaniem stosowanym przez Indian. Z kawałków skóry szył sobie ubranie, dzięki któremu chciał – nomen omen – wcielić się w kobietę.

Filmy o Hannibalu Lecterze są oczywiście fabularną fikcją i nie warto próbować uczyć się z nich psychologii. Nie wydaje się prawdopodobne, aby człowiek został kanibalem po tym, jak na jego oczach zjedzono mu siostrę, o czym opowiada „Hannibal – po drugiej stronie maski”. Podobnie nie do końca wiarygodna jest postać Buffalo Billa, która nosi cechy kilku faktycznych psychopatycznych morderców znanych historii, połączonych jednak w dość sztuczną całość.  Film ten jednak mógł być czynnikiem, który zainspirował do działania naszego prawdziwego dewianta z Polski. Mógł wpłynąć na jego fantazje seksualne, a może nawet podpowiedział mu sposób rozładowania własnych mrocznych pragnień. Efekt naśladownictwa jest zresztą dobrze znany kryminologii. Nigdy nie zidentyfikowany psychopatyczny morderca nazywający samego siebie Zodiakiem, zabijał na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Doczekał się przynajmniej jednego naśladowcy, którego dla odmiany schwytano, choć prawdopodobnie kontynuatorów krwawego dzieła było więcej. Także inni seryjni mordercy mieli swoich naśladowców, a efekt inspirowania się widać nawet w syndromie Wertera. Polega on na tym, że każde nagłośnione samobójstwo powoduje wzrost liczby osób odbierających sobie życie. W przypadku znanych osób może sięgać on nawet 1000%. Nie inaczej jest też z filmami. Po emisji Podziemnego Kręgu kolosalnie wzrosła liczba nielegalnych walk organizowanych „dla wyładowania”. Dlatego wręcz dziwnym byłoby, gdyby sukces tak mrocznego filmu jak „Milczenie owiec” nie wpłynął na pojawianie się naśladowców. Przynajmniej jeden z nich żyje w Polsce.


Początki śledztwa

Na początku 1999 roku w Krakowie w śrubę barki pływającej po Wiśle wkręciła się… ludzka skóra. Niedługo potem w wodzie znaleziono także odciętą nogę oraz fragmenty pośladka. Ten ostatni obiekt nie był pozbawiony skóry, choć na nodze brakowało pewnych jej fragmentów. Dodatkowo wyłowiono także dziwnie przycięte fragmenty ubrania, które należało do ofiary, takie jak na zdjęciu poniżej.

Szczątki ubrania Katarzyny


Sprawdzono wiele różnych tropów. Jak się okazało, przypadki zdjęcia skóry nie są znowu aż tak rzadkie, ponieważ pół roku później – również pod Krakowem – policja aresztowała Władimira W., repatrianta z Rosji. To do niego pasuje najbardziej przydomek polskiego (choć w sumie też trochę rosyjskiego) Lectera, ponieważ dosłownie powtórzył motyw znany z filmu. Zabił ojca, zdjął skórę z jego twarzy i ubrał niczym maskę. Przez pewien czas bawił się tym faktem, udając swojego rodzica przed własnym dziadkiem. Na ile i te działania były inspirowane „Milczeniem owiec”, nie wiemy, ponieważ oskarżony nie złożył żadnych wyjaśnień. Obecnie odsiaduje wyrok 25 lat w więzieniu w Rosji, gdyż został deportowany do kraju pochodzenia.

 

Jak doszło do tego, że do Wisły trafiła ludzka skóra? Szczegółów nie znamy, pewnie nie zna ich nawet policja, jeśli przez tyle lat nie była w stanie namierzyć sprawcy. Postarajmy się jednak zrekonstruować kluczowe wydarzenia, korzystając z wiedzy, która przedostała się do mediów.


Ofiara

12 listopada 1998 roku znika Katarzyna Z., 23-letnia studentka. Na popołudnie była umówiona z matką na wizytę u lekarza, ale nie zjawiła się. W chwili zaginięcia studiowała religioznawstwo, choć przedtem także… psychologię. Swoją drogą to jakieś podejrzane fatum, bo psychologię studiował też wspomniany wyżej polsko-rosyjski Hannibal, który zdjął skórę z twarzy swojego ojca, co jeszcze bardziej upodabnia go do filmowego pierwowzoru, będącego przecież psychiatrą. Najwidoczniej musi być coś w powszechnym podejrzeniu, że często kierunek ten wybierają osoby, które zaczynają interesować się ludzką psychiką z własnych, wewnętrznych motywacji. Żeby było jeszcze bardziej kuriozalnie, psychologiem jest też matka zaginionej. Przewrotność tej sytuacji polega na tym, że Katarzyna na trzy tygodnie przed swoim zaginięciem przestała chodzić na zajęcia, czego jej matka nawet nie zauważyła. Wygląda jednak na to, że dziewczyna starała się dobrze maskować, ponieważ wychodziła rano i wracała wieczorem, jak gdyby nigdy nic. Nie mogła mieć jednak zbyt dobrych relacji z mamą, skoro ta ostatnia o niczym nie wiedziała. Co robiła Katarzyna przez ten czas, nie udało się ustalić do dzisiaj. Była to bardzo skryta osoba, mająca tylko dwie przyjaciółki, które i tak nie znały szczegółów z jej życia. Z mediów można dowiedzieć się jeszcze, że dziewczyna miała tendencje depresyjne, które jednak w czasie poprzedzającym zaginięcie zaczęły ustępować. Co ciekawe – dziewczyna zaczęła też wtedy stosować dietę odchudzającą.

Objawy depresji związane były ze śmiercią ojca, o którą Katarzyna miała się obwiniać. Dziewczyna była z nim bardzo zżyta, tym bardziej, że nie miała rodzeństwa – była jedynaczką. Pewnego razu córka zabrała ojca na wycieczkę w góry. Niestety, mężczyzna poślizgnął się i spadł. Doznał urazu kręgosłupa, którego konsekwencją była choroba i późniejsza śmierć. Z relacji wiemy, że Katarzyna obwiniała się za taki rozwój wydarzeń. Popadła w depresję i jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. Śmierć ojca nastąpiła jednak aż 3 lata przed zniknięciem dziewczyny, z czego można wyciągnąć wniosek, że jej stan obniżonego nastroju był długotrwały i wykraczał daleko poza typowy obraz żałoby.

O ofierze wiemy jeszcze, że była osobą zamkniętą w sobie, nieśmiałą, choć życzliwą i pomocną. Dużo czytała, lubiła literaturę fantasy i science-fiction, słuchała muzyki rockowej. Jej ulubioną kapelą było Grateful Dead – hippisowski zespół grający psychodelicznego rocka. Często zmieniała studia. Zaczęła od psychologii, którą rzuciła i kolejnego roku poszła na historię, a w jeszcze następnym na religioznawstwo. Nie była jednak zaangażowana w naukę, ponieważ nie pojawiała się na zajęciach, a jeśli już, to siadała w ostatniej ławce. Nie nawiązywała też relacji z innymi studentami.


Katarzyna Zowda


Ze zdjęć wyłania się obraz dziewczyny raczej dużej i masywnej. Jak na kobietę była dość wysoka – 170 cm. Jeśli to trafne założenie (na podstawie zdjęcia, opisu zaginionej i relacji wykładowczyni z jednego z artykułów), ubierała się w ciemne barwy, co pasuje do obrazu osoby ze skłonnościami depresyjnymi. Jednak wśród kawałków odzieży, które wyłowiono z rzeki, znajduje się też przytoczony powyżej fragment w czerwonawo-białą kratkę. Nie wiemy, czy był to typowy strój Katarzyny, ale pewna zmiana kolorystyki ubrania mogła wiązać się z „wychodzeniem z depresji”, co wedle relacji najbliższych miało miejsce w tygodniach bezpośrednio poprzedzających zaginięcie.


Podsumujmy pokrótce cechy ofiary:

wygląd – młoda kobieta dość masywnej budowy ciała; ubierała się w sposób nie podkreślający kobiecości (swetry, spodnie, ciemne barwy)

sytuacja rodzinna – jedynaczka, straciła ojca, który był jej bliski, brak zażyłych relacji z matką

sytuacja osobista – samotna, nie spotykała się z nikim, a przynajmniej żadna z bliskich jej osób o tym nie wiedziała

zdolności poznawcze – inteligentna, otwarty umysł (fantastyka, science-fiction, różne kierunki studiów)

osobowość:

  • zamknięta w sobie, skryta, wycofana (siadała w ostatniej ławce, unikała nowych znajomości itd.)
  • depresyjna
  • zagubiona, ale poszukująca (częste zmiany kierunków studiów)
  • z tendencjami do odczuwania poczucia winy (oskarżała się o śmierć ojca)
  • pomocna i uczynna

cechy szczególne – wielka fanka Grateful Dead (co podkreślały bliskie osoby)

zmiany zachowania przed zniknięciem:

  • przez 3 tygodnie nie chodziła na zajęcia, choć to ukrywała
  • zaczęła dietę odchudzającą
  • zanikały objawy depresyjne, choć bliskie osoby nie potrafiły połączyć tego z żadnymi konkretnymi czynnikami

Sprawca

Śledztwo nie przyniosło rezultatów i dalej rozważa się wiele alternatywnych wyjaśnień. Do pomocy zatrudniono nawet jasnowidza, który nie pierwszy raz wspomaga nasze rodzime Archiwum X, jak określa się specjalne jednostki policyjne zajmujące się nierozwiązanymi sprawami sprzed lat. Jako racjonalista wolałbym, żeby nazwa Archiwum X była tylko przenośnią i nie zahaczała tak dosłownie o zjawiska paranormalne. Rozumiem jednak, że z desperacji po prostu próbowano już wszystkiego. Pomińmy jednak z oczywistych względów te wizje i skupmy się na ustaleniach profilerów – psychologów zajmujących się typowaniem sprawcy na podstawie zostawionych przez niego śladów.


Wyłonił się z nich taki obraz sprawcy:

  • silnie zaburzony psychiczne
  • sadystyczny psychopata
  • osobowość narcystyczna
  • zaburzony seksualnie – seksualny motyw zabójstwa
  • wiek 22 do 35
  • typ odludka
  • z zawodu prawdopodobnie rzeźnik, grabarz, chirurg, weterynarz, krawiec lub tapicer; ewentualnie myśliwy lub wędkarz z zainteresowania
  • stworzenie ubrania z kobiecej skóry być może miało u niego zaspokoić potrzebę zmiany płci
  • ukrywa swoje dewiacje przed otoczeniem: fetyszyzm sadomasochistyczny, transwestytyczny, nekrofilię lub nekrosadyzm
  • zanim doszło do zbrodni, ofiara i zabójca znali się
  • wykorzystał zaufanie ofiary, aby przeprowadzić atak
  • aby zbudować relację, wykorzystał wiedzę na temat zainteresowań i pasji ofiary

Profil psycho-logiczny

Zanim prześledzimy sposób myślenia sprawcy, prześledźmy… sposób myślenia policyjnych profilerów. Ich postępowanie wbrew pozorom nie opiera się na żadnej psychoanalizie ani podobnych teoriach, ale jest działaniem odwołującym się do statystyki. To zarazem siła i słabość tego podejścia. Z jednej strony jest to metoda w dużym stopniu naukowa. Polega na porównywaniu cech analizowanej zbrodni z bazą danych zebranych przy okazji innych przestępstw. Szuka się podobieństw badanego przypadku do spraw już wyjaśnionych. Typowe profilowanie policyjne bazuje na założeniu, że istnieją pewne specyficzne cechy osób popełniających dany typ przestępstw i na postawie analogii można przewidzieć, kim jest aktualnie poszukiwany przestępca.

Nie są to oczywiście twierdzenia bezpodstawne. Wiemy na przykład, że mordercy z motywów seksualnych są zwykle młodymi mężczyznami, czemu w sumie trudno się dziwić, jako że libido po prostu maleje z wiekiem. Badania wykazały też m.in., że ta grupa zabójców miała zazwyczaj złe relacje z matkami, które były dominujące, zimne i to one – a nie ojcowie – wymierzały kary. Nie jest to zaskoczeniem w świetle psychoanalizy, która mówi o przenoszeniu emocji z pierwotnej relacji z rodzicem na osoby tej samej płci w dorosłym życiu.

Podobnie można też wnioskować po sposobie zadawania ran. Na przykład sprawcy czujący emocjonalną urazę atakują twarz. To także łatwo wytłumaczyć, ponieważ ta część ciała jest ośrodkiem ekspresji uczuć, a więc niejako esencją osobowości ofiary. Nie robią tego zupełnie przestępcy mordujący na tle rabunkowym, jak gdyby nieświadomie unikając tej wyjątkowo personalnej sfery. Równie znamienny jest też sposób porzucenia zwłok. Zabójcy z motywu seksualnego zostawiają często swoje ofiary z rozłożonymi nogami. Nieświadomie ma to je jeszcze bardziej poniżyć. Sprawcy czujący jakieś wyrzuty sumienia porzucają zwłoki twarzą do ziemi, tak jakby nie chcieli spojrzeć swojej ofierze w oczy. Można wtedy zakładać, że zabójca znał nieżyjącego i był z nim w jakiś sposób emocjonalnie związany.

Tego typu profilowanie ma także swoje słabe strony. Nie ma szans sprawdzić się w przypadku sprawców wymykających się schematom. Niestety, taka jest właśnie sprawa z Krakowa, co przyznali nawet konsultanci z FBI. Być może to jedna z przyczyn, które sprawiają, że zabójca ciągle pozostaje na wolności.

Weźmy na przykład sprawę opisywanego już przeze mnie Armina Meiwesa i jego ofiary Bernda Brandesa. Gdyby znaleziono tylko zawartość lodówki kanibala, postawione przez policyjnych profilerów wnioski mogłyby być bardzo odległe od rzeczywistości. Typowano by osobę mającą jakieś doświadczenie w obróbce mięsa, a więc rzeźnika, myśliwego lub rolnika dokonującego uboju bydła. Tymczasem Armin tego, jak oprawić człowieka, dowiedział się po prostu… z internetu. Podobnie niespodziewany był jego wiek. Domyślając się motywu seksualnego, szukano by sprawcy raczej młodego, a tymczasem Meiwes w chwili zabijania Brandesa miał już 40 lat. Zapewne zakładano by też, że kanibal musiał jakoś podejść swoją ofiarę – wypatrzeć ją na podstawie swoich indywidualnych preferencji i się z nią zaprzyjaźnić. Na tej podstawie snuto by też domysły, że musiały to być zatem osoby w jakiś sposób do siebie podobne. Tymczasem oboje poznali się w internecie, a Brandes odbiegał wiekiem od typu docelowo preferowanego przez Meiwesa. Dzieliły ich też sposób życia, preferencje seksualne, a nawet miejsce zamieszkania.

Zupełnie niespodziewany był też kontekst całej sytuacji. To nie oprawca polował na ofiarę. Brandes sam zgłosił się do swojej roli, ponieważ… pragnął umrzeć. Cierpiał wewnętrznie i sekretnie marzył o śmierci, która – jak możemy się domyślać – miała być dla niego karą i swoistym oczyszczeniem. Na podstawie zebranych danych psychiatrzy badający sprawę orzekli, że Brandes czuł się winny śmierci matki, która zginęła w wypadku samochodowym, kiedy ten był jeszcze nastolatkiem.


Hannibal a kanibal

Nie przez przypadek nawiązuję do historii spotkania Armina i Brandesa. To odważne przewartościowanie całej sprawy, ale można sobie wyobrazić, że historia krakowskiej skóry mogła do pewnego stopnia przebiegać podobnie. Przeanalizujmy powoli wszystkie znane fakty pod tym właśnie kątem.

Policyjni profilerzy analizując charakter Katarzyny, doszli do wniosku, że sprawca musiał posiadać cechy zbliżone do dziewczyny, gdyż inaczej nie wzbudziłby jej zaufania i nie zbudowałby z nią relacji. Założyli też, że zabójca musiał chadzać tymi samymi ścieżkami co ofiara i spotkać ją gdzieś na mieście lub znać z dawnych czasów. Jednak Armin poznał Brandesa nie na żywo, ale w internecie. Zabójstwo Katarzyny miało miejsce na przełomie 1998 i 1999 roku, zatem w czasach, kiedy globalna sieć nie była jeszcze popularna i być może dlatego policja nie poszła tą drogą. Zwróćmy jednak uwagę, że Meiwes zamieścił swoje pierwsze ogłoszenie w już 1999 roku. Choć wydaje nam się to archaiczną przeszłością, w tamtych czasach istniała już spora społeczność intenetowa, która była rozbudowana do tego stopnia, aby stworzyć tak niszowe forum jak Cannibal Cafe. Armin zawodowo naprawiał komputery, był więc z natury rzeczy predysponowany do wczesnego kontaktu z siecią. Jednak kiedy przyjrzymy się zainteresowaniom Katarzyny, okaże się, że ona także należy do grupy, która wcześnie wkroczyła do internetu. Koniec lat 90-tych to okres dyskusji na tzw. IRC-u. Bardzo wielu było tam użytkowników mających szerokie horyzonty – słuchających rocka, interesujących się fantastyką i science-fiction. Katarzyna wydaje się bliska mentalnie tej grupie, tym bardziej, że osoby nieśmiałe mają naturalną tendencję, aby rekompensować sobie swoje problemy w sieci, gdzie łatwiej jest się otworzyć. Nawet jeśli sama nie miała komputera, mogła korzystać z powstających już wtedy kafejek internetowych. Być może właśnie tam spotkała późniejszego twórcę makabrycznego ubrania ze swojej skóry. Taki rozwój wydarzeń znacznie poszerzałby grono podejrzanych poza grupę wskazaną przez profilerów. Być może to zbytnie zawężenie tej puli sprawiło, że prawdziwy sprawca nie znalazł się w kręgu zainteresowania prowadzących śledztwo.

Kolejnym założeniem, które warto spróbować podważyć, jest przekonanie, że zabójstwa musiała dokonać osoba znająca się na obróbce skóry. Prowadzący dochodzenie zaczęli już nawet określać sprawcę „kuśnierzem”. To jak nazwanie Meiwesa „rzeźnikiem”. Tak naprawdę kanibal nie miał żadnego doświadczenia w obróbce mięsa, a wszystkiego, co było mu niezbędne, dowiedział się z internetu. Podobnie mogło być z domniemanym kuśnierzem. Tym bardziej, że spostrzeżenia profilerów wydają się nieco na wyrost. Przytoczony nieco niżej rysunek skóry zdjętej z Katarzyny daleki jest od doskonałości. Widać w nim asymetrię i brak dokładności. Okolice rąk są wręcz nierówne i obszarpane. Można nawet odnieść wrażenie, że była to robota dość prowizoryczna, a wykonawca musiał być daleki od wprawy. Prowadzi nas to do wniosków zupełnie odmiennych niż te figurujące w policyjnym profilu. Rodzi się pytanie, czy piszący go nie zasugerowali się zbytnio swoim wrażeniem, że takie działanie jak oskórowanie przerosłoby ich możliwości. Można się domyślać, że nikt z nich nie podjął podobnej próby nawet na zwierzęciu. Tymczasem przykład Armina Meiwesa wskazuje nam, że nie trzeba być ani rzeźnikiem ani nawet rolnikiem, aby sprawnie poćwiartować ludzkie mięso. Wystarczy powierzchowna wiedza teoretyczna i sporo motywacji, której zabójcy z Krakowa na pewno nie brakowało.


Ofiarność ofiary?

To przewrotna teoria, ale na podstawie zgromadzonych przesłanek da się postawić hipotezę, że mogło to być… zabójstwo na życzenie. To odważne przewartościowanie sprawy, ale pamiętajmy, że podobna sytuacja już  się zdarzyła. Bernd Brandes sam szukał śmierci i gdyby sądzić tylko po tym, co z niego zostało, nikt nie domyśliłby się prawdziwego kontekstu całej sprawy. Był człowiekiem żyjącym w stanie skrywanej depresji i w – prawdopodobnie nieświadomym – poczuciu winy. Śmierć i poświęcenie się dla kogoś innego miały stać się dla niego wybawieniem i sposobem na ucieczkę od wewnętrznych problemów.

W pewnym sensie sytuacja Katarzyny była podobna. Jej rodzina relacjonowała, że dziewczyna wykazywała symptomy depresji, ale nie leczyła się z tego powodu. Była również psychiczne samotna, skoro matka nie wiedziała, co się u niej dzieje. Podobnie Brandes – był w związku z kochankiem, ale dalej czuł wewnętrzną pustkę. Partner Bernda do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, co planuje jego towarzysz życia. Co więcej, Brandes nie dał tego poznać po sobie także w pracy. Po prostu wziął wolne i zniknął. Zadbał jednak, aby nie pozostawić po sobie żadnych śladów. Nawet bilet kolejowy kupił za gotówkę, aby nie można było prześledzić jego ostatniego dnia życia. Chodziło przecież o ochronę tożsamości swojego… zabójcy. Czy nie podobnie zachowywała się Katarzyna w ostatnim okresie swojego życia? Mamy co prawda informację, że była umówiona z matką na wizytę u lekarza, ale jest przecież możliwe, że był to zwykły kamuflaż prawdziwych planów.

Dołóżmy do tego inne informacje. Katarzyna, poza depresją, miała też silne poczucie winy za śmierć ojca, z którym była bardzo zżyta. Brandes czuł się winny śmierci swojej matki. Z profilu dowiadujemy się, że Katarzyna była osobą pomocną i uczynną. Brandes także. I to do tego poziomu, że poświęcił samego siebie dla drugiej osoby w stopniu ostatecznym. Była to dla niego forma odkupienia. Czy dla Katarzyny także? Choć dla rodziny zabitej może zabrzmieć to jak bluźnierstwo, to na miejscu policji wziąłbym i taką wersję wydarzeń pod uwagę.

Wskazywać może na to jeszcze kilka poszlak. W okresie poprzedzającym zniknięcie samopoczucie Katarzyny miało się poprawić. Dzieje się tak m.in. u przyszłych samobójców, którzy już zaplanowali swoje odejście. W psychologii nazywa się to tzw. złowieszczym uspokojeniem. Takiej interpretacji przeczyłaby jednak informacja, że Katarzyna w tym samym okresie zaczęła się odchudzać. W końcu nie robiłaby tego, gdyby nie zależało jej na wyglądzie, a zatem mogła spotykać się z jakimś mężczyzną. Nasuwa się jednak także zupełnie inne wytłumaczenie. Skoro zabójca zainspirował się filmem „Milczenie owiec”, wiedział zapewne, że, aby łatwiej ściągnąć skórę, należy przedtem ofiarę… odchudzić. To dlatego Buffalo Bill więził swoje ofiary przez kilka dni w pamiętnej kamiennej studni. Jeśli założymy, że było to zabójstwo na życzenie, naturalnym staje się, że Katarzyna mogła w tym wszystkim brać aktywny udział i to dlatego sama zaczęła się odchudzać.


Wymowne milczenie

Generalnie, przeanalizowanie scenariusza „Milczenia owiec” podsuwa nam odpowiedzi na kilka kluczowych pytań. Dlaczego sprawca wrzucił szczątki Katarzyny do rzeki? Przecież tak właśnie czynił filmowy Buffalo Bill! Profilerzy doszukiwali się w tym wszystkim głębszego dna. Oczywiście możemy snuć domysły, że rzeka symbolizuje oczyszczenie, a sam sprawca mógł być wędkarzem. Mam jednak wrażenie, że w tym przypadku zadziała brzytwa Ockhama i najprostsze wyjaśnienie okaże się najbardziej prawdopodobnym. Gdyby zabójca faktycznie chciał skutecznie zniszczyć dowody zbrodni, zapewne by je zakopał lub spalił. Ten ostatni proces także posiada podłoże symboliczne związane z oczyszczeniem – i to chyba dużo silniejsze niż brudna Wisła. Ciała swoich ofiar palili także inni psychopatyczni mordercy, jak choćby nasz rodzimy Edmund Kolanowski, będący jednym z ostatnich przestępców, na których wykonano karę śmierci. Ten zabójca i nekrofil również wycinał erotyczne fragmenty ciał kobiet i przyszywał do manekina, z którym potem kopulował. Kiedy elementy za skóry zaczynały gnić i przestawały pełnić swoją funkcję, palił je w piecu. Podobnie czyniło wielu innych morderców, także tych mniej zaburzonych, ponieważ spalenie skutecznie uniemożliwia identyfikację zwłok. Mniej więcej tego typu zachowania można by się spodziewać po osobie pragnącej skutecznie pozbyć się ciała, a nawet psychicznie oczyścić z popełnionej zbrodni. Tymczasem szczątki Katarzyny zostały wrzucone do rzeki, czyli zabójca zrealizował scenariusz znany z „Milczenia owiec”. Można domniemywać, że to nie był przypadek, a co za tym idzie – sprawca nie musiał wcale mieszkać w okolicy Wisły, a nie pochodzić z Krakowa. Być może pozbył się zwłok w miejscu związanym bardziej z Katarzyną niż ze sobą samym.


Psychoanaliza zbrodni

Zróbmy teraz coś nowatorskiego – nakreślmy profil sprawcy z wykorzystaniem psychoanalizy. Nie jest to nurt ceniony przez współczesną kryminalistykę, ale nie możemy zapominać, że to od niego wszystko się zaczęło. Tak właściwie nie będzie to żadne nowatorstwo, a jedynie powrót do korzeni, ponieważ z psychoanalizy korzystał już James Brussel, ojciec profilowania. Działo się to w czasach, kiedy nie było jeszcze podręczników ze statystykami wyciągniętymi z już popełnionych zbrodni, a mimo to wspomniany psychiatra wykazywał się zadziwiająco wysoką skutecznością, trafnie typując cechy sprawców nawet najbardziej zagadkowych przestępstw.

Generalnie cała sprawa skóry wyłowionej z Wisły jest strasznie niejednoznaczna, ponieważ mamy bardzo mało twardych danych – być może policja ma dużo więcej, ale nie zdecydowała się udostępnić ich do mediów. Dlatego wszystko to co wiemy, warto przeanalizować skrupulatnie krok po kroku. Zadajmy sobie najpierw pytanie, jaką funkcję spełniało ubranie ze skóry. Dokładny zarys tego specyficznego stroju zamieściłem poniżej – pochodzi on z filmu dokumentalnego o tej sprawie wyemitowanego jakiś czas temu przez TVN.



Widzimy strój sięgający od okolic pochwy do szyi, a nawet nieco wyżej. W oczy od razu rzuca się jego brak symetrii. Z jakiegoś względu nie była ona istotna dla sprawcy. Lewa część ciała – patrząc z punktu widzenia noszącego ten strój – sięga wyżej niż prawa. Nie widać tego dobrze na załączonym ujęciu, ale kończy się ona dopiero na fragmencie ucha. Domyślam się tego, ponieważ z filmu dokumentalnego wynika, że kapitan barki, w śrubę której zaplątała się skóra, poznał jej ludzkie pochodzenie właśnie po dziurce na kolczyk znajdującej się w uchu znaleziska. Niesymetryczne są też otwory na ręce. Za to bardzo starannie wycięto okolice ud i organów płciowych. Również sutki wykrojono precyzyjnie. Może to sugerować, że sprawca przygotował ten strój z pobudek seksualnych. Sfery erotyczne nie zostały jednak zniszczone, trudno więc dopatrywać się silnego aspektu sadystycznego. Gdyby nieświadomym celem sprawcy było seksualnie ukierunkowane okrucieństwo, to okolice intymne powinny nosić największe ślady agresji.

Bardzo pieczołowicie obrobione okolice pachwin i sutków tego specyficznego stroju nasuwają raczej skojarzenie, że sprawca chciał… przyjąć płeć ofiary. Właśnie płeć, a nie – jak sugerują przytaczani przez media profilerzy – tożsamość. Z psychologicznego punktu widzenia tożsamość lokuje się na twarzy, miejscu, które wyraża najwięcej emocji i które jest charakterystyczne dla konkretnej osoby. Twarz została jednak odcięta, choć wykorzystany fragment skóry sięga aż do ucha. Zakładam więc, że sprawcy nie chodziło o Katarzynę jako taką, ale po prostu o kobietę. Kluczem była cielesność – okolice bikini oraz biust. Nie znalazłem nigdzie zdjęć pokazujących całą postać Katarzyny, ale po rysunku stroju można wnioskować, że miała raczej duże piersi. To oraz dość znaczne gabaryty ciała mogły być kluczowym kryterium wyboru lub – jak domniemuję – akceptacji dziewczyny do roli ofiary.

Zastanawiające jest jednak to, dlaczego cały ten strój sięga aż tak wysoko. Zwykłe body kończy się przecież poniżej szyi. Wytłumaczeniem może być fakt, że zasłania on jedną z najbardziej charakterystycznych cech mężczyzny – jabłko Adama. To zwykle jeden z pierwszych elementów ciała, które są chirurgicznie przerabiane podczas procesu zmiany płci. Wszystko wskazuje więc na to, że w umyśle sprawcy cały ten strój służył subiektywnie rozumianej przemianie w kobietę.


Przemiana

Skoro poczyniliśmy już takie wnioski, warto teraz zastanowić się nad przyczynami transseksualizmu, bo to on może być kluczem do zrozumienia, kim jest zabójca. Generalnie wyróżniamy dwa typy mężczyzn pragnących zmienić płeć. Pierwszy nazywa się androfiliczny (co z greki znaczy “kochający mężczyzn”). Łączy się on jednoznacznie z homoseksualizmem, ponieważ mężczyźni nim dotknięci odczuwają pociąg seksualny do innych mężczyzn. Tego typu transseksualnych chłopców zwykle już od dzieciństwa postrzega się jako wrażliwych, delikatnych, a wręcz dziewczęcych. Unikają oni zresztą typowo męskich gier i zabaw – zamiast „strzelać się”, siłować czy grać w piłkę, wolą spędzać czas z dziewczynkami na zabawie lalkami czy udawaniu gotowania. Często są też bardzo silnie związani ze swoim matkami. Szybko zaczynają też odkrywać, że przebieranie się za dziewczynki sprawia im przyjemność. Nie łączy się ona jednak z podnieceniem seksualnym, ale z pragnieniem przyjęcia tożsamości płci przeciwnej. Wraz z dorastaniem chłopcy tacy odkrywają, że pociągają ich inni mężczyźni. Jeśli z uwagi na presję społeczną decydują się na związek z kobietą, jest on oparty na przyjaźni. Częściej jednak ten typ transseksualisty wchodzi w związki homoseksualne. W okresie wczesnej dorosłości zwykle dochodzi do nasilenia się frustracji wynikających z uczucia, że ich partnera pociąga ich męska, a nie kobieca natura. Wtedy też zwykle podejmują decyzję, żeby zmienić płeć. W skrócie – transseksualista androfiliczny to taki “miękki” gej czujący się w głębi kobietą.

Drugi typ transseksualistów nazywa się autogynefiliczny (z greki “kochający kobietę w sobie”). Choć mężczyźni nim dotknięci generalnie uchodzą za heteroseksualnych, najbardziej podnieca ich jednak fantazjowanie, że są kobietami. Łączy się to zwykle z przebieraniem się w damskie stroje. Kiedy taka preferencja ma formę epizodyczną – służącą tylko chwilowemu pobudzeniu seksualnemu – nazywa się ją  transwestytyzmem (fetyszyzmem transwestytycznym). Kiedy jednak jest to stan permanentny, łączący się z faktyczną dezaprobatą własnej płci, klasyfikuje się już jako transseksualizm autogynefiliczny.

Dzieciństwo autogynefilicznych mężczyzn paradoksalnie jest dość standardowe. Postrzegani są jako zwykli męscy chłopcy, nie wykazują też żadnych typowo dziewczęcych preferencji związanych z ubieraniem czy zabawami. Jednak często jeszcze przed okresem dojrzewania zaczynają przebierać się w kobiece stroje. Na początku te doświadczenia są przez nich odbierane jako po prostu przyjemne, poprawiające samopoczucie i nie mają wtedy jeszcze seksualnego podtekstu. Zmienia się to w okresie dojrzewania, kiedy przebieranie się staje się głównym źródłem podniecenia. Mimo to u autogynefilicznych nastolatków rozwija się pociąg do dziewczyn, z którymi często później wchodzą w związki. Jednak źródłem tego zainteresowania jest dość kuriozalna fascynacja kobiecością. Transseksualiści tego typu fantazjują, że sami mają dziewczęce kształty. Ich związki mogą być trwałe i owocować posiadaniem dzieci, jednak pociąg seksualny autogynefilicznego mężczyzny koncentruje się na podziwie względem kobiecości partnerki, którą on sam chciałby się cechować. Takie podwójne życie może trwać latami, kiedy skrywane potrzeby – jak przebieranie się w kobiecie stroje i snucie erotycznych fantazji – są realizowane niejawnie lub okazjonalnie. Nierzadko z powodu presji społecznej transwestyci tego typu próbują zanegować swoje tendencje. Pozbywają się wtedy trzymanej w ukryciu kobiecej garderoby i starają się trzymać typowych męskich ról i zachowań. Jednak z biegiem czasu ich ukryte skłonności przybierają na sile. Rosnący konflikt dotyczący własnej tożsamości płciowej może popychać ich w stronę alkoholu lub depresji. Jeśli założyli rodziny, mogą wypierać swoje tendencje bardzo długo, niekiedy aż do czasu, kiedy ich dzieci usamodzielnią się i wyjdą z domu. Kiedy te krępujące zależności kończą się, są już często na tyle zdesperowani, że pragną jak najszybciej przejść proces zmiany płci. U niektórych osób dochodzi na tym tle do zachowań impulsywnych – krótko mówiąc, wielu transseksualistów autogynefilicznych nie chce już czekać i desperacko zaczyna dążyć do zmiany płci.


Mamy więc dwa rodzaje transseksualistów – androfiliczny i autogynefiliczny. Ten pierwszy uchodzi za najbardziej typowy. Medialnym jego przedstawicielem jest Anna Grodzka, do niedawna znana światu jako Krzysztof Bęgowski. Wiele z powyższych obserwacji znajduje swoje potwierdzenie w bardzo ciekawej autobiografii posłanki Twojego Ruchu, pt. Mam na imię Ania.

Transseksualiści androfiliczni są zwykle stereotypowo kobiecy – łagodni, spokojni i delikatni. To nie jest typ mordercy. Zabójca z Krakowa należy zapewne do grupy transseksualistów autogynefilicznych. Podnieca go fantazjowanie, że jest kobietą. Nakręca się przeglądaniem się w lustrze w damskich strojach. Być może już przed 1999 rokiem próbował zapisać się na operację zmiany płci, ale został odrzucony lub przynajmniej badał taką możliwość. Znalazł jednak nową drogę podczas oglądania „Milczenia owiec” – Buffalo Bill także nie dostał się do tego programu. W przeszłości w środowisku medycznym przeważał pogląd, że transseksualiści autogynefiliczni jako transwestyci nie kwalifikują się do operacji zmiany płci. Być może został odrzucony także z powodu zbyt dużej niestabilności psychicznej, co nie powinno dziwić w kontekście tego, czego się później dopuścił.

Istnieje także druga ewentualność – sprawca w momencie popełniania zbrodni należał do grona transseksualistów ukrywających swoje tendencje pod płaszczykiem normalnej rodziny. Być może był w związku, który jednak go nie zaspokajał, a sporządzenie stroju miało być tylko pewnego rodzaju testem, odwracalną próbą wejścia w ciało kobiety. Pewna grupa transseksualistów pozostaje w ukryciu przez dziesiątki lat, jedynie po kryjomu urządzając sobie sesje przed lustrem w damskich ciuszkach. Trudno zawyrokować po jednorazowej zbrodni, o której mamy tak mało danych. Ja jednak skłaniałbym się ku pierwszej interpretacji i na miejscu policji porządnie sprawdziłbym osoby, które starały się poddać procesowi zmiany płci w okresie o kilka lat poprzedzającym zniknięcie Katarzyny. Jeśli założymy, że dziewczyna szukała śmierci podobnie jak Brandes, to musimy dojść do wniosku, że mogła poświęcić się jedynie dla osoby, która jej zdaniem cierpiała i nie mogła inaczej zmienić swojego położenia. A zatem musiałby to być człowiek odrzucony przez system, który nie mógł w inny sposób zrealizować swojego marzenia o staniu się kobietą.


Inne spojrzenie

Podobnie, inaczej należałoby spojrzeć na wiek sprawcy. Profilerzy określili go na 22-35 lat. Zapewne wychodzili z założenia, że tylko z taką osobą Katarzyna mogła się zaprzyjaźnić i jej zaufać. Tym bardziej, jeśli domniemywali, że nawiązała się relacja damsko-męska, ku czemu mogła ich popchnąć informacja o tym, że dziewczyna zaczęła się odchudzać. Kiedy jednak założymy, że mogło dojść do zabójstwa na życzenie, a relacja została nawiązana przez internet, wtedy górną granicę wieku sprawcy można mocno podnieść. Jeśli Katarzyna czuła się winna śmierci taty i to za nią szukała odkupienia, naturalnym staje się, że sprawcą mogła być osoba w jakiś sposób tego ojca przypominająca. Przy tych założeniach wiek zabójcy mógłby wynosić 35-50 lat. Co prawda nie jest to grupa, która szybko weszła do sieci, jednak musimy sobie zdać sprawę, że mówimy o ludziach specyficznych. Nasz sprawca jest transseksualistą i na pewno czuł się zagubiony ze swoim zaburzeniem. Internet jest miejscem, w którym najłatwiej dowiedzieć się różnych rzeczy na tematy, o których trudno rozmawiać. W sieci można znaleźć nawet bardzo nietypowe materiały erotyczne, poznać ludzi o podobnych „zainteresowaniach” i podzielić się doświadczeniami. Meiwes swoje ogłoszenia zamieszczał na Cannibal Cafe. Zatem nawet tak niszowe miejsca jak forum dla kanibali już wtedy istniały. Nie są jednak powszechnie znane – bo i któż o zdrowych zmysłach by ich szukał – przez co ten wątek mógł ujść uwadze policji. To z internetu Armin dowiedział się, jak zabić i przygotować ludzkie mięso. Stamtąd też ściągnął dużo filmików przedstawiających sceny śmierci i inne drastyczne motywy. Choć internet pod koniec lat dziewięćdziesiątych dopiero raczkował, bardzo szybko przyciągnął ludzi, którzy z racji swoich preferencji musieli żyć poza standardowym obiegiem informacji.

Tym, co jeszcze przykuwa uwagę w modelu stroju ze skóry, jest dziwne asymetryczne cięcie idące po przekątnej od styku barku z szyją do boku. Trudno przypisać mu jakąś konkretną funkcję. Jeśli nie było wynikiem jakiegoś przypadkowego uszkodzenia podczas zabójstwa, to czego? Odpowiedź przynosi film „Milczenie owiec”. Popatrzcie sami.



Wygląda na to, że nasza skóra wyłowiona z Wisły to próba odtworzenia tego, co sprawca zobaczył w telewizji lub na video. Nie jest to odwzorowanie 1:1, a raczej impresja przywołana z pamięci. Widzimy podobną asymetrię i zbliżony kształt wycięcia sięgającego od okolic biustu do łączenia szyi z barkiem. Jest kształt body, a nawet płat skóry, który po rozciągnięciu sięgałby gdzieś pod ucho. Możemy więc przyjąć, że nasz sprawca zainspirował się tym aspektem filmu bardzo mocno. Prawdopodobnie szukał informacji o transseksualizmie, tak jak niektórzy bohaterowie mojego poprzedniego artykułu o zoofilii wyławiali strzępy wiadomości o swojej przypadłości z gazet i telewizji, a potem także z sieci. W Buffalo Billu z „Milczenia owiec” sprawca prawdopodobnie dojrzał bratnią duszę, a nawet pewien przewodnik działania.

Gdyby próbować wyciągać jeszcze jakieś dalsze informacje z modelu stroju, można by dojść do wniosku, że mimo wszystko jest dość niechlujnie przygotowany. Po pierwsze świadczy to o tym, że sprawca – wbrew opinii policji – nie był ekspertem w obróbce tego materiału. Inny wniosek dotyczy jego osobowości, ponieważ na pewno nie był też perfekcjonistą. Zadowolił go ogólny schemat kobiecości, bez przykładania wagi do detali. Nie był też estetą, ponieważ wykończenie otworów na ręce jest nie tylko niedokładne, ale wręcz niedbałe. Wyłania się z tego obraz człowieka funkcjonującego na dość prymitywnym poziomie. Trudno przypuszczać, by była to osoba wykształcona i posiadająca wysoki status materialny. Gdyby tak miało być, sprawca byłby przecież przyzwyczajony do produktów – także ubrań – wysokiej jakości i przejawiałby większą pieczołowitość w wykonaniu swojego stroju. Z tego samego powodu nie jest też raczej rzemieślnikiem, od którego wymaga się dokładności.

Choć zakwalifikowaliśmy sprawcę do grona transseksualistów autogynefilicznych, nie możemy zapominać, że jest to osoba pozostająca na dość psychotycznym poziomie funkcjonowania. Znaczy to tyle, że sposób postrzegania przez niego rzeczywistości nie jest tak klarowny, jak u osób zdrowych i pod pewnymi względami przypomina myślenie osób chorych na schizofrenię. Zapewne podniecała go myśl, że jest kobietą. Tacy transseksualiści uchodzą za generalnie heteroseksualnych. Jednak w tym przypadku histeryczna potrzeba zmiany płci mogła prowadzić do przejawiania zachowań nie do końca typowych dla mężczyzn autogynefilicznych. Chcąc zyskać wrażenie bycia kobietą, sprawca mógł wchodzić w kontakty homoseksualne, w których był oczywiście stroną jednoznacznie bierną. Być może należało go szukać właśnie w tym środowisku, które w końcu lat 90-tych nie było jeszcze tak szerokie, jak dzisiaj.


Scenariusz zbrodni

Osobnym pytaniem jest to, jak i gdzie doszło do całego tego makabrycznego zdarzenia. Spróbujmy odtworzyć taki hipotetyczny scenariusz. Sprawca zabija Katarzynę i przygotowuje się do oprawienia ciała. Ale gdzie to robi? Armin miał ten komfort, że dysponował dużym domem, w którym mógł urządzić pokój-rzeźnię. To bardzo wygodne rozwiązanie, podobne do tego, czym dysponował filmowy Buffalo Bill. Na pewno nierealne wydaje mi się domniemanie stworzone przez jasnowidza, że do zbrodni doszło w kanałach burzowych. Doszliśmy do wniosku, że sprawca jest transseksualistą transwestytycznym, więc zapewne oglądał się i stroił. Do tego potrzeba pokoju z lustrem i dostępu do światła, czego taki ciemny kanał na pewno nie zapewnia. Bardzo możliwe, że zabójca fundował sobie swego rodzaju grę wstępną i przebierał się też w damskie ubrania, zakładał perukę, może nawet robił makijaż. Zakładałbym więc, że do tych czynności musiało dochodzić w miejscu ogrzewanym, oświetlonym i w miarę przyjemnym. Kanał tych założeń nie spełnia i jest raczej luźną fantazją jasnowidza na temat mrocznej otoczki zabijania niż jakimś logicznym i spójnym wywodem.

Zagadkowy jest też motyw porzucenia ubrania. Po co zadawać sobie tyle trudu, by potem wyrzucić tak misternie przygotowane dzieło? Powodów może być kilka. Nadchodziło Boże Narodzenie, więc sprawca mógł spodziewać się gości lub sam musiał wyjechać do rodziny. Mogło chodzić oczywiście o względy praktyczne i źle przygotowana skóra zaczęła gnić. Ale pod uwagę wziąłbym też aspekt religijny. Być może Święta Bożego Narodzenia wywołały w sprawcy jakiś odruch odrzucenia względem swoich tendencji. Dość często zdarza się u transseksualistów autogynefilicznych, że wyrzucają damskie ubrania i próbują żyć normalnie. Być może święta były takim właśnie impulsem. Gdyby doszukiwać się w tym wszystkim na siłę warstwy symbolicznej, to rzeka jest symbolem przemijania, zmiany – „Panta rhei” (wszystko płynie). Nie możemy wykluczyć, że we wyrzuceniu skóry do rzeki chodziło o przemianę z transseksualisty w normalnego człowieka, czyli o zanegowanie swoich tendencji.

Z pozostałych części ciała wyłowionych z Wisły też możemy wyciągnąć pewne wnioski. Odcięta noga nosiła ślady zdejmowania skóry, a zatem była takim poligonem ćwiczebnym, na którym sprawca uczył się oskórowywania. To także przeczyłoby założeniu, że był kuśnierzem, myśliwym czy kimś pokrewnym – wtedy nie musiałby ćwiczyć i nabierać wprawy. Brak doświadczenia silne sugeruje też, że to było pierwszy tego typu dzieło naszego sprawcy. Wiemy też o kawałku pośladka, z którego dla odmiany skóry nie zdjęto. Możemy więc wnioskować, że docelowym strojem miało być właśnie body i nie było dodatkowych elementów, które zostały przygotowane, ale zaginęły w rzece. Potwierdza to domniemanie, że chodziło o pozyskanie cech płciowych, a nie całego ciała. Zagadką są jednak powycinane fragmenty odzieży Katarzyny. Być może sprawca na nich także ćwiczył się w zadawaniu cięć. A może stanowiły one jakiś fragment jego fantazji erotycznych – różne części odzieży są przecież powszechnym elementem wywołującym podniecenie u fetyszystów.


Raport mniejszości

Oficjalny profil mówił o osobie zupełnie innej niż ta opisana przeze mnie powyżej. Bogdan Mikołajczak z policyjnego Archiwum X wyraził się o sprawcy w ten sposób:

Fachowość, z jaką ten człowiek ściągnął z dziewczyny skórę, wskazuje na lekarza, studenta medycyny, ewentualnie na pracownika rzeźni. To, że po zaginięciu kobiety nikt nie zauważył podejrzanego typka kręcącego się nad Wisłą, a mimo to wyłowiono z niej szczątki, świadczy, że mamy do czynienia z osobą związaną z rzeką. Najpewniej stałym bywalcem przybrzeżnych terenów, którego obecność nikogo nie dziwi, albo kompletnym odludkiem przemykającym sobie tylko znanymi szlakami. Z profilu i zebranych przez nas informacji wynika zaś, że Kaśka była jego przypadkową ofiarą. Ot, wyszła na spacer, akurat w czasie kiedy zabójca postanowił zapolować…


Nie mówię, że to głupie wioski – wręcz przeciwnie. Przytoczona wizja jest bardzo spójna, a wręcz typowa dla tego rodzaju spraw. Tak samo sensownym jest założenie, że dziewczyna poznała kogoś i dlatego zaczęła się odchudzać. Mimo wszystko sprawcy nie odnaleziono. Może więc warto rozważyć zupełnie inną wersję wydarzeń i potraktować choćby jako taki swoisty „Raport mniejszości”. Historia zawarta w filmie i opowiadaniu Filipa Dicka opowiada o sytuacji, kiedy sprawa pozornie oczywista okazuje się mieć drugie dno, a morderstwo było celowo zainspirowane przez ofiarę, co znalazło się w tytułowym raporcie, zignorowanym jako statystycznie mniej prawdopodobny.


Konkluzje, które przedstawiłem w tym tekście, oparte są na dość wyrywkowych informacjach pochodzących z mediów. Mając bardziej szczegółowe dane dostępne tylko policji, być może szybko zmieniłbym zdanie. A być może tylko utwierdził się w swoich podejrzeniach. Tak czy owak na pewno miałbym jedną sugestię dla organów ścigania. Skoro posiłkowali się już nawet jasnowidzem, na pewno nie zaszkodzi sprawie zaproszenie do pomocy jakiegoś dobrego psychoanalityka, który pomógłby zinterpretować zgromadzone dowody w nowym świetle. Wszystko, co robimy, ma jakieś podłoże. Im bardziej zaburzony umysł, tym trudniej zrozumieć prawdziwe motywy. Jednak jest to możliwe nawet bez odwoływania się do statystyk zbrodni, o czym dobitnie świadczą profile stworzone przez wspomnianego już Jamesa Brussel`a, psychiatrę pracującego właśnie w oparciu o  psychoanalizę.


A teraz stwórzmy taki właśnie „Raport mniejszości”, czyli alternatywny profil psychologiczny sprawcy oparty na założeniu, że było to morderstwo na życzenie:

  • mężczyzna mający 35-50 lat – wiek korespondujący z wiekiem ojca
  • średniej budowy ciała, wzrost ok. 175 cm – strój ze skóry Katarzyny musiał na niego pasować
  • rozwodnik nie mieszkający już z rodziną – jako ukryty transseksualista autogynefiliczny zawarł związek małżeński i mógł mieć dzieci
  • transseksualista, który został odrzucony lub zrezygnował z programu zmiany płci – zapewne pierwotnie szukał prostszego sposobu na zmianę swojej sytuacji
  • skrywany transwestyta – zapewne miał epizody potajemnego przebierania się za kobietę, być może przerywane okresami zaprzeczenia łączącymi się z wyrzucaniem damskich ubrań
  • możliwy epizod homoseksualny w okresie poprzedzającym zabójstwo – etap poszukiwania tożsamości, z którą sprawca ma duże problemy
  • osoba funkcjonująca na nieco psychotycznym poziomie – cechy osobowości schizotypowej, zauważalne dziwactwa widoczne w zachowaniu i sposobie myślenia
  • samotnik – skrytość, nieufność, brak bliskich przyjaciół
  • zachowane podstawowe umiejętności społeczne – musiał prowadzić składne rozmowy z Katarzyną i odwoływać się w nich do emocji
  • poczucie pokrzywdzenia i niezrozumienia przez świat – został odrzucony przez system opieki medycznej zajmujący się zmianą płci lub proces ten był dla niego zbyt kosztowny
  • brak staranności, dokładności i perfekcjonizmu przejawiający się także w innych dziedzinach życia
  • skłonność do naśladownictwa – fascynacja filmem „Milczenie owiec”, brak kreatywności
  • wykształcenie zawodowe lub średnie – brak finezji w działaniach, choć widoczny jest przemyślany proces planowania i przygotowywania zabójstwa
  • wczesny dostęp do internetu – konieczność posiadania komputera lub dostępu do niego, otwartość na nowe technologie poniekąd wymuszona szukaniem informacji o swojej przypadłości
  • prawdopodobnie niezbyt wysoki status społeczno-ekonomiczny – brak środków wystarczających na operacyjne przeprowadzenie zmiany płci, który to proces jest finansowany przez samego zainteresowanego
  • konieczność posiadania własnego domu lub innego ustronnego, ogrzewanego i oświetlonego pomieszczenia – aby można było przeprowadzić proces zdjęcia skóry, ale także przeglądać się w lustrze i przebierać w damskie stroje, robić makijaż itp.
  • prawdopodobne nadużywanie alkoholu, ewentualnie narkotyków – jako reakcja na stres i problemy osobowościowe

Przyszłość przeszłości

Bardzo nurtujące jest pytanie, co się stało dalej. Czy były kolejne ofiary? Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobne są trzy drogi.

1) Sprawca wyparł swoje tendencje na jakiś czas, ale powrócił do nich przy kolejnym naporze potrzeb seksualnych. Wyciągnął jednak wnioski i nie porzuca już zwłok w rzece, ale zakopuje je w ustronnych miejscach. Być może dalej szuka osób chcących umrzeć lub zmienił taktykę – korzysta z ciał wykradanych z grobów lub przekroczył przysłowiowy Rubikon i zaczął zabijać bez pozwolenia.

2) Sprawca popadł w chorobę psychiczną lub alkoholizm. Silne przeżycia związane z zabójstwem i wykonaniem stroju, a potem z pozbyciem się go, mogły wzmocnić wewnętrzne konflikty psychiczne i zaowocować próbami tłumienia ich alkoholem lub eskalacją psychozy.

3) Kolejne zabójstwa nie powtórzyły się, ponieważ sprawca… faktycznie zmienił płeć. W ostatnich latach stało się to dużo łatwiejsze, m.in. za sprawą wyjazdów do specjalnych klinik w Tajlandii, gdzie nie pyta się już tak wnikliwie o stan zdrowia psychicznego. Także w Polsce kryteria wydają się dzisiaj bardziej poluzowane niż kiedyś.

 

Najbardziej optymistycznego wariantu mówiącego, że po tym jednorazowym przypadku sprawca zwyczajnie rozczarował się i porzucił dalsze próby, nie brałbym za bardzo pod uwagę.  Z badań policyjnych wiemy, że zabójca zakładał swój strój kilkukrotnie. Gdyby miał się zrazić, zrobiłby to już po pierwszej przymiarce. Osobiście obstawiałbym wersję trzecią – o zmianie płci. Ale sprawdziłbym wszystkie.


Na miejscu policji:

- Przyjrzałbym się wszystkim osobom, które zgłaszały się do poradni związanych ze zmianą płci w czasie do 5 lat przed zabójstwem, ale ostatecznie jej nie przeszły. Szczególnie podejrzane byłyby przypadki odrzucone ze względu na stan zdrowia psychicznego, ale powodem mógł być też niedostatek środków materialnych lub po prostu brak wytrwałości potrzebnej do zaliczenia tzw. okresu próbnego, wymaganego przez placówki medyczne.

- Mimo wszystko sprawdziłbym też osoby, które dokonały zmiany płci po 1999 roku. Udany zabieg mógł być powodem, dla którego sprawca przestał zabijać.

- Poszerzyłbym krąg podejrzanych o osoby powyżej 35 roku życia. Jeśli było to zabójstwo na życzenie, morderca musiał w jakiś sposób wpasowywać się w obraz ojca dziewczyny.

- Przesłuchałbym osoby z kręgu związanego z homo- i transseksualizmem tamtych lat. Prawdopodobne jest, że sprawca próbował jakoś nawiązać kontakt z tą grupą, choćby po to, aby zdobyć informacje o swojej przypadłości. Być może ktoś pamiętają dziwnie zachowującego się człowieka, który spełniałby założenia profilu?

- Jeśli prawdą jest, że z internetu nic nie znika bezpowrotnie, może dałoby się przeskanować rozmowy na IRC i forach dyskusyjnych wykonywane z adresów IP związanych z Krakowem? Pod koniec 1998 sieć nie była jeszcze zbyt popularna i ilość danych raczej nie byłaby przeogromna. Wystarczyłoby je przefiltrować pod kątem kilku kluczowych słów, takich jak samobójstwo, skończyć ze sobą, zmienić płeć, skóra itp. Sprawdziłbym też wpisy na forach dotyczących zmiany płci z tamtego okresu – sprawca mógł szukać informacji i dopytywać się o różne nietypowe kwestie.

- Przejrzałbym też późniejsze zasoby internetu. Szczególnie podejrzane byłyby fora dyskusyjne skupiające osoby depresyjne i myślące o samobójstwie. Jeśli zabójca powtórzył próbę uzyskania stroju ze skóry, prawdopodobnie próbował pójść tą samą drogą i poszukać wolontariuszy. Warto pamiętać, że w podobny sposób policja wpadła na trop Armina Meiwesa. Kanibal ponowił swoje ogłoszenie, w którym szukał kolejnej osoby chcącej być zjedzoną. Tym razem jednak uprzedziła go policja, która zainteresowała się nietypowym anonsem. Nie zdziwiłbym się, gdyby nasz polski Buffalo Bill został zlokalizowany w podobny sposób.

- Dla pewności sprawdziłbym też szpitale psychiatryczne pod kątem osób przyjętych z objawami psychozy połączonymi z urojeniami zmiany płci, i to nie tylko przed zniknięciem Katarzyny, ale także wkrótce po nim.


 Zbrodnia nie-doskonała?

Mam wielką nadzieję, że twórca stroju ze skóry zostanie kiedyś namierzony i złapany. Nie tylko z uwagi na potrzebę wymierzenia sprawiedliwości, ale również z powodów czysto poznawczych. Bardzo ciekawie byłoby dowiedzieć się, kim naprawdę jest. Nie mam oczywiście żadnej pewności, czy stworzony przeze mnie w tym artykule obraz jest prawdziwy. Uważam jednak, że jest alternatywą wartą wzięcia pod uwagę.


Na koniec bardzo luźna hipoteza, która jednak wydaje mi się wymowna. Ludzie często tworzą swoją tożsamość wokół jakiegoś hobby lub zainteresowania, która staje się takim ich „logo”, znakiem rozpoznawczym. Mamy np. fanów strzelanek „zabawkowymi” pistoletami typu ASG, którzy w jakiś sposób utożsamiają się z żołnierzami, co widać po ich pseudonimach i zdjęciach zamieszczanych na profilach portali społecznościowych. Mamy fanów muzyki gotyckiej czy emo, która ma pokazywać mroczną, wrażliwą i cierpiącą duszę słuchacza. W informacjach o Katarzynie przebija się jedna bardzo silna informacja – była ona wielką fanką kapeli Grateful Dead. W psychodelicznym rocku końca lat 60-tych trudno doszukać się czegoś odnoszącego się do sprawy zabójstwa dziewczyny. Zainteresowało mnie jednak znaczenie samej nazwy. Może to tylko przypadkowy zbieg okoliczności, ale wg. członków zespołu oznacza ona „duszę zmarłej osoby okazującą wdzięczność wobec kogoś, kto w akcie miłosierdzia zaaranżował jej pogrzeb”.


PS. Dodatkowe informacje, na które wpadłem już po skończeniu tekstu:

Długo nie mogłem zrozumieć, do czego mogły służyć wycięte kawałki ubrań. Doznałem olśnienia, dopiero przeglądając fragmenty „Milczenia owiec” dostępne na Youtube. Dokładnie takie same skrawki miał Buffalo Bill !

 

Łatwo było to przeoczyć, ponieważ na ekranie widzimy je tylko przez kilka sekund i to w scenie bardzo odciągającej uwagę od wspomnianego szczegółu. Kiedy główna bohaterka zabija Buffalo Billa, upada on na stos skrawków dokładnie tej samej wielkości, co te wyłowione z Wisły. Mało tego – nawet faktura materiału jest po prostu identyczna!

Może to przypadek, ale gdyby miał być kolejnym zbiegiem okoliczności, to byłby naprawdę zaskakujący. Szybko zrozumiałem też, dlaczego początkowo ja nie zwróciłem na ten fakt większej uwagi, a sprawca już tak. Jako człowiek względnie wrażliwy, skupiłem się na widoku dla mnie przerażającym i przytłaczającym – w końcu nie często ma się okazję oglądać tak realistyczną wizję umierania w konwulsjach. Tymczasem sprawca zapewne odwrócił od tego faktu uwagę, ponieważ… identyfikował się z Buffalo Billem. Chcąc wyprzeć z siebie widmo możliwej porażki i śmierci, skierował swój wzrok na kwestie peryferyjne i skoncentrował się na skrawkach materiału. Jest nawet prawdopodobne, że zakotwiczył się na tak drobnym szczególe jak faktura i kształt owych skrawków. To mechanizm dobrze znany psychologii – uciekając przed doświadczaniem traumy, nierzadko koncentrujemy się na pozornie błahym detalu, który z pozornie niewiadomych powodów staje się potem dla nas ważny. Tak działają emocje zepchnięte do nieświadomości, czego doświadczają osoby cierpiące m.in. na zespół stresu pourazowego.

Gdyby była to prawda, jak owa koszula w kratkę trafiła do Katarzyny? Tego nie wiemy, ale na pewno na miejscu policji przyjrzałbym się temu faktowi – być może była nowym zakupem lub prezentem od sprawcy?


Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że to film stanowił bezpośrednią inspirację morderstwa Katarzyny. Może nawet był próbą odtworzenia fabuły. Niewykluczone też, że sprawca w analogiczny sposób zabił dziewczynę. Najpierw zepchnął ją ze schodów, co spowodowało rany na nogach opisywane w niektórych tekstach na ten temat, a potem zadźgał nożem. Rozbieżny jest jedynie sposób pozyskania dawczyni. Filmowy Buffalo Bill udawał niepełnosprawnego i prosił o pomoc, co było elementem zaczerpniętym z modus operandi Teda Budy`ego, faktycznego psychopatycznego mordercy grasującego po USA w latach 70-tych. Nasz dewiant znad Wisły zaprzyjaźnił się z ofiarą, co trwało dłuższy czas – zapewne owe trzy tygodnie, podczas których Katarzyna zaczęła się odchudzać. Możemy zastanawiać się, czy było to morderstwo na życzenie czy nie, ale fakt dłuższej znajomości wydaje się pewny. Osobiście nie wykluczałbym, że oboje poznali się w internecie, co nie miałoby swojego odzwierciedlenia w filmie, dziejącym się przecież w czasach, kiedy sieć jeszcze nie była dostępna dla ogółu ludzi. Myślę więc, że mamy do czynienie z takim specyficznym remakiem „Milczenia owiec”. Zresztą popatrzcie sami.


Buffalo Bill


Jedyną istotną różnicą między filmem a sprawą skóry z Wisły, jaką dostrzegam, jest fakt wycięcia sutków przez naszego rodzimego dewianta. Myślę jednak, że to także da się wytłumaczyć, odwołując się do „Milczenia owiec”. W filmie jest dość rozbudowana scena pokazująca szczęśliwego Buffalo Billa, która zaczyna się od szczypania własnego sutka. Mam wrażenie, że otwory wycięte w skórze wyłowionej z Wisły temu miały właśnie służyć – stymulowaniu własnego ciała podczas noszenia ubrania ze skóry.



PS 2. W profilowaniu trochę już tak jest, że jeden nowy fakt potrafi odwrócić cały tok myślenia, a przynajmniej jakąś istotną część wniosków. Przeglądając kolejne materiały, do których dotarłem już po opublikowaniu tego tekstu, doszedłem do nieco alternatywnej wersji wydarzeń.


Analizy stroju ze skóry przeprowadzone z użyciem technik 3D wykazały, że Katarzyna została ugodzona ostrym narzędziem m.in. w szyję. Przeglądając materiały telewizyjne na ten temat, dowiedziałem się też, że policja zna podobny przypadek morderstwa – od minuty 16:30 tego filmu. W 1992 roku, czyli ponad 6 lat przed zniknięciem Katarzyny, znaleziono ciało innej kobiety. Było zapakowane w walizkę, którą znaleziono nad rzeką w centrum Katowic.

W obu przypadkach mamy kilka cech wspólnych:

  • ucięcie kończyn
  • wycięcie sutków
  • pozbawienie głowy
  • rany zadane w szyję
  • porzucenie ciał w okolicy rzek
  • ciała znalezione w centrum miast i to stosunkowo nieodległych od siebie

Czy to ten sam sprawca? Przyjrzyjmy się temu, co zostało z obu ofiar.



Oba zdjęcia przedstawiają okolice szyi. Model stroju ze skóry zdartej z Katarzyny, który wkleiłem do pierwotnego tekstu, zawierał – jak się okazało – wiele uproszczeń. Dopiero na zdjęciu zobaczyłem, że lewa część twarzy wcale nie jest ucięta, nawet w sposób niechlujny. Pierwotny strój musiał wyglądać inaczej, choćby po to, aby dało się go założyć. Zapewne był jednak symetryczny i obejmował twarz. Ten drobny szczegół prowadzi nas do zupełnie innych wniosków – jednak chodziło o tożsamość ofiary, a nie tylko jej płeć!

W jaki zatem sposób – i po co – strój ten stał się asymetryczny? Na zdjęciu widać wyraźnie, że jego część obejmująca twarz nie jest przycięta, ale… urwana. Zresztą bardzo podobnie jak twarz kobiety znalezionej w walizce. Dlaczego? Zapewne sprawca próbował w ten sposób uniemożliwić identyfikację zwłok. O tym, że była to strategia skuteczna, świadczy choćby fakt, że ofiara pierwszego zabójstwa nigdy nie została rozpoznana, a policja do dzisiaj nie wie, kim była. W przypadku Katarzyny sprawę ułatwiły testy DNA, które w 1998 roku dopiero zaczynały być w Polsce wykorzystywane. Oczywiście zabójca nie mógł o tym wiedzieć, dlatego postąpił w sprawdzony już uprzednio sposób.

Jakie zatem było podłoże obu zbrodni? Jeśli założymy, że dokonała ich ta sama osoba – a wiele na to wskazuje – to musimy uznać mieszankę motywu seksualnego i sadystycznego. W obu przypadkach stwierdzono rany szyi, o czym nie widziałem, pisząc pierwotny tekst. Rodzi się pytanie, dlaczego sprawca miałby zmienić sposób działania? Prawdopodobnie faktycznie zainspirował się „Milczeniem owiec”, który to film do polskich kin wszedł w 1992 roku. Ale nasz sprawca zapewne do kin nie chodził, więc z produkcją zetknął się dużo później.


Biorąc to wszystko pod uwagę, dochodzę do wniosku, że w pierwotnym tekście postawiłem nieco mylne hipotezy. Jeśli strój ze skóry faktycznie posiadał twarz, musiał być przygotowany nie tyle przez transseksualistę, co przez… seksualnego sado-masochistę. Sprawca zdarł więc skórę z ofiary właśnie po to, aby jeszcze mocnej przeżywać popełnioną zbrodnię. Ubierając się w ten makabryczny strój mógł wczuć się w Katarzynę, poczuć jej strach i ból. Z tą wersją wydarzeń korespondują pojawiające się ostatnio w mediach doniesienia, że dziewczyna była przed śmiercią torturowana.

Taki scenariusz zbliża nas jeszcze do wniosku, że jednak mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Kwalifikuje się tak sprawcę mającego na koncie co najmniej trzy zabójstwa dokonane w znacznych odstępach czasu. Wiemy o dwóch, ale to wcale nie musi oznaczać, że nie było ich więcej. Skóra zdarta z Katarzyny wypłynęła przypadkowo i tylko zrządzeniem losu została rozpoznana, ponieważ leżąc kilka tygodni w wodzie zczerniała i zaczęła przypominać zwykłe śmieci. Dlaczego jednak ciało z walizki zostało zostawione koło rzeki, a nie do niej wrzucone? Być może ktoś spłoszył sprawcę, a ten oddalając się, po prostu porzucił pakunek w zaroślach.


Jest jednak wniosek, który warto by zweryfikować. Oba ciała porzucono w centrach miast. Sugerowałoby to, że sprawca nie posiadał samochodu i nie mógł ich wywieźć w bardziej oddalone miejsca. Być może nie miał także sposobności, by je zakopać. Mógłby tak zrobić posiadacz domu z ogródkiem. Jednak ktoś mieszkający w bloku lub kamienicy nie może sobie pozwolić na kupno łopaty i chodzenie z nią w sposób nie wzbudzający podejrzeń. Z podobnego względu mogło nie wchodzić w rachubę spalenie zwłok. Potrzeba do tego pieca, a sprawca mógł mieć jedynie centralne ogrzewanie. Wzniecenie ognia w centrum miasta na pewno nie należało też do bezpiecznych posunięć, bo światło zwróciłoby uwagę przypadkowych przechodniów. Drugą przeszkodą mogło być towarzystwo innej, nieświadomej osoby – być może sprawca nie mieszkał sam.

Potencjalnie zawęża to grono podejrzanych. Należałoby sprawdzić osoby, które przeprowadziły się z Katowic do Krakowa w omawianych ramach czasowych i w obu przypadkach mieszkały w centrum tych miast. W grę wchodzą mężczyźni, którzy nie posiadali samochodu, a więc prawdopodobnie także prawa jazdy. Być może były to mieszkania socjalne, więc taka przeprowadzka mogła wiązać się ze zmianą zameldowania. Gdyby tak było, wytypowanie grona podejrzanych byłoby względnie proste.

Teoretycznie można by jeszcze rozważyć zmianę miejsca zamieszkania z powodu… pójścia na studia. Jeśli pierwotny strój ze skóry Katarzyny jednak był wykonany starannie, a dopiero później został zniszczony w celu uniemożliwienia identyfikacji ofiary, znacznie podnosiłoby to szanse, że sprawca był osobą wykształconą. Studiowanie zwykle wymaga pewnej staranności i systematyczności, która powinna przejawiać się także w innych aspektach życia – także w wytworach takich jak wspomniany strój. Osoba inteligentna i oczytana miałaby także większą łatwość w nawiązaniu znajomości z ewidentnie niegłupią i ciekawą świata Katarzyną. Także przez internet. Tym bardziej, że osoby związane z życiem uczelnianym miały łatwiejszy dostęp do tego nowego medium.


Być może nigdy nie dowiemy się, jaka była prawda. Tym niemniej nowe fakty, do których dotarłem także dzięki ciekawym komentarzom pod tym wpisem, zmieniły nieco mój sposób myślenia o zabójstwie Katarzyny. Podobnie zadziałały zdjęcia stroju wykonanego ze skóry dziewczyny, po raz kolejny udowadniając, że ufanie medialnym uproszczeniom bywa mylące. Najwięcej trafnych wniosków można wysnuć, dopiero mając bardziej bezpośredni kontakt z dowodami, a zdjęcia na pewno są bardziej realistyczne niż rysunkowe schematy.