Popularny stereotyp nazywa islam religią pokoju. Wiele da się o tym wyznaniu powiedzieć, ale na pewno nie to, że u jego podłoży leży pokój. Przyjrzyjmy się przez chwilę, w co wierzą nasi nowi sąsiedzi, których w Europie jest już kilkadziesiąt milionów, z czego 15 to względnie nowi przybysze.

Mahomet był wodzem, który stoczył wiele bitew, napadał też na karawany kupieckie. W Koranie znajduje się co prawda kilka bardziej stonowanych sentencji, np. ta: Ilekroć rozpalają ogień wojny, Bóg go wygasza. (5:64). Brzmi ładnie, mowa jest tu jednak nie o muzułmanach, ale o Żydach – idea kryje się za tym taka, że Żydzi nie pokonają muzułmanów, bo Bóg na to nie pozwoli.



Dużo więcej jest za to wskazówek tego typu: Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę; Bóg nie miłuje najeźdźców! I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. – I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym! – Ale jeśli oni się powstrzymają… – zaprawdę, Bóg jest przebaczający, litościwy! I zwalczajcie ich, aż ustanie prześladowanie i religia będzie należeć do Boga. A jeśli oni się powstrzymają, to wyrzeknijcie się wrogości, oprócz wrogości przeciw niesprawiedliwym! (2:190-193)


Mówiąc wprost – islam faktycznie jest religią pokoju, ale jest to stan na wzór tzw. pokoju rzymskiego, czyli słynnego Pax Romana. Wynikał on z prostego faktu, że w tym czasie imperium rzymskie pokonało już wszystkich istotnych wrogów i nie miało po prostu z kim walczyć. Podobnego podejścia naucza wiernych Mahomet, który w kilku surach sugeruje, żeby zaprzestać wojen, kiedy na całej ziemi zapanuje już islam, a przynajmniej jego wyznawcy będą nią rządzić, łaskawie tolerując swoich nieislamskich poddanych (oczywiście o ile będą płacili wysokie podatki „od niewiary” – tzw. dżizję).


Organizacje terrorystyczne odwołują się zwykle do tego fragmentu:

Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta. A potem albo ich ułaskawicie, albo żądajcie okupu, aż wojna złoży swoje ciężary. Tak jest! Lecz jeśliby zechciał Bóg, to Sam zemściłby się na nich, lecz On chciał doświadczyć jednych przez drugich. A co do tych, którzy zostaną zabici na drodze Boga, to On nie uczyni ich uczynków daremnymi. (47:4)


W istocie tak postępuje Państwo Islamskie. Ostatnio ta organizacja terrorystyczna zażądała okupu w zamian na życie zachodnich dziennikarzy, a kiedy zachodnie kraje odmówiły – „uderzyli tych dziennikarzy mieczem po szyi”, co udokumentowali opublikowaniem stosownych filmików w internecie. Idea tego wersu jest mniej więcej taka – Bóg dlatego pozwala żyć niewiernym na ziemi, aby muzułmanie mogli ich podbić, zniewolić lub złupić.


Gdyby jednak to „uderzanie mieczem po szyi” miało budzić wewnętrzne opory lub wyrzuty sumienia, to bogobojny muzułmanin powinien wiedzieć, że To nie wy ich zabijaliście, lecz Bóg ich zabijał. To nie ty rzuciłeś, kiedy rzuciłeś, lecz to Bóg rzucił; aby doświadczyć wiernych doświadczeniem pięknym, pochodzącym od Niego. Zaprawdę, Bóg jest słyszącym, wszechwiedzącym! (8:17)


Należy jednak oddać Koranowi, że nie jest bezwzględny. Bóg nie zabrania wam, abyście byli dobrzy i sprawiedliwi względem tych, którzy was nie zwalczali z powodu religii ani nie wypędzali was z waszych domostw. Zaprawdę, Bóg miłuje ludzi sprawiedliwych! (60:8)

Czyli muzułmanie nie muszą nas zabijać (choć mogą), jeśli nie mają na to ochoty. Czy powinniśmy zatem być wdzięczni, jeśli akurat tego nie robią?


Krótka historia islamu

Historia losów pierwszych muzułmanów jest niczym zmieszanie Mody na sukces z Grą o tron. Generalnie sprowadza się do tego, że jak tylko Mahomet zszedł z tego świata, jego najbliżsi i pierwsi wyznawcy wzięli się za łby w krwawej walce o władzę. Spiski, intrygi, zabójstwa, bitwy – niczym w najlepszym filmie akcji. Z Modą na sukces łączy natomiast tę historię niesamowity stopień pogmatwania osobistych powiązań. Ali, jeden z następców Mahometa, był jednocześnie jego (przybranym) synem, zięciem i bratem stryjecznym. A zatem żona Alego – Fatima – poślubiła swojego kuzyna i brata w jednym. Trudno na początku się w tym wszystkim połapać, bo główni bohaterowie opowieści należą do kilku plemion i rodów, a postępują wedle starej arabskiej zasady – ja przeciw bratu, ja z bratem przeciw kuzynowi, ja z bratem i kuzynem przeciw obcym. W każdym razie z Alim na pieńku miała Aisza, najważniejsza z późnych żon Mahometa. Ostatecznie ich spór skończył się – a jakże –  bitwą, choć przedtem przez pewien czas oboje byli sojusznikami dążącymi do obalenia władzy jeszcze innego rodu. W sumie trudno się dziwić jej niechęci, ponieważ kiedy została oskarżona o zdradę Mahometa, tenże Ali namawiał Proroka do rozwodu. Generalnie  – bardzo wciągająca, wielowątkowa historia, której nie powstydziłby się sam George Martin.


Upraszczając – umiera Mahomet i powstaje pytanie, kto ma go zastąpić. Jedni typują rodzinę Proroka, inni opowiadają się za wyborem władcy przez głosowanie reprezentantów poszczególnych rodów. Pierwszy przejmuje władzę Abu Bakr, ojciec wspomnianej Aiszy (żony Mahometa posądzonej o niewierność przez Alego). Tu dochodzimy do pierwszego starcia personalnego, bo nowy kalif odbiera oazę córce Mahometa – Fatimie – i jej mężowi, wspomnianemu już Alemu. Tymczasem podboje są kontynuowane z bardzo dobrym skutkiem, bo mają miejsce w sytuacji, kiedy zarówno Bizancjum jak i  Persja są wyczerpane długotrwałą wzajemną wojną.


Po Abu Bakrze stery przejmuje Umar, który jest jednocześnie teściem i zięciem proroka (ojcem żony Proroka a jednocześnie mężem jego córki – oczywiście poczętej z innej żony niż własna córka). Polityczno-wojskowa kariera drugiego kalifa zostaje przerwana przez chrześcijanina, perskiego niewolnika, który zasztyletowuje władcę w meczecie.


Mało ciekawie? To dopiero „drugi epizod”. W kolejnym na władcę zostaje wybrany niejaki Usman, który kontynuuje podboje, ale wszystkie urzędy rozdaje tylko swojemu plemieniu. Budzi to gniew innych przodowników dżihadu. W końcu niezadowoleni żołnierze, podburzeni przez Alego, Aiszę i kilku innych graczy, zabijają Usmana. Nikt jednak nie chce szybko przejąć splamionego krwią „tronu”. W końcu decyduje się na to Ali. Nie przypada to do gustu pozostałym pretendentom do objęcia funkcji kalifa, więc sprawa zostaje wyjaśniona na placu boju. Bitwę wygrywa Ali, jego rywale giną. Walka się jednak nie kończy, ponieważ w tym momencie do gry włącza się niejaki Mu`awija, zarządca Syrii. Dochodzi do kolejnej bitwy, choć takiej raczej symbolicznej, przerywanej negocjacjami. Kiedy wojska Alego są już bliskie wygranej, Mu`awija stosuje mistrzowski trik propagandowy. Każe swojej armii przymocować do włóczni fragmenty Koranu. Część wojowników Alego traci wolę do walki, jest to bowiem dla nich jasna sugestia, że spór powinien rozstrzygnąć Koran. Ale nie wszyscy godzą się na religijny arbitraż, bo ta część armii Alego, która maczała palce w zabójstwie jego poprzednika, uznaje zaakceptowanie mediacji za zdradę i odchodzi. Ostatecznie negocjatorzy pozbawiają Alego „tronu”, choć dzieje się to w dość niejasnych okolicznościach. Ten się jednak na to nie godzi i zbiera armię. Próbuje też przeciągnąć na swoją stronę te plemiona, które zraził podjęciem negocjacji, ale dochodzi do sporu i w efekcie Ali swoich potencjalnych sprzymierzeńców wyrzyna w pień. Jest to jednak krok do ostatecznego upadku, ponieważ jakiś czas potem zostaje w odwecie zamordowany przez skrytobójcę. Można by nawet powiedzieć, że był to pierwszy w islamie zamach de facto samobójczy, bo morderca, który ugodził Alego zatrutym mieczem, samemu zostaje zabity w ten sam sposób. Reszty historii nie będę Wam zdradzał, w każdym razie trup ściele się gęsto od miecza, sztyletu i trucizny.


Z tradycją w nowoczesność

Co ciekawe, spór o władzę po śmierci Mahometa nie wygasł do dzisiaj i to on jest główną osią podziału między szyitami i sunnitami. We współczesnym świecie dominują sunnici, czyli zwolennicy wyboru kalifa przez ogół muzułmanów. Drugi duży odłam to szyici, czyli stronnicy Alego (syna, bratanka i zięcia Proroka naraz). Ci ostatni mieszkają głównie w Iranie i  Azerbejdżanie oraz na południu Iraku. Jedna grupa uważa drugą za heretyków. Ujmując rzecz dokładniej, szyici (ci od Alego) zbudowali swoją religijną martyrologię, pielęgnując w sobie poczucie oszukania i pokrzywdzenia przez – ich zdaniem bezprawnych – uzurpatorów władzy nad muzułmanami. W ciągu wieków różne grupy szyitów systematycznie powiększały znaczenie Alego. Nawet do tego stopnia, że część Alawitów (należy do nich wciąż urzędujący prezydent Syrii – Baszar al-Asad) doszła do wniosku, że to Ali był Bogiem, a Mahomet jego posłańcem. A im bardziej szyici odchodzili od tradycyjnego pojmowania islamu, tym bardziej byli uznawani za heretyków przez sunnitów. W efekcie do dzisiaj wybuchają bomby w meczetach, a Państwo Islamskie (sunnici) wysadza w powietrze nie tylko kościoły chrześcijańskie, ale też szyickie meczety. Najwidoczniej sunniccy islamiści wierzą, że zabijając szyickich „heretyków” sprawią radość Allahowi, którego ci ostatni także wyznają, tylko w kim innym upatrując następcy Mahometa.


Skomplikowane? Do tego dochodzi jeszcze wiele sekt wyznających m.in. ukrytego imama (żyjącego sobie gdzieś od 868 roku do dzisiaj) oraz islamski mesjasz imieniem Mahdi, który razem z Jezusem ma pokonać fałszywego proroka – Dadżdżala – niedługo przed Sądem Ostatecznym. Dość powiedzieć, że według różnych lokalnych wierzeń tenże Mahdi już kilka razy zjawił się na ziemi (raz nawet rzekomo w jednej osobie razem z „reinkarnowanym” Jezusem), co – jak się można spodziewać – nie spotkało się ze zrozumieniem ogółu muzułmanów, o władcach już nie wspominając.

Podsumowując, historia muzułmanów to trwający do dzisiaj fascynujący ciąg wojen, bitew, zabójstw i bezpardonowej walki o władzę. Oczywiście – z imieniem Boga na ustach.


Drugi policzek

Postawmy sprawę jasno – islam z samego założenia nie jest religią pokoju, ale religią wojny. Chrystus nie toczył wojen. Nie był też władcą żadnego państwa, a wręcz oddzielał władzę doczesną od spraw duchowych, każąc oddawać Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie. Tyle, że… tak naprawdę to nic nie musi znaczyć. Skoro religia zapoczątkowana przez osobę każącą nadstawiać drugi policzek potrafiła wykształcić tzw. etos rycerski, inkwizycję i wojny religijne (protestanci mordowali się z katolikami w imię Jezusa), to muzułmanie mogą pomijać sury dotyczące uderzania niewiernych po szyi. Większość tak właśnie czyni, tak samo jak i my pomijamy ten fragment Nowego Testamentu, w którym Jezus napomina, aby zabijać dzieci złorzeczące rodzicom – bardzo polecam przeczytać fragment z Ewangelii wg św. Mateusza (15; 1-9). Są to zabawne z dzisiejszego punktu widzenia pouczania Chrystusa, który tłumaczy, że nie trzeba… myć rąk przed jedzeniem, ale za to należy bezwzględnie mordować niewdzięczne dzieci, bo tak chciał Bóg.


Muzułmanie nie muszą być bezwzględnymi wojownikami zwalczającymi niewiernych. I w znakomitej większości nie są. Tak jak i współcześnie chrześcijanie nie za bardzo chcą zabijać dzieci. Musi być zatem coś jeszcze – poza religią, co część z nich popycha ku terroryzmowi. Przyjrzymy się temu jednak w kolejnym wpisie.