Miniony rok był najbardziej znaczącym dla Europy od czasów rozpadu Związku Radzieckiego. Jeszcze do końca tego nie widać, ale ziarno zostało zasiane. Wykiełkuje już niedługo, a owoce jego będą trujące i czerwone niczym krew.


 

Muzułmańskie przeznaczenie

 

Ragnarok w mitologii skandynawskiej oznacza – w wolnym tłumaczeniu – przeznaczenie świata (dosłownie byłoby to „przeznaczenie bogów/władców”). Ludzkość ma wtedy pogrążyć się w wojnach, grabieży i przemocy, a bogowie, giganci, wskrzeszeni wojownicy z Walhalli i inne postacie mitologiczne – zewrzeć się w wielkiej bitwie i wybić nawzajem. Coś takiego faktycznie czeka Europę. Może za wyjątkiem udziału sił nadprzyrodzonych, choć wiara przynajmniej dla jednej strony konfliktu będzie miała kolosalne znaczenie. Choć dzisiaj apokaliptyczny scenariusz wielu osobom może wydawać się mocno przesadzony, nadchodzący rok pokaże nam, że zagłada obecnego porządku świata jest nieunikniona, a czarne chmury widoczne na horyzoncie zwiastują prawdziwe geopolityczne tornado na miarę minionych wojen światowych czy narodzin komunizmu.

Nawet największe zmiany biorą swoje źródło w odległych, często niepozornych przyczynach. Od ogłoszenia przez Karola Marksa teorii walki klasowej do powstania ZSRR minęło ponad pół wieku, a od przejęcia władzy w Niemczech przez Hitlera do wybuchu drugiej wojny światowej – sześć lat. Już od pewnego czasu widać, że Europę czeka seria stanów wyjątkowych i wojen domowych, a Unia Europejska nieuchronnie się rozpadnie. Fakty są jednoznaczne. To nie jest pytanie, czy Europa stanie się kontynentem muzułmańskim, tylko kiedy to się stanie i w jakich okolicznościach.

W grę wchodzą trzy czynniki. Pierwszy – i właściwie wystarczający – to większa dzietność muzułmańskich imigrantów w stosunku do rdzennej ludności. Efekt jest tylko funkcją czasu. Do zeszłorocznego eksodusu przeliczniki dawały nam jeszcze ponad pół wieku dominacji etnicznej na własnym kontynencie. Niestety, kanclerz Angela Merkel otworzyła tamę i – zamiast strumyczka – do Europy dotarła prawdziwa powódź imigrantów. Nie da się jej już zatrzymać, bo sukces jednych popycha do wyprawy kolejnych. Do tego dochodzi czynnik trzeci, czyli unijne prawo do łączenia rodzin. Dzięki niemu każdy przyjęty imigrant będzie mógł ściągnąć do Europy swoich krewnych. Jeśli połączymy wszystkie te fakty, okaże się, że islam będzie dominującym wyznaniem w niektórych europejskich krajach już w ciągu kilkunastu, góra dwudziestu lat. Prawdopodobnie pierwszym muzułmańskim państwem w zachodniej Europie zostanie Belgia. Na ironię losu zakrawa fakt, że stolica tego kraju oraz całej Unii Europejskiej – Bruksela – zdążyła już wyhodować całe pokolenie islamistów, którzy wsławili się choćby udziałem w ostatnich zamachach w Paryżu. A to dopiero początek.


Nóż w plecach

Europejscy populiści za pośrednictwem mediów próbują jednak uspokajać sytuację, mówiąc, że ekstremiści to mniejszość spośród europejskich muzułmanów. Mają rację. Tyle, że to… nieznaczna mniejszość.

Ostatecznie imigrantom  trzeba będzie postawić jasne pytanie – albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. I jest na to prosty test – wystarczy zadać pytanie: Czy doniósłbyś na potencjalnego terrorystę? Jak myślicie, jak duży odsetek muzułmańskich imigrantów by tego nie zrobiła? Promil? Kilka procent? Odpowiedź jest przerażająca – prawie co trzeci. We włoskim sondażu swoją solidarność w zapobieganiu zamachom zadeklarowało tylko 70% respondentów. Pomijam już naturalne założenie, że część badanych potwierdziła to, co ich zdaniem chciał usłyszeć pytający i przytaknęła na wyrost.

Co najmniej 30% spośród blisko 2 mln włoskich muzułmanów to potencjalni zdrajcy, którzy wyżej cenią sobie lojalność względem współwyznawców – choćby byli oni żądnymi krwi terrorystami – niż wobec ludzi, którzy przyjęli ich w gościnę. Ponad pół miliona mieszkańców Włoch to wewnętrzni wrogowie tego kraju. Prawdziwa islamska piąta kolumna, która na skutek procesów demograficznych będzie się tylko powiększać. Te same badania pokazały, że 12% respondentów usprawiedliwiało zamachy terrorystyczne we Francji, co stanowi ponad 200 tysięcy mieszkańców Włoch. Dwieście tysięcy! A 5% wręcz przyznało wprost, że te zamachy popiera. Czy docierają do Was te dane? 100 000 tzw. „zwykłych” muzułmanów w samych tylko Włoszech popiera mordowanie Europejczyków.