Amy WinehouseNiedawno odeszła z tego świata Amy Winehouse, zaliczana do najbardziej utalentowanych współczesnych wokalistek. Miała  27 lat. Tyle samo, co Kurt Cobain, Janis Joplin, Jim Morrison czy Jimi Hendrix. Wszyscy młodzi, twórczy i odnoszący sukcesy. A jednak zniszczyli siebie samych – poprzez narkotyki, alkohol czy nadużywane leki. Czy jest w tym jakiś wzór samozniszczenia?

 

Wrażliwość na świat częściowo jest nam dana w genach. Nazywa się temperamentem. To on określa, jak emocjonalnie reagujemy na otoczenie. Ludzie podatni na bodźce i głęboko je przeżywający należą zwykle do typów zwanych melancholikami i cholerykami. Ci pierwsi przejawiają dużą wrażliwość, ale mają małe zapotrzebowanie na bodźce. Odwołując się do przerysowanego stereotypu – są trochę jak poeci, którzy wzruszają się zachodem słońca i tego typu doznania są im wystarczające do szczęścia, bo bardziej stymulujące wyzwania, jak np. wspinaczka nad górskimi krawędziami, byłaby dla nich za dużym stresem. 

Cholerycy są do nich podobni pod względem wrażliwości, jednak potrzebują więcej bodźców i w efekcie są bardziej ekspresyjni, często wręcz wybuchowi. Nic więc dziwnego, że wybitni artyści należą najczęściej do jednej z tych dwóch grup. Niestety, ma to swoje negatywne konsekwencje, ponieważ osoby o tych temperamentach są dużo bardziej narażone na wszelkie problemy psychiczne. Ktoś mniej wrażliwy jest mniej podatny na skrzywienie go w dzieciństwie, kiedy kształtuje się osobowość i zakorzeniają zaburzenia. Także potem w dorosłości melancholicy i cholerycy mają pod górkę, bo reagują na świat bardziej emocjonalnie i łatwiej uruchamiają się w nich owe destrukcyjne wzory zakodowane w dzieciństwie – o ile oczywiście wystąpiły, bo żaden tym temperamentu nie wymusza wystąpienia problemów, a jedynie może ułatwiać ich zakotwiczanie w psychice. Po dwóch pozostałych typach temperamentalnych (mało wrażliwym flegmatyku i zrównoważonym sangwiniku) więcej rzeczy może po prostu „spłynąć”, nie przekładając się na urazy.

 

Artyści są więc często w jakiś sposób zaburzeni psychicznie. Ale paradoksalnie w tym tkwi zwykle ich siła. Będąc z natury wrażliwymi, przeżywają intensywniej swoje wewnętrzne problemy. Efektem tych nierzadko bolesnych doświadczeń jest twórczość. To często wewnętrzne przeżycia wyciągnięte na wierzch i ubrane w bardziej przystępną formę. Mechanizm ten w psychologii nazywa się regresją w służbie ego. 

 

Sam wyraz regresja oznacza coś w stylu cofnięcia się do przeszłości. Z tym, że ta przeszłość zapisana jest w głębi człowieka jako doświadczenie życiowe. Regresja zwykle wiązana jest raczej z czymś negatywnym, czyli zachowywaniem się w sposób typowy dla dzieci. Generalnie jest to prawda i poddawanie się temu procesowi wiąże się z instynktownymi i mało racjonalnymi zachowaniami. Bardzo popularną formą regresji jest np. obgryzanie  długopisów czy paznokci. Jest to nic innego jak pewna zastępcza forma, symbolizująca – paradoksalnie – ssanie piersi matki. Z pozoru może wydawać się to nieco dziwnym wyjaśnieniem, ale ma ono głęboki sens. Regresji oddajemy się często w sytuacji stresu. Uciekamy się wtedy do najbardziej sprawdzonych w ciągu naszego życia sposobów. A kiedy czuliśmy się bardziej bezpieczni, niż w czasach niemowlęctwa, kiedy nasze potrzeby ograniczały się do jedzenia (zwykle dostarczanego na czas) i przytulania? Ok., jest taki stan – to okres, kiedy byliśmy jeszcze w brzuchu matki. Ale to druga z najczęstszych form regresji – spanie w pozycji embrionalnej, która w chwilach stresu bywa nam najwygodniejsza właśnie z powodu naszych nieświadomych wspomnień z tego najbezpieczniejszego okresu naszego życia.  

 

Regresja może mieć też oczywiście dużo bardziej subtelne i skomplikowane formy. Artyści często korzystają z niej podczas procesu tworzenia. Odwołując się do swoich przeżyć, doświadczeń i wewnętrznych problemów zanurzają się w nich, czerpiąc energię z id (popędów) i wewnętrznych konfliktów ego, by uzyskaną inspirację przelać na papier, nuty, płótno czy bezpośrednio na swoje ciało (tancerze, aktorzy itp.) To najbardziej przystosowawcza forma regresji, pozwala bowiem tworzyć „w służbie ego”, czyli dla dobra człowieka. Tym samym twórczość staje się często takim wentylem bezpieczeństwa, który pozwala wyrzucić z siebie nadmiar problemów, a przez to uniknąć poważniejszego kryzysu psychicznego. Nic dziwnego więc, że artyści niekiedy czują w sobie przypływ weny, która właśnie jest takim twórczym napięciem, kiedy treść psychiczna rozsadza człowieka i potrzebny jest ten wentyl bezpieczeństwa. On je rozładuje, a przy okazji pozwoli stworzyć coś wartościowego.

 

Ciekawe jest też to, że psychoterapia nieraz zabija wenę. Kiedy dany artysta czerpał inspirację ze swoich konfliktów, po pozbyciu się ich, może poniekąd wylądować na lodzie. Stąd też nieraz sami twórcy rezygnują z psychoterapii, kiedy czują, że wraz z jej postępem tracą wenę. Niektórym ludziom łatwiej jest cierpieć wewnątrz, ale odnosić sukcesy na zewnętrz. Swoją drogą to także jest objawem problemu ze sobą, bo czy nie lepiej być zdrowym i szczęśliwym, niż uwielbianym i cenionym, ale wewnętrznie skrzywionym? Takie podejście do życia oparte na gratyfikacji ze strony otoczenia nazywa się poniekąd narcyzmem, ale to temat na zupełnie inny wpis.

 

Napięcie można rozładować też w mniej kreatywny sposób. Często staje się nim alkohol i narkotyki. Używki także umożliwiają w pewnym sensie kontakt z wnętrzem człowieka. Po kilku głębszych stajemy się „bardziej sobą”, choć oznacza to w tym kontekście zniesienie hamulców ze strony superego. Możemy wtedy poobcować ze swoim id i pokazać światu, co na co dzień ukrywamy gdzieś w głębi. Pewne osoby stają się bardziej rozmowne (kiedy na co dzień są spięte pewną formą lęku społecznego), inne stają się seksualne lub agresywne (gdy normalnie wypychają te popędy ze świadomości). Alkohol w pewnym sensie zabija też lęki, zwłaszcza te neurotyczne, które są pokłosiem wewnętrznych konfliktów między id lub ego a superego, które po wypiciu wyraźnie słabnie. Ten ostatni efekt spożycia alkoholu bywa największym przekleństwem alkoholików. Zwykły człowiek, dopóki nie popadnie w fizyczne uzależnienie, nie czuje przymusu picia. Gorzej mają ci, którzy w alkoholu odnajdują najskuteczniejszy lek przeciw życiowym lękom i wewnętrznym konfliktom. Dla nich często napicie się jest mniejszym złem wobec cierpień codzienności.

 

Bardzo podobnie działają też niektóre narkotyki, które pozwalają wejrzeć w swoją psychikę i uwolnić tym samym pewne skrywane impulsy i konflikty, bez konieczności konfrontowania się z nimi. W arsenale środków znieczulających pozostają jeszcze leki, zwłaszcza nasenne i przeciwdepresyjne, oraz – niestety – samobójstwo. Nieprzypadkowo piszę o tym wszystkim w kontekście artystów. Ich wrażliwość i potencjalnie wynikające z niej problemy popychają ich w kierunku właśnie twórczości i używek. Obie te formy radzenia sobie ze sobą mogą się przeplatać. Wielu wybitnych artystów (poetów, pisarzy, piosenkarzy, aktorów itp.) miało problemy z alkoholem. Tworzenie to proces poniekąd kłopotliwy, wymagający. Alkohol i narkotyki wprost przeciwnie – wystarczy zażyć i odjechać. Jest to tym bardziej zdradliwe, że kultura premiuje używki. Ludzie showbiznesu wręcz powinni pić whiskey i wciągać kokę.  Nawet jeśli przez długi czas rozładowywali swoje konflikty poprzez twórczość, nieznośna lekkość bytu człowieka sukcesu połączona z mitem rock`n`rolla sprowadza ich często na drogę używek. Niestety, nie wszystkim dane jest w porę zejść z tego szlaku samozniszczenia. Amy Winehouse, Kurtowi Cobainowi, Jimmowi Morrisonowi, Ryśkowi Riedlowi i tysiącom mniej znanych artystów nie udało się dożyć trzydziestki. Inni, jak np. Iggy Pop czy Axl Rose, dali radę, choć robili wszystko, by nie dać. Mieli po prostu więcej szczęścia. 

 

Duży wpływ na śmiertelność artystów mają też prawidła psychologii. Bardzo twórcze i wrażliwe jednostki borykają się często z zaburzeniami osobowości takimi jak borderline (np. Vincent van Gogh, Kurt Cobain czy rzeczona Amy Winehouse) i osobowość samoniszcząca, zwana także masochistyczną (np. Riedel) lub różnymi konfliktami neurotycznymi (np. Kasia Nosowska). Z jednej strony pozwala im to czerpać inspirację ze swojego wnętrza, z drugiej naraża na stres i cierpienie. Osobowość ma to do siebie, że zaczyna kształtować się w zasadzie już od chwili narodzin poprzez pierwsze doświadczenia życiowe. Jej krystalizacja następuje mniej więcej wraz w wejściem w dorosłość, około 20 roku życia. Jest to bardzo dramatyczny okres, zwłaszcza dla osób z kręgu borderline. Statystycznie aż 75% z nich w ciągu życia usiłuje popełnić samobójstwo, choć tylko ok. 10% faktycznie tak umiera. Dodatkowo 5% ginie w wyniku ryzykownych działań będących właśnie pokłosiem tej osobowości. Te dane dotyczą osób zdiagnozowanych, jednak borderline nie jest przypadłością zero-jedynkową, tylko pewnym wymiarem osobowości, więc jakiś jego rys może dotykać bardzo wielu ludzi. Szczególnie artystów, ponieważ osoby z kręgu borderline mają dużą łatwość w oddawani się regresji (nie miały możliwości wykształtowania dojrzalszej i stabilniejszej formy ego), przy czym w wielu aspektach potrafią zachowywać się względnie stabilnie, nie tracąc kontaktu z rzeczywistością, co umożliwia przelewanie owej regresji na papier czy nuty. Wracając jednak do wspomnianych reguł psychologicznych, osobowość borderline wycisza się z czasem, stając się mniej widoczna i dotkliwa. Z jednej strony wypala się wewnętrzna energia i przygasa rozpalający człowieka płomień konfliktu, z drugiej dana osoba przyzwyczaja się do swoich problemów i powoli uczy się je opanowywać. Problem w tym, że te cechy przychodzą z wiekiem. A tego wieku trzeba dożyć, co w przypadku osób dotkniętych borderline wcale nie jest takie łatwe, co dość dobrze obrazują wspomniane statystyki.

 

Maksymalne natężenie problemów osobowości borderline następuje ok. 25 roku życia. To też paradoksalnie czasy, w których większość popularnych artystów sięga szczytów. Napięcie psychiczne narasta, pieniądze stają się łatwo dostępne, a rozczarowanie rośnie, ponieważ sława wcale nie przynosi ukojenia. Tymczasem oczekiwania fanów nie maleją i artysta czuje coraz większą obawę, że nie przeskoczy poprzeczki, którą sam ustawił sobie swoimi poprzednimi dokonaniami. To jeszcze bardziej potęguje lęk i frustrację. Tym łatwiej wtedy poddać się nałogom i porzucić tworzenie na rzecz ucieczki w zapomnienie. Lub w śmierć, na co zdecydował się Cobain świadomy swojej twórczej niemocy i wewnętrznego cierpienia, co opisał w liście pożegnalnym. 

kliknij, aby przeczytać list

 

Mając to wszystko na uwadze, nie powinniśmy się dziwić, że tak wielu skończyło swoje życie właśnie w okolicach 27 lat. W wieku około 25 lat ich problemy psychiczne stały się najbardziej wyraźne i dotkliwe, pewnie często nawet paraliżujące. To też okres, w którym zwykle odnieśli już jakiś sukces, więc łatwo im o kosztowne używki. Sama kultura showbiznesu także wpycha ich w „kultowy” styl życia według formuły „sex, drugs and rock`n`roll”. Używki stają się czymś, co zastępuje poprzednie formy radzenia sobie z problemami, czyli tworzenie będące ucieczką od swoich problemów (czyli ową regresję w służbie ego). Po kilku latach takiego życia narkotyki i alkohol zaczynają zbierać swoje żniwo. Taki mechanizm zabrał nam Amy, Ryśka, Kurta czy Jimma. I będzie zabierał kolejnych, bo artyści wcale nie mają tak łatwego życia, jak może nam się wydawać z lektury kolorowych czasopism i portali plotkarskich. 

 

PS. W tym tekście poruszyłem kilka tematów z zakresu psychologii klinicznej. Co tu dużo mówić – prześlizgnąłem się jedynie po nich z obawy przed zanudzeniem Was teoriami, które z natury są dość skomplikowane. Dlatego mam pytanie – czy macie ochotę czytać teksty mniej „chwytliwe”, ale bardziej pogłębione i naukowe? Zrobiłem sondę na blogu i odpowiedzi, że Trzecie dno powinno być bardziej naukowe było blisko 1/3, więc całkiem sporo. Tylko, czy faktycznie macie ochotę rozbierać ze mną na czynniki pierwsze ludzką psychikę, posiłkując się skomplikowanymi zależnościami, których nie zna nawet większość osób z tytułem psychologa? Ostatecznie mogę też próbować pójść ścieżką pośrednią i ubarwiać taki teoretyczny wpis jakimś przykładem nawiązującym np. do słynnych ludzi. Sam nie wiem, jaką drogę wybrać, a ponieważ grono czytelników mocno mi się ostatnio powiększyło, chciałbym spytać Was o zdanie.