Ostatnio – jak mówi nam przykład Andersa Breivika – rośnie zainteresowanie teoriami rasistowskimi. Problem w tym, że zarówno nasi rodzimi jak i zagraniczni zwolennicy skrajnej prawicy wszystko mylą. Spróbujmy im więc zatem we miarę naukowy sposób wytłumaczyć, o co chodzi z tymi rasami i ich rzekomą lepszością czy gorszością. Zacznijmy od prawdziwej wisienki na torcie.

 

Najbardziej znienawidzeni przez piewców białej rasy są oczywiście Żydzi, bo – jak wiadomo – „rządzą światem”. A jeśli ktoś dominuje, to zapewne niesłusznie, a władzę zdobył podstępem. To wygodne, ale zupełnie nieprawdziwe myślenie. Zacznijmy od tego, że Żydzi naprawdę rządzą światem, a już na pewno tym naukowym. Aż 27% Amerykanów, którzy zdobyli Nagrodę Nobla w ciągu XX wieku ma pochodzenie żydowskie. Szkopuł w tym, że stanowią zaledwie 3% populacji tego kraju. Ogólnoświatowy spisek? Musiałby mieć naprawdę kosmiczne rozmiary, bo Żydzi stanowią też przeszło połowę szachowych mistrzów świata. Wyjaśnienie jest jednak bardziej trywialne. A – co ciekawsze – w pełni rasistowskie. Żydzi to po prostu najinteligentniejszy naród świata!

W testach przeprowadzanych w USA uzyskują oni wyniki średnio 17 punktów IQ wyższe niż standardowy, co jest różnicą niebagatelną. Myślicie, że to specyfika Ameryki? Nic z tych rzeczy. Także w Europie Żydzi przeważają nad resztą populacji (średnio o 10 punktów IQ). Tym samym proporcjonalnie więcej jest także geniuszy o tym pochodzeniu. Na tysiąc osób (spośród swojej grupy etnicznej) iloraz wyższy od 140 IQ ma tylko 4 „aryjczyków” i aż 23 „pejsów”, co musi być dość niewygodnym faktem dla Narodowego Odrodzenia Polski i innych grup przyznających się do antysemityzmu. Reasumując, osoba będąca Żydem ma sześciokrotnie większą szansę na posiadanie wybitnego ilorazu inteligencji niż przeciętny Europejczyk. Nic więc dziwnego, że ta grupa etniczna dominuje w nauce, szachach, czy zawodach wymagających myślenia. Nawet fakt, że spora część osób tego pochodzenia wylądowała na stanowiskach kierowniczych, też wydaje się w tym kontekście całkiem naturalny.


Zastanówmy się więc, dlaczego to właśnie Żydzi stali się „narodem wybranym” do inteligencji. Rozwiązaniem jest specyficzna mieszanka kultury i genów. Żydzi mają swoją Torę, czyli ich Pismo Święte, i bardzo pilnują tego, żeby każdy członek społeczności mógł ją sam studiować. Dlatego analfabetyzm praktycznie u nich nie istniał, bo dzieci od samego początku były przyuczane do czytania ze zrozumieniem. W tym samym czasie nasz Kościół katolicki uznał, że prawdo do interpretacji Biblii ma tylko i wyłącznie on sam, więc do czasu powstania kościołów protestanckich nie powstał żaden nacisk na edukację mas w tym zakresie. Na domiar złego religijność miała u nas, chrześcijan obrządku rzymskiego, formę magiczną, bo msze odprawiane były w nieznanej szerzej łacinie. Do dzisiaj żydowskie dzieci są w większym stopniu popychane do nauki niż ich pozostali rówieśnicy z USA. Jednak z czasem różnice zaczęły się zapewne przenosić także na geny. Wiązało się to z sytuacją samych Żydów. Mieszkającym w Europie Aszkenazyjczykom zakazano posiadania ziemi, która była głównym źródłem utrzymania większości ludności przez setki lat, nie mogli też zwykle obejmować urzędów. Ta właśnie grupa Żydów wyemigrowała później do USA i zrobiła kariery, zdobywając pieniądze i wpływy w  nowym państwie. Było to możliwe dzięki demokracji, która zrównała ich prawa z resztę mieszkańców, choć na początku także i tam mieli nieco pod górkę. Jednak emigrując do USA, Żydzi aszkenazyjscy (europejscy) byli już grupą o cechach ukształtowanych przez setki lat ewolucji w specyficznych warunkach Starego Kontynentu w obrębie swojej zamkniętej grupy. Dyskryminowani na wielu polach zostali zepchnięci w świat handlu i rzemiosła. Tym bardziej, że nie ograniczał ich katolicki zakaz „lichwy”, czyli bankierstwa. Takie warunki wymusiły pewną selekcję indywidualną. Żydzi bardziej obdarzeni zdolnościami matematycznymi i lingwistycznymi robili lepsze interesy, stawali się bogatsi, a w efekcie mieli więcej dzieci. Interes przejmowały też od rodziców zdolniejsze dzieci i to je premiowano. W ten sposób pozytywne cechy intelektu kumulowały się w genach.


Nie wyjaśnia to jednak w pełni gospodarczego i politycznego sukcesu tej grupy etnicznej. On także jest stworzony przez „aryjską” większość i jej dyskryminacyjne zapędy. Potęga żydowskich korporacji i grup interesu zrodziła się w Ameryce przełomu XIX i XX wieku. Był to czas wielkiego napływu emigrantów ze Starego Kontynentu. Jednak zwykle przybywali tam prości chłopi, znający się tylko na rolnictwie i pasterstwie. I tu właśnie Żydzi wykorzystali swoją przewagę. Skoro przez stulecia zabraniano im posiadania ziemi, kształcili się w handlu i wytwórstwie. Wielu z nich było krawcami, szewcami lub innymi cenionymi rzemieślnikami. W tym czasie USA z powodu wielkiego napływu ludności stanowiło bardzo chłonny rynek na te usługi. Z biegiem lat z małego pokoiku, w którym ustawiono maszynę do szycia, robiła się szwalnia, a potem prawdziwa fabryka tekstylna. Wiele z nich istnieje do dziś.

Drugą przyczyną sukcesu Żydów było paradoksalnie ich odrzucenie przez amerykański „mainstream”. Była to grupa pracowita i inteligentna, ale na początku XX wieku aby dołączyć np. do cenionej kancelarii prawnej, należało być białym protestantem. Z braku laku żydowscy prawnicy zaczęli sami zakładać kancelarie i łapać to, czego nie chcieli przyjąć „aryjscy” adwokaci. Wyspecjalizowali się więc we wrogich przejęciach i obroną przed nimi, czym gardziły renomowane firmy prawnicze. Jednak był to też czas dynamicznego rozwoju korporacji i kiedy „aryjskie” kancelarie zdały sobie sprawę, że to właśnie tam dryfuje środek ciężkości ich branży, okazało się, że klienci wolą specjalistów, którymi stali się prawnicy żydowskiego pochodzenia.


To zabawne, ale sukces Żydów, tak znienawidzonych przez wielu „prawdziwych” Polaków, jest pokłosiem pogardy i dyskryminacji wprowadzonej przez katolicyzm i nasz szowinistyczny nacjonalizm. Pierwotnie geny kodujące inteligencję synów Izraela wcale nie były ani lepsze ani gorsze od naszych i prawdopodobnie za bardzo się nie różniły od reszty ludów zaliczanych do rasy białej, bo – wbrew głupotom głoszonym przez osoby spod znaku „white power” – Żydzi w pełni do niej należą. Ale dzisiaj, choć to może być trudne do przełknięcia dla co większych antysemitów, ich geny są w tym zakresie wyraźnie lepsze, a co za tym idzie (uwaga, to będzie cios!) – bardziej predysponujące do zajmowania kluczowych funkcji w nauce, biznesie, a pewnie i polityce. Los bywa przewrotny, a ostatni bywają pierwszymi.


Skoro mowa o władzy nad światem, warto tu jeszcze poruszyć temat tzw. „żydokomuny”. Pod tym pojęciem kryje się oskarżenie Żydów o komunizm. Nie do końca bezzasadne – dodajmy. Co czwarty członek przedwojennej Komunistycznej Partii Polski był Żydem, a w samych władzach ugrupowania dominacja tej grupy była już bardzo widoczna. Co ich tam przyciągało? Egalitaryzm wpisany w zasady socjalizmu. System ten głosił, że wszyscy ludzie są braćmi i jako tacy powinni mieć równe prawa. Tego właśnie pragnęło wielu Żydów, którzy w quasi demokratycznej przedwojennej Polsce wysyłani byli do gett ławkowych i dyskryminowani na szereg innych sposobów. Wielu z nich podpisywało się pod słowami: Wolę, by mówili do mnie „towarzyszu” niż „parchu”, co  wydaje się całkiem zrozumiałe. Niemniej wstąpienie do partii komunistycznej było wyborem iście faustowskim. W zamian za poczucie równości Żydzi musieli wyrzekać się swojej religii, która przecież stanowiła o ich tożsamości. Dlatego też komunizm nigdy nie był powszechnym wyborem tej grupy etnicznej. W wyborach w 1928 roku większość Żydów poparła BBWR, czyli partię Józefa Piłsudskiego. Zrozumiałe jednak wydaje się stawanie po stronie Związku Radzieckiego walczącego z III Rzeszą, który dawał im przynajmniej prawo do życia w odróżnieniu od nazistowskich Niemiec. Dlatego po wojnie wielu Żydów faktycznie znalazło się we władzach PZPR. Jako grupa etniczna byli zwykle wykształceni, zdolni, sprawdzeni poprzez zaangażowanie w Polską Partię Komunistyczną (która do czasu wojny odrzucała zwierzchnictwo ZSRR). Choć np. w UB funkcjonariuszy żydowskiego pochodzenia było tylko 2%, to we władzach już 37%. Stan taki utrzymywał się aż do 1968 roku. Rok wcześniej wybuchła wojna między Izraelem (sprzymierzonym z USA) a państwami arabskimi. Zgodnie z zasadą, że przyjaciel naszego wroga jest naszym wrogiem, ZSRR ogłosiło Izrael państwem imperialistycznym, co otworzyło drogę politycznemu antysemityzmowi. Wtedy to w wyniku wewnętrznych tarć w PZPR wielu członków partii przyznających się do swoich żydowskich korzeni musiało opuścić nasz kraj.


Ogólnie historia tej grupy etnicznej jest w Polsce bardzo wypaczana. Masowo zapominamy, że Żydami byli Maryja, apostołowie, Jan Chrzciciel i praktycznie wszystkie pozytywne osoby znane z Biblii, Jezusa nie wyłączając. W wyniku powstań antyrzymskich społeczność Izraelitów została po raz kolejny wypędzona i rozbita po świecie. Jednak z racji wspomnianego już przywiązania do nauki czytania często zdobywali oni znaczącą pozycję jako kupcy i urzędnicy, zwłaszcza w czasach wczesnego średniowiecza łączącego się z upadkiem piśmiennictwa i wiedzy matematycznej. W historii zdarzało się też, że inne państwo przyjęło judaizm jako religię państwową. Najbardziej znany jest istniejący w średniowieczu Kaganat Chazarów, czyli nomadów wywodzących się z Azji Środkowej. Państwo to stało się znacznym imperium rozciągającym się w swoim najlepszym okresie od Ukrainy po Gruzję i Azerbejdżan. Choć inne religie cieszyły się w nim dużą swobodą, to sam kagan musiał być wyznania mojżeszowego, co w praktyce czyniło z niego Żyda, mimo ewidentnie tureckiego pochodzenia. Imperium Chazarów ostatecznie legło w gruzach, a judaizm przegrał konkurencję ze znacznie bardziej ekspansywnymi religiami – chrześcijaństwem i islamem.


Kontynuując wątek antropologiczny warto przypomnieć jeszcze stary dowcip: „Dlaczego nie ma czarnych Żydów? No bo bez przesady”. Żarcik nawet śmieszny, ale kompletnie nieprawdziwy. Jak najbardziej są czarni Żydzi. Są nimi m.in. Felaszowie wywodzący się z Etiopii. Także ten kraj prawdopodobnie przez pewien czas przyjął judaizm jako religię państwową, ale porzucił ją potem dla chrześcijaństwa, któremu jest wierny do dziś. Felaszowie, którzy pozostali przy judaizmie, wyemigrowali w okolice jeziora Tana i przetrwali tam kolejne 2 tysiące lat. Ostatecznie Izrael uznał ich za prawdziwych Żydów i ewakuował do siebie w czasie wojny domowej Etiopii i związanej z tym klęski głodu.

Mniej szczęścia miał lud Lemba, zamieszkujący RPA i Zimbabwe, który na deportację się już nie załapał. Wyobraźcie sobie zdziwienie europejskich kolonizatorów, którzy w południowej Afryce w głębi lądu spotkali typowych Murzynów wyznających… zasady judaizmu. Co prawda Jahwe zmienił u nich swoje imię na Nwali, ale Lemba zachowali za to znak typowej gwiazdy Dawida, Szabat jako dzień święty, zasady koszernego jedzenia oraz zwyczaj obrzezania. Co więcej – dalej uważali się za naród wybrany. Żeby było śmieszniej – Lemba dźwigali ze sobą kopię legendarnej Arki Przymierza (jej wiek oceniono na 700 lat), której pozostałości do dziś można oglądać w muzeum w Zimbabwe.

Skąd Żydzi w południowej Afryce? To długa historia – dosłownie. Lemba wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, jak i własnych przekazów, są potomkami jednego z 10 zaginionych plemion Izraela, które rozpierzchły się po świecie po zniszczeniu Królestwa Izraela przez Asyryjczyków w 722 roku p.n.e. Przodkowie ludu Lemba przez Jemen wywędrowali do Etiopii, a potem puścili się w wielowiekową podróż na południe. Cały czas brali sobie za żony lokalne kobiety, coraz bardziej rozcieńczając swoje semickie geny, aż wreszcie ich potomkowie stali się całkowicie czarni i praktycznie nierozróżnialni od otaczających tubylczych plemion. Zachowali jednak odrębność kulturową, którą potwierdzają świadectwa ludów sąsiednich. Lemba w języku Bantu oznacza „szacowny obcy”. I rzeczywiście byli szanowani, ponieważ dużo lepiej od sąsiadów znali się na wydobyciu i obróbce metali, które to umiejętności przywieźli ze sobą z Bliskiego Wschodu. W plemieniu Lemba upatruje się także budowniczych Wielkiego Zimbabwe, czyli średniowiecznego miasta otoczonego kamiennymi murami obronnymi, które w okresie swojej największej świetności prowadziło handel z Indiami i Chinami. Zwróćmy uwagę, że mówimy tu o środku czarnej Afryki, w której powstało wielotysięczne miasto z pałacem królewskim, fortyfikacjami, wieżami obronnymi, a nie o lichej wiosce zbudowanej z liści palmy. Niestety, zapewne z powodu zmian klimatycznych oraz konfliktów wewnętrznych, Wielkie Zimbabwe zostało opuszczone u schyłku średniowiecza i słuch o nim zaginął do czasu ponownego odkrycia przez europejskich kolonizatorów.

Dawniej były to tylko teorie, ale ostatecznie testy DNA potwierdziły semickie pochodzenie ludu Lemba. Badania dowiodły też, że stosowne geny były dziedziczone w linii męskiej, co jest jak najbardziej sensowne. Mężczyźni brali sobie za żony czarne kobiety coraz bardziej rozwadniając swoje geny. Z tego też powodu współcześni Lemba nie zostali wpuszczeni do Izraela – nie mieli matek Żydówek, a według tradycji rabinicznej przynależność do tej grupy etnicznej dziedziczy się w linii żeńskiej.


Żywotność Izraelitów jest po prostu fenomenalna. Po rozbiciu ich palestyńskich królestw przez starożytne imperia (Asyrię, Babilon, Rzym) wywędrowali w świat, osiedlając się z czasem w tak dalekich rejonach jak Indie, Afganistan, RPA, Nigeria, Kaukaz, Uzbekistan, Chiny czy wreszcie Europa i Ameryka. Na swoje antyczne żydowskie korzenie (od 10 zaginionych plemion Izraela) powołują się m.in. pewne ludy Nigerii, Ghany, Indii i Iranu, co nierzadko znajduje potwierdzenie w materiałach etnograficznych i badaniach DNA. Wedle zachowanych przekazów żydowskie pochodzenie mają też… Pasztunowie, czyli rdzenni Afgańczycy. Według średniowiecznych perskich kronik plemię „Bani Israel” w VII wieku przybyło w okolice dzisiejszego Heratu. Sami nazywali siebie „synami Józefa”, co dokładnie odpowiada nazwie jednego z zaginionych plemion. Z czasem ulegli islamizacji, podobnie jak i pewne berberyjskie plemiona z północy Afryki oraz Półwyspu Arabskiego nawrócone swego czasu na judaizm. Wynikało to po części z siły islamu, który wielbił tego samego Boga co oni, nie odtrącając jednocześnie wyznawców judaizmu tak jak nasz katolicyzm. Tak więc Żydzi pozostali Żydami tam, gdzie byli wypychani poza nawias społeczny i nie mogli się skutecznie zasymilować (jak w Europie) oraz tam, gdzie przeważali poziomem rozwoju nad miejscową ludnością, jak w Afryce, państwie Chazarów, a częściowo i… współczesnej Ameryce.

Wróćmy jednak na koniec do Felaszy i Lemba. Czy nie jest to fenomenalne, że ludzie potrafią zachować tożsamość kulturową podczas wędrówki trwającej 2,5 tysiąca lat? Lemba zrównali się wyglądem ze swoimi czarnymi sąsiadami, ale zachowali obyczaje odległych prapradziadów. Jak to było możliwe? Dzięki religii! Wyznawali nowoczesny i bardzo praktyczny monoteizm, o czym kiedyś już pisałem. Uznawali się za lepszych – naród wybrany, osobiście doglądany przez Stwórcę. I to pozwoliło im trwać w odrębności przez tysiące lat mimo nieraz kompletnie niesprzyjających warunków. I jak tu nie wierzyć w Boga, skoro to tak bardzo się opłaca?