Włosy wydają się nam dzisiaj czymś zwyczajnym, niemalże banalnym. Dziwią nas, a może i śmieszą, obyczaje muzułmanów, nakazujące kobietom przykrywanie głów. Choć różne odłamy islamu różnią się w skali tego przymusowego przysłaniania, to jedna rzecz jest dla nich wszystkich oczywista – włosy są zbyt seksualne, aby można je było bezwstydnie pokazywać.

Dlaczego akurat włosy? Bo są elementem pełnym seksu, zmysłowości. Nie tak dawno podobnie było i w naszej kulturze. Archaiczne określenie niewiasty to „białogłowa”. Skąd ta biel? Nie, nie z siwości. Chodzi o białe „czepki”, którymi kobiety nakrywały swoje włosy. Później nakrycie to zostało zastąpione przez chusty, do dzisiaj noszone jeszcze niekiedy na wsiach. Ale do chusty też należało dorosnąć. Moment, w którym dziewczynka mogła zacząć ją nosić, był też momentem wejścia w dorosłość. Zakładanie chusty wiązało się więc z przejściem w sferę seksualności, kiedy dziecko stawało się już kobietą, z wiążącą się z tym seksualnością.

 

Pozornie wszystko to może wydawać się archaiczną anegdotą. Ale byłyby to krótkowzroczne wnioski, tym bardziej, że mechanizmy zakodowane nam w ciągu setek tysięcy lat procesów ewolucyjnych nie mogą tak po prostu zaniknąć. Włosy są dla nas wciąż atrybutem seksualności, który – po zaniknięciu zwyczaju noszenie chust – zszedł nieco do podziemia, a może nawet cofnął się w sferę ludzkiej nieświadomości. Ale bynajmniej nie wyginął.

Skoro kobiety nie mogą już dzisiaj zasłaniać włosów, muszą je… obcinać. Przyjrzyjcie się kobietom tak po 40-tym, 50-tym roku życia. Ich włosy zwykle są już krótkie. Efekt ten widoczny jest szczególnie w mniejszych miejscowościach, co nie jest wcale przypadkowe. Ścinanie włosów jest mniej lub bardziej świadomą demonstracją wycofywania się ze swojej seksualności. Na prowincji – niestety – dzieje się to zwykle szybciej i na bardziej masową skalę. Kobiety w tym wieku masowo „babieją” i tracą kobiecość, co widać także w ich wyglądzie, który zbliża się do męskiego przez wyzbycie atrybutu kobiecości ukrytego we włosach.

 

U mężczyzn włosy są nie mniej ważne, choć zupełnie inne części ciała okazują się tu kluczowe. Zarost na twarzy może nieść pewną informację o ilości testosteronu, który z kolei ma wpływ na zachowanie. O ciekawych badaniach na ten temat napisał Jędrzej na swoim blogu Neurotyk.net. Generalnie z badań wynika, że faceci z zarostem są postrzegani jako bardziej dominujący, silni, agresywni, męscy, starsi i zrównoważeni emocjonalnie. W naszej kulturze najlepiej oceniani są panowie, którzy z dzień lub dwa nie widzieli golarki. Młodzi, dodajmy, bo wśród starszego pokolenia wciąż dość często spotykane są wąsy. Tym częściej, na im większą prowincję się zapuścimy. Dlaczego? Wydaje się, że jest to po prostu takie „przedłużenie męskości”. Coś na kształt preferowanych niegdyś w pewnych kręgach złotych zębów, które – choć wyglądały kuriozalnie – miały świadczyć o bogactwie posiadacza. Złoto staniało, wąsy wciąż w cenie.

A na głowie? Od początku lat 90-tych w pewnych kręgach modne stały się głowy ogolone na łyso. Skąd to umiłowanie do gładkości? To pokłosie mody na siłownie i mocno umięśnione ciało. Łysienie warunkowane jest przez syntezę testosteronu i tylko eunuch jest w pełni od niego wolny. Wielu napakowanych panów zwiększało efekty swoich wysiłków poprzez przyjmowanie tego hormonu, co przyspieszało wypadanie włosów. W efekcie golili się na łyso, bo czesanie się „na pożyczkę” już dawno wyszło z mody. Ta właśnie grupa nieświadomie wypromowała modę na „łyse pały”, bo młodzi adepci siłowni chcieli jak najbardziej upodobnić się do największych (także dosłownie) gangsterów.

A co z długowłosymi mężczyznami? Wiele kobiet – w dużej mierze nieświadomie – boi się zbyt męskich facetów. Macho może być seksowny, ale jednocześnie niesie też ze sobą zagrożenie, nawet nie tyle fizyczne, co psychiczne. Zbyt samczy osobnik to widmo wykorzystania, porzucenia, zdrady, oschłości, braku chęci do opieki nad partnerką i dziećmi. Dlatego kobiety mają pewną tendencję, by preferować mężczyzn jednocześnie męskich i kobiecych. Półdługie włosy są takim pewnym kompromisem – dlatego tak wielu modeli znanych z reklam adresowanych do kobiet nosi takie właśnie fryzury.

A włosy naprawdę długie? Tu raczej działa nieco inny schemat. Kulturowo są one u nas wyrazem buntu, typowego dla kultury rockowej. I w ramach tej grupy są zwykle lubiane. Choć mimo wszystko w środowisku psychoanalityków mówi się, że kobiety wykazujące pociąg do długowłosych mężczyzn mają często nieuświadomioną chęć, aby ten mężczyzna je z czegoś wyzwolił. Myślę, że często coś w tym jest, w końcu sam rock jest jedną wielką afirmacją wolności.

 

Do tej pory zajmowaliśmy się jedynie głową. Ale nie tylko ona jest owłosiona. Depilacja ciała jest dość nowym pomysłem. Naszym matkom i babciom jeszcze kilkadziesiąt lat temu wcale nie przyszłoby do głowy, by golić sobie nogi, pachy, czy części intymne. To nowy obyczaj, choć także czerpiący z mechanizmów ewolucyjnych. Z uwagi na układ hormonalny, to ciało mężczyzny jest zwykle bardziej obrośnięte. Kobiety cechuje większa delikatność, z którą współgra właśnie gładkość wygolonego ciała. A mężczyźni i ich wygolone klaty? Cóż, nie jest wielką tajemnicą, że faceci dzisiaj są spychani na coraz bardziej kobiece pozycje i moda na gładkie torsy, a nawet nogi czy ręce, jest właśnie tego przejawem. Poza tym trend ten wcale nie jest aż tak głęboko zakorzeniony, jak może nam się wydawać.

Do reklam perfum często wybiera się modeli bardziej owłosionych i wręcz eksponuje się tę ich cechę w przekazie wizualnym. Tyczy się to zwłaszcza marek i produktów, które szczególnie często są kupowane przez kobiety dla swoich mężczyzn (więc brandy adresowane do gejów i młodych chłopców we wspomniany trend się nie wpisują). Badania wykazały, że klientki mniej lub bardziej świadomie pragną sprawić, aby ich faceci byli bardziej męscy (czyli pociągający), więc wybierają te zapachy, które taką obietnicę im dają. Ambasadorami tej obietnicy są właśnie owłosieni modele, których wygląd odwołuje się do naszych pierwotnych instynktów, nie przypadkiem nazywanych „kosmatymi myślami”.