Wczorajszy dzień (pisane w zeszłym roku) upłynął pod znakiem dyskusji nad wycofaniem się Donalda Tuska z wyścigu o fotel prezydenta. Jest to temat głównie dla politologów, jednak warto zwrócić uwagę na pewne konsekwencje psychologiczne.


Dla psychologii społecznej kluczowym pojęciem jest dysonans poznawczy. Opisuje on stan pewnego szczególnego dyskomfortu. Człowiek czuje go w sytuacji, gdy świadomy jest swojej własnej niespójności. Dajmy na to, że lubisz pewną osobę i masz jej pozytywny obraz. Dowiadujesz się jednak o niej czegoś złego, co psuje Ci ten stabilnie dobry wizerunek. Wtedy pojawia się dysonans poznawczy – co powinienem o tej osobie faktycznie myśleć? Jaka ona naprawdę jest? Co czuję w stosunku do niej? To nieprzyjemny stan, przed którym ludzie próbują się bronić np. poprzez wyparcie lub zanegowanie treści wywołujących konflikt. W istocie dysonans poznawczy jest w dużej mierze spójny z psychoanalityczną koncepcją konfliktu. Różnica polega na tym, że w przypadku dysonansu nacisk kładziony jest przede wszystkim na konflikt poznawczy (mamy dwa sprzeczne „zdania” – „to fajny człowiek” oraz „to zły człowiek”), a w przypadku psychoanalizy nacisk kładziony jest na emocje i popędy („lubię go” przeciw „nie lubię go”).

Ludzie mają naturalną tendencję do unikania takich wewnętrznych konfliktów. Często są one po prostu nieuświadamiane. A kiedy musimy się już nimi skonfrontować często po prostu wypieramy (wyrzucamy ze świadomości) dane niespójne z pierwotną postawą – w tym przypadku odrzucamy jako z gruntu nieprawdziwą informację stawiającą w niekorzystnym świetle osobę, którą lubimy. Im nasza osobowość jest mniej dojrzała, a ego mniej silne, tym silniej staramy się zachować jednoznaczny obraz świata. Wynika to z potrzeby zachowania wyidealizowanego, czarno-białego podziału rzeczywistości, który jest wtedy bezpieczniejszy. Jak w bajce – są złe charaktery i dobrzy bohaterowie. Im jednak jesteśmy dojrzalsi, tym mniej potrzebujemy bajkowej jednoznaczności i tym więcej jest w nas tolerancji dla szarości. Jednak w jakimś stopniu tendencja do podziału na dobro i zło oraz tych których lubimy i tych, co nie – pozostaje. W końcu zawsze pewne odcienie szarości są bliższe czerni, a inne bieli. Od poczucia dysonansu poznawczego nie można się w pełni uwolnić.

 

Tyle teorii. Jest ona jednak potrzebna, by zrozumieć pewien mechanizm zmiany postaw – polega on na rozbijaniu już istniejącej postawy. By przekonać kogoś do naszego zdania, warto skłonić go do „wejścia w nasze buty” i wypowiedzenia się z naszej perspektywy. Dla przykładu – w kłótni zawsze dobrym manewrem jest powiedzenie „ale stań na moim miejscu powiedz, jak byś się zachował/-zachowała mając moją perspektywę i czując to, co ja czuję?” Jeśli partner z tego sporu postara się odpowiedzieć na to pytanie, jego stanowisko zapewne zmięknie. Poszerzy swoją perspektywę o nasz punkt widzenia i aby być spójnym samemu ze sobą zacznie go uwzględniać w swoich sądach. Tą prawdę znali na przykład komunistyczni propagandziści w Chinach. Złapanych amerykańskich więźniów skłaniano, by choć po części usprawiedliwili system komunistyczny. I tak po trochu, po małym zadaniu rozbijali postawy więźniów, aż do skłonienia do kolaboracji włącznie.

Jak to się ma do bieżącej polityki? Donald Tusk wycofał się z kandydowania, nie ujawniając jednocześnie, kto będzie go zastępował. Automatycznie pojawiły się pierwsze sondaże. Ludzie są pytanie w nich, kto powinien wystartować zamiast Donalda Tuska. Zastanawiają się i odpowiadają. Zostają automatycznie postawieni w sytuacji stronnika Platformy Obywatelskiej. W sondażach odpowiedzi udziela ok. 70-80%, mimo że  zadeklarowanych wyborców PO jest zdecydowanie mniej. Jednak kiedy ktoś już raz nawet na chwilę zmienia swoją postawę i wypowiada się z pozycji stronnika danej partii, pojawia się w nim dysonans poznawczy – konflikt między tym co myślał przedtem, a tym co pomyślał „wchodząc w buty” stronnika Platformy. Im więcej sondaży, im większa giełda nazwisk, tym więcej osób zacznie o tym rozmawiać i samemu zastanawiać się kto byłby najlepszym kandydatem Platformy. Zapewne ludzie będą o tym rozmawiać między sobą, a dyskusja jeszcze bardziej zaangażuje ich w argumentowanie na rzecz swojego typu. A im bardziej się zaangażują w typowanie kandydata, tym większe prawdopodobieństwo, że zgodnie z regułą konsekwencji zagłosują ostatecznie na kandydata PO – bo nawet jeśli kandydat na którego osobiście stawiali nie zostanie wytypowany, to przekaże swoje poparcie głównemu kandydatowi PO. Tak więc sam pomysł by nakręcać spekulacje i giełdę nazwisk przysparza głosów Platformie, co – jak myślę – jest przewidziane w tym posunięciu.

 

Innym pokrewnym mechanizmem jest reguła konsekwencji. Tak jak w powyższym przykładzie – jeśli ktoś zostanie skłoniony do typowania swojego kandydata z klubu PO, jego chęć zachowania spójności popchnie go do głosowania na tą partię. To reguła konsekwencji i też wyniki z chęci uniknięcia dysonansu poznawczego, czyli z chęci pozostania spójnym w swoich własnych oczach. Zatem aby zmienić czyjąś postawę należy sprytnie i za pomocą małego kroczku skłonić go do opowiedzenia się z punktu widzenia postawy alternatywnej. Tej samej metody użyło PiS w czasie wyborów samorządowych. Jeden spot reklamowy był zaplanowany pod „żelazny elektorat”:

 


 

 

Klasyka – świat u progu tragedii, wszyscy oszukują – komunikacja adresowana do ludzi z rysem osobowości paranoicznej. Trudno jednak oczekiwać, by taki przekaz mógł zmienić czyjeś nastawienie  – on tylko przekonuje przekonanych.
Dlatego nakręcono wersję dla płynnego elektoratu, wykorzystując pokazane przeze mnie powyżej reguły:

 

 

Tym razem przekaz Platformy poddawany jest lekkiej tylko krytyce, możliwej do przyjęcia dla osób nieprzekonanych, które przedtem głosowały na PO. Opowiedziana sytuacja (przyjaciół nie stać na spłatę kredytu, zwolnili koleżankę) jest fikcyjna, ale mieści się w możliwych scenariuszach życia. A na końcu morał – „pokaż żółtą kartkę – zagłosuj na PiS”. To jest właśnie to delikatne rozbijanie postawy. Odbiorca popychany jest w kierunku zrobienia małego kroczku – ma pokazać nie czerwoną, a jedynie żółtą kartkę, czyli tylko takie pozornie nic nie znaczące ostrzeżenie. W taki sposób właśnie komunistyczni Chińczycy zmieniali nastawienie amerykańskich więźniów – prosili ich o malutką krytykę systemu kapitalistycznego. Kapitalizm, jak wiadomo, nie jest bez wad, więc każdy Amerykanin mógł jakąś wskazać i symbolicznie pokazać USA w ten sposób „żółtą kartkę”. Tak jak dawny wyborca PO był skłaniany do małego kroczku w kierunku PiS, poprzez małą krytykę PO.

Ta małość jest niezbędna. Łatwo wyobrazić sobie reakcję amerykańskiego żołnierza na huraganową krytykę ustroju swojego kraju – broniąc się przed dysonansem tylko by usztywnił swoje przekonania i zaczął idealizować kapitalizm. Podobnie gdyby PiS zaatakowało tych wahających się wyborców, którzy w poprzednich wyborach głosowali na PO, usztywniłoby ich w poprzedniej decyzji. Skłonienie do podjęcia małego kroczku, może tą postawę rozbić. A potem zadziała mechanizm konsekwencji – „skoro już raz zagłosowałem na PiS pewnie miałem dobre powody, żeby tak zrobić”.  Wtedy, aby uchronić się przed dysonansem poznawczym, dana osoba będzie miała tendencję, by głos w kolejnych wyborach oddać konsekwentnie na PiS. Jeśli ktoś dał się skłonić do dania „żółtej kartki”, jest dużo bardziej prawdopodobne, że w kolejnych wyborach da czerwoną, niż gdyby tej żółtej w pierwszych wyborach nie dawał. Ludzie z natury są konsekwentni. A przynajmniej próbują być, co przy odpowiedniej wiedzy da się z powodzeniem wykorzystać. Także w polityce.

 

Polecam także zapoznać się z wpisem: Psychologia w reklamie