Nadciąga kolejne wielkie starcie między cywilizacjami. Kolejne po erach najazdów (Hunowie, Mongołowie itd.) i epoce kolonialnej. Nowe zderzenie cywilizacji fundują nam nachodźcy – mylnie nazywani „uchodźcami”. Kto wygra to starcie? Europejczycy. Ale będzie to zwycięstwo moralne. Będziemy uważać się za lepszych, bo wpuściliśmy do swoich domów obcych, nadstawiliśmy drugi policzek i wybaczyliśmy naszym wrogom. Ale trzeba pamiętać, że „moralne zwycięstwo” zawsze oznacza realną porażkę.


Patologia altruizmu

Co tak naprawdę oznacza altruizm? Umiejętność wczuwania się w sytuację innych osób. I jako taka jest to wartościowa cecha, pod warunkiem, że stosowana z umiarem i do właściwych osób. Dlaczego z umiarem? Z jednego prostego powodu – na świecie zawsze jest mnóstwo cierpienia, o wiele więcej niż dobra i szczęścia. To naturalny proces, który występuje wszędzie w naturze. Wielkość populacji każdego gatunku zwierząt zależy od dostępu do pokarmu. Im żywności jest więcej, tym więcej młodych przeżywa do wieku rozrodczego i dalej powiększa populację. Chciałbym, żebyśmy wszyscy zrozumieli sens tych słów – w okresie dobrobytu mniej osobników umiera, ale nadmiar ginie zawsze. Taka jest natura, której jesteśmy częścią.

Pisałem już o tym dawno temu w tekście „Studnie bez dna” – w wielu afrykańskich krajach od zawsze rodziło się więcej dzieci niż mogło przeżyć, bo im więcej się urodziło, tym więcej przeżyło z korzyścią dla rodziców. Znaczy to tyle, że nikt tam za bardzo nie przejmował się, że część potomstwa umrze – to naturalne. I bądźmy szczerzy, było tak także u naszych pradziadów.

Czego to wszystko ma dowodzić? Ano tego, że w naturze zawsze jest miejsce na cierpienie, bo natura powszechnie stosuje technikę nadmiaru populacji względem istniejących zasobów. Oczywiście nie jesteśmy już zwierzętami, o czym świadczy choćby to, że sami świadomie ograniczamy naszą liczebność poprzez antykoncepcję, chcąc zapewnić naszym dzieciom szczęśliwe życie. My tak, ale inni – nie. Populacja Afryki rośnie w zastraszającym tempie i jeśli tylko jej na to pozwolimy, przejmie europejskie zasoby, stworzone dzięki naszemu postępowi społecznemu. Co więcej, sami damy się ograbić, rozbudzając w sobie potrzebę empatii i chorego humanitaryzmu. Prawo międzynarodowe zabrania nam odsyłać imigrantów do ich krajów pochodzenia, jeśli nie jest tam bezpiecznie. Czyli sami narzucamy sobie przymus przyjęcia dziesiątek milionów mieszkańców Syrii, Iraku, Afganistanu, Libii i Somalii, a w dającej się przewidzieć przyszłości – także Egiptu, Jemenu, Tunezji i Algierii. Jeśli nie możemy ich odesłać – to musimy żywić i dawać schronienie. Pierwszemu pokoleniu częściowo to wystarczy, ale w drugim aspiracje przybyszów wzrosną i będziemy im musieli zapewnić dokładnie taki sam poziom życia jak nasz, czyli dać samochody, domy, mieszkania. I prawo do odrębności kulturowej. A inwazji nachodźców nie będzie końca, bo liczba mieszkańców Afryki ciągle rośnie. I będzie rosła do czasu, aż natura znowu zbilansuje system i nadwyżki znowu same będą wymierać – już po przejedzeniu zasobów Europy. Nie możemy dać ludzkości szczęścia, dając im dobra materialne. Moglibyśmy jej pomóc jedynie wymuszając przyjęcie naszej, racjonalnej kultury, która wyżej stawia szczęście dzieci niż ich ilość. Ale to na pewno nigdy nie nastąpi, bo nie po kulturę oni tu przyjeżdżają.

Generalnie mechanizm empatii działa względem tego, co widzimy na własne oczy. Nikt nie odejmie sobie od ust tortu dlatego, aby jakiemuś obcemu dziecku dać kawałek chleba tysiące kilometrów stąd. Tak było od zawsze i to jest zdrowe, choć sami przed sobą boimy się do tego przyznać. Czy przejmujesz się na co dzień, że w np. Indiach ludzie umierając z głodu i chorób? Ja na przykład nie, a wcale nie uważam się za niewrażliwego człowieka. Kiedy byłem w Indiach i widziałem konających ludzi, było mi przykro. Ale mam na tyle odwagi, aby przyznać, że… mało z tego wynika. Po prostu nie jeżdżę więcej do Indii. Czy czyni to ze mnie egoistę? W pewnym sensie tak, ale – przestańmy się wreszcie oszukiwać – to zdrowy egoizm. A przynajmniej pozbawiony hipokryzji, typowej dla naszej europejskiej kultury.


Miękkie serduszka

Wszyscy wiemy, co trzeba mieć twardego, jak się ma zbyt miękkie serce. Pamiętam, jakie wzburzenie wywołałem, kiedy pochwaliłem powszechnie znienawidzoną węgierską dziennikarkę, która podłożyła nogę nielegalnemu imigrantowi. To też było dobrą ilustracją pewnej patologii – oburzający się ludzie wyżej cenili dobrostan przestępcy niż egzekwowanie prawa. Przykro Ci, bo ten nielegalny imigrant niósł dziecko? To weź zaadoptuj to dziecko. I kolejne miliony, bo one też cierpią i mają smutne buzie! Cierpią i zawsze będą cierpiały, ale – uświadom sobie wreszcie – że TO NIE TWOJA WINA! Nie Ty te dzieci spłodziłeś czy urodziłaś, nie Ty musisz je karmić. Ich problemy nie Twoje sumienie obciążają. W tym momencie, w tej sekundzie cierpią miliony dzieci w różnych częściach świata. Co możesz z tym faktem zrobić? Albo usiąść i się zapłakać na śmierć, albo przyjąć do wiadomości i żyć dalej swoim życiem. Bez poczucia winy.

Ale możesz też oczywiście uciec się do mechanizmu obronnego zwanego wyparciem i udawać, że to wszystko nie ma miejsca. Możesz dalej oglądać słodkie kotki na Facebooku i solidaryzować się z ofiarami zamachów we Francji zakładając sobie trójkolorowy filtr na zdjęcie. Co prawda będziesz w tej dziecinadzie żałosny, ale przynajmniej poczujesz się moralnie lepszy. Ale pozorna to moralność. Taka jak Ty – facebookowa. Bo tak naprawdę to wkładasz jedynie głowę w piasek, nic nie robisz, nikomu nie pomagasz. Po prostu nie nazywasz rzeczy po imieniu. Czy to czyni z Ciebie kogoś lepszego?

Skąd się wzięła w Europejczykach tendencja do chorego altruizmu? Z naszej infantylności. Jesteśmy dużymi dziećmi, które wciąż naiwnie wierzą w dobry świat, bo nigdy nie musieliśmy się z tym realnym światem konfrontować. Mięso jest dla nas zafoliowanym produktem spożywczym kupowanym w sklepie, a nie kawałkiem ciała zabitego zwierzęcia. Przesyłamy sobie na różnych Facebookach zdjęcia miłych kotków i naiwnie łudzimy się, że taki jest świat. Nie, nie jest. A nasze pozytywne nastawienie do przybyszów z obcych kultur to tylko projekcja, czyli przypisywanie własnych cech innym ludziom. Wierzymy, że nachodźcy są tacy sami jak my i w gruncie rzeczy podzielają te same wartości co my. Jesteśmy naiwnymi dziećmi i za miękkie serduszka przyjdzie nam jeszcze słono zapłacić.


Kultura naiwności

Przez te powszechne projekcje Europejczycy przestają rozumieć, co tak naprawdę dzieje się wokół. Wierzymy powszechnie, że imigranci się integrują. To prawda, ,ze kiedyś tak było, co widać w analizach demograficznych. Wynika z nich, że imigrantom w kolejnych pokoleniach powoli spada stopień dzietności. Ale czy naprawdę tak się dzieje? Nie, ponieważ obserwacje te tyczą się głównie Turków, czyli względnie laickiego społeczeństwa (szczególnie kiedyś), którzy przybyli do Niemiec jeszcze w latach siedemdziesiątych i którzy byli wtedy w tym kraju totalną mniejszością. Jednak wraz ze wzrostem ilości imigrantów ich chęć do asymilacji spada. Potwierdzają to islamskie dzielnice wielu europejskich miast – tam integracja nie tylko nie następuje, jest wręcz tępiona jako wyraz zdrady swojego kraju pochodzenia. Ale żeby to zauważyć w statystykach urodzeń, potrzeba kilkunastu lat, a wtedy będzie już za późno.

Oddzielną sprawą jest powszechne wśród imigrantów przeświadczenie, że kultura islamu góruje nad popkulturą zdegenerowanego zachodu. My – Europejczycy – patrzymy na to przeświadczenie przez palce, myśląc sobie „dobra, dobra i tak wiadomo, że nasza liberalna kultura jest najlepsza, bo daje wolność i przyjemność”. Ale takie założenie jest wyrazem naszego egocentryzmu. Z perspektywy imigrantów z kręgów muzułmańskich prawa kobiet – a tym bardziej gejów – to dowód na zepsucie Starego Kontynentu, a nie motywacja do integracji. Choć dla większości Europejczyków to niedorzeczne, sami muzułmanie nierzadko widzą siebie jako tych, którzy przynoszą nam moralność i prawdziwe wartości. Podróżując po krajach Maghrebu nieraz spotkałem się z mężczyzną mówiącym, że chciałby znaleźć sobie żonę Europejkę, którą by nawrócił na islam. I nie brzmiało to jak złorzeczenie, tylko jak taka swoista „pomoc humanitarna”. Bo nachodźcy w sumie chcą dla nas dobrze. Chcą szariatu, czyli tego, co wprowadzi nas do nieba. I będą nas nawracać, nawet jeśli my nie będziemy rozumieli, że szariat jest dla nas dobry. Z ich punktu widzenia jesteśmy zdegenerowanymi prymitywami, który zatracili wartości. Nachodźcy niosą nam w darze moralność i życie wieczne. Choć wcale nie ukrywają, że będzie wymagało to zmiany naszego życia doczesnego.



Kompleks oprawcy

Mamy jeszcze jeden kulturowy problem – poza chorobliwym altruizmem – poczucie winy. To ono zaburza nam racjonalne myślenie. Z psychologicznego punktu widzenia jest to wielkim zaskoczeniem. Ludzi generalnie motywują mniej lub bardziej jawne emocje oraz próby zaprzeczenia im. Dlaczego to zderzenie cywilizacji fundują nam akurat Niemcy, ci sami Niemcy, którzy stworzyli pełen rasizmu nazizm? Ano właśnie dlatego. To naród przepojony poczuciem winy, który teraz propaguje antyrasistowskie multi-kulti z gorliwością neofity. Im lepsi będą dla kolorowych imigrantów (zwanych u nich konsekwentnie „uchodźcami”), tym bardziej będą się czuli rozgrzeszeni z demonów nazizmu. Na tym podłożu dobrze przyjmują się inne koncepcje, choćby ta ekonomiczna, mówiąca, że im więcej ludzi przyjmą, tym lepiej będzie się rozwijała niemiecka gospodarka. Idea pozornie logiczna, ale nie da się budować wzrostu ekonomicznego w klimacie pełzającej wojny domowej. Ale to dopiero przed nimi.

Podobne kompleksy mają i inne kraje Europy zachodniej. Jako spadkobiercy imperiów kolonialnych czują się w obowiązku wynagradzać swoim byłym poddanym dawne krzywdy, przyjmując ich pod swój dach. I nie chodzi tu tylko o Francję i Wielką Brytanię. Swoje kolonie miały też Belgia, Holandia, Hiszpania, Portugalia, a nawet Dania. Inna sprawa, że jest to bardzo przesadne poczucie winy, wynikłe z rasistowskiego w gruncie rzeczy przekonania, że do czasu przybycia Europejczyków w Afryce żył sobie wesoły Murzynek Bambo, który żywił się bananami z rajskich drzew. Afryka nigdy nie była rajem, a przed przybyciem kolonistów istniało w niej mnóstwo lokalnych państewek plemiennych, które jak najbardziej znały i stosowały niewolnictwo, wojny, gwałty i grabieże. Co więcej, część z tych państewek poczuła się urażona, kiedy Brytyjczycy w XIX wieku odgórnie zakazali handlu niewolnikami, a królestwo Aszanti wręcz wszczęło wojnę z tego powodu. Wymowny jest też fakt, że murzyńskie królestwa nie tylko wykorzystywały niewolników do pracy, ale także składały ich w rytualnych ofiarach. Na przykład w 1727 roku śmierć króla Dahomeju uczciło zarżnięcie 4 000 ludzkich ofiar. To nie Europejczycy przywieźli do Afryki niewolnictwo. To oni ostatecznie je z niej wytrzebili – choć w Mauretanii zniesiono je dopiero pod koniec… XX wieku. Warto nadmienić, że Mauretania to republika islamska, a Koran pochwala niewolnictwo.

Na zachodnie poczucie winy nakłada się jeszcze liberalna, lewicowa kultura. Z jej punktu widzenia każdy przejaw narodowych resentymentów kojarzy się z nazizmem i niesie groźbę ograniczenia z trudem wywalczonych swobód – choćby prawa do… wybrania sobie płci. W efekcie doszło do zmieszania dwóch głęboko sprzecznych postaw. Lewica jest proimigrancka głównie dlatego, że prawica jest antyimigrancka, a wszystko co prawicowe jest z natury złe. Sami imigranci są za to… antylewicowi, a prawa kobiet i homoseksualistów traktują jako wyraz naszego europejskiego zepsucia, więc tym bardziej nie chcą się integrować. Brak integracji powoduje złość prawicy, co utwardza w swoich poglądach lewicę, co z kolei powoduje jeszcze większe odrzucanie liberalnych wartości przez imigrantów i tak koło się zamyka.

Brak właściwej perspektywy jest największym grzechem europejskich przywódców. Muszą się oni obecnie konfrontować ze złożonością świata, choć zwykle nigdzie nie byli i znają tylko swoją własną perspektywę. Ludzie powszechnie nie zdają się sprawy z różnic kulturalnych, z tego, jak wielkie są rozbieżności między sposobem myślenia i odczuwania przedstawicieli odmiennych cywilizacji. Islam i prawa człowieka? Islam i feminizm? Islam i prawa homoseksualistów? Jako społeczeństwo jesteśmy skończonymi idiotami, przypisując nasze wartości zupełnie obcym ludziom. I za to przyjdzie nam zapłacić. Nie tylko w Euro, ale także krwią. Właściwie to już płacimy, ale prawdziwe piekło dopiero się zacznie.


Współcześni barbarzyńcy

Historia już nieraz pokazywała, że bardziej zaawansowana cywilizacja nie zawsze  jest w stanie zdominować te prymitywniejsze. Czasami dzieje się na odwrót za sprawą przewagi liczebnej i militarnej. Prymitywni Mongołowie, Hunowie, Germanie i inni najeżdżali państwa przewyższające ich kulturowo. Współcześni barbarzyńcy już nie najeżdżają, ale… nachodzą. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że słowo „barbarzyńca” może w kontekście biednych “uchodźców” budzić mieszane odczucia. Ale to prawda – to są barbarzyńcy. W ich rodzinnych krajach stosuje się karę śmierci, nawet poprzez ukamienowanie, morduje się homoseksualistów, podpala lub oblewa kwasem zbyt samodzielne kobiety, okalecza się narządy rodne, powszechnie wycinając łechtaczki. Mało? Nawet na szczytach władzy rządzą barbarzyńcy.

Płomień, który pali moje serce, nie zgaśnie, dopóki za każdego męczennika (zabitego policjanta lub wojskowego) nie zostanie uśmierconych 10 000 Braci Muzułmańskich, lub ich współpracowników, bądź też tych, którzy ich kochająoznajmił w telewizji Sada el Balad sędzia Ahmed el-Zend, piastujący od maja 2015 roku stanowisko ministra sprawiedliwości Egiptu.

Oglądając to, co dzieje się z Europą, mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony czuję złość, że głupcy niszczą to, co kocham i cenię – naszą europejską kulturę, która zrodziła imponujący postęp społeczny i technologiczny. Ale z drugiej nabieram dystansu do tej tragedii. Jako człowiek akceptuję prawo do samobójstwa, także zbiorowego. Jeśli zachód Europy uznał, że chce się sam wykończyć, musimy to przyjąć. Bo czy powinno nam być żal ludzi, którzy sami sobie zgotowali ten los?

Niedługo na zachodzie zapłoną ośrodki dla tzw. uchodźców, a na ulice wyjdzie wojsko, bo policja nie będzie sobie już w stanie poradzić z rozróbami organizowanymi przez imigrantów, którzy nie dadzą się tak po prostu odesłać do swoich rodzinnych krajów. Powstaną partyzantki, zarówno islamistyczne jak i narodowe. Starcia, manifestacje, stany wyjątkowe, zamachy. Tak zacznie się ten bardziej namacalny etap upadku Europy. I wtedy pewnie ktoś znowu mnie zapyta, czy czuję satysfakcję, że miałem rację. I wiecie, co odpowiem? Że to jest złe pytanie, bo to nie moja wojna, tylko tych, którzy ją sprowokowali przez swoje miękkie serduszka i równie miękkie rozumki. Europejska wojna cywilizacyjna pociągnie za sobą mnóstwo ofiar, zapaść ekonomiczną oraz zgliszcza spalonych domów i samochodów. A co wtedy będą czuć ci, którzy tak naprawdę wywołali tę humanitarną katastrofę przez swój chorobliwy altruizm? Moralne zwycięstwo.