Islamski terroryzm wygrał. Nie tylko zemścił się na ludziach, którzy z niego kpili, ale pokonał też zachodnie wartości w bardziej ogólnym znaczeniu. Wiele europejskich i amerykańskich mediów przyznało terrorystom rację. Publicznie. W trosce o własne zyski, wygodę i bezpieczeństwo.






Zachodnie media zachowały się tak, jak kazali im terroryści. Zaczęli respektować ich żądania. Tak oto przedstawiana jest okładka czasopisma Charlie Hebdo prezentowana w jednym w wiodących amerykańskich portali:

 

Tu nie chodzi o sztukę, ani nawet o humor tego – moim zdaniem wątpliwej jakości – czasopisma. Chodzi po prostu o zasady. Te zasady, które jeszcze w 2005 roku kazały wielu europejskim mediom – w tym naszej polskiej Rzeczpospolitej – przedrukowywać równie słabe karykatury z pewnej duńskiej gazety. Wtedy też nie były to zabawne ani ładne obrazki. Chodziło po prostu o pokazanie solidarności z zachodnią kulturą, która przejawia się m.in. poprzez wolność, laickie podejście do tematów religijnych i generalnie brak tabu.


Multi-kuku

To jest właśnie nasza europejska kultura i mamy do niej prawo, bo jesteśmy u siebie. Błąd. To była nasza kultura i mieliśmy do niej prawo, kiedy jeszcze byliśmy u siebie. Ale już nie jesteśmy, czego przejawem jest obecna ideologia multikulti. To doniosła zmiana. Jeśli dany kraj jest multikulturalny, to nie jest już europejski. Jest „światowy”, czyli jednocześnie też azjatycki i afrykański, liberalny i ortodoksyjny, pełen feminizmu i dyskryminacji. Jest taki, jacy są ludzie aktualnie go zamieszkujący. I te zmiany daje się już odczuć. Między innymi przez zanik solidaryzowania się z typowo europejską wolnością i laickością. A nawet przez autocenzurę, czego przejawem jest niepisana zmowa niektórych wydawców w sprawie niepublikowania karykatur Mahometa, które były motywatorem do zamachu.

 

Są oczywiście wyjątki, ale nawet w nich bardzo dba się o to, żeby przypadkiem nie narazić się muzułmanom. Cytowane przez różne gazety przy okazji opisywania francuskiego magazyny okładki Charlie Hebdo często publikowane są „hurtowo”, wiele na jednej ilustracji, żeby te najważniejsze – dotyczące islamu – zginęły w natłoku reszty. Duńska gazeta, która zasłynęła wydrukowaniem karykatur Mahometa już w 2005 roku, tym razem profilaktycznie zostawiła swoją pierwszą stronę czarną. Niby jakaś reakcja jest, ale najwidoczniej uznano, że nie ma się co znowu wychylać. Także w polskich mediach oryginalne karykatury dotyczące islamu nie jest tak łatwo. A przecież to nie u nas doszło do zamachów. Przynajmniej na razie.

 

Niektóre ważne media przemilczają – a właściwie zaciemniają – tę sprawę. Czy nie oczekujemy od nich, że będą nas uczciwie informować, bez względu na ryzyko i konsekwencje? Ja chcę rozumieć świat, a nie da się tego zrobić, nie oglądając go i znając tylko z czyichś opisów, zresztą pełnych autocenzury.

 

Dlaczego media milczą? Bo się boją. Ale nie tyle o życie swoich redaktorów, co o wyniki sprzedaży. Muzułmanie stanowią już kilka procent mieszkańców zachodnioeuropejskich krajów. Po co więc narażać się na spadek liczby czytelników, skoro konkurencja tylko czeka, aby ich przejąć? W imię wartości? Europejskich wartości? Ale przecież mamy erę multikulti, więc te nasze archaiczne wartości stoją na równi z nowymi, równie pożądanymi  – także z prawem do ortodoksji i radykalizmu.


Islamofobia vs islamofilia

W takich momentach czuję pewną ulgę, że nasz kraj nigdy nie przesadzał ze wsparciem socjalnym, czym zniechęcał wielu imigrantów do osiedlenia się tutaj. Francja musi zmierzyć się obecnie z ogromnym problemem. Z jednej strony wielu mieszkańców tego kraju po cichu wolałoby wrócić do czasów, kiedy pojęcie „Francuz” oznaczało rdzennego Europejczyka wychowanego w liberalnej kulturze zakorzenionej w największych osiągnięciach oświecenia. Ale według współczesnych kryteriów podobne myślenie to rasizm, więc nie wypada tak mówić. Z drugiej strony nie da się odwrócić tego, co już się stało. We Francji żyje ok. 6 mln muzułmanów. I czują się już oni coraz bardziej u siebie. Kiedy w latach 60-tych rodzicie współczesnej „trudnej młodzieży” (walczącej z policją na ulicach Paryża i innych miast) zaczęli wyjeżdżać do Europy, wydawało im się, że złapali Pana Boga (Allaha?) za nogi. Wyrwali się często z ciasnych lepianek do kraju, gdzie mieli już dostęp do prądu, wody, usług medycznych itd. Nie był to raj, ale jednak zupełnie inna jakość życia. Ich dzieci nie czują już tej wdzięczności, bo nie wiedzą, jak to było mieszkać w lepiance. W świetle prawa są już Francuzami, dokładnie takimi samymi jak stali mieszkańcy tych ziem. Wzrosły więc ich oczekiwania.

 

Europę zachodnią dławi zabawny paradoks. Poprawność polityczna każe tolerować odmienność kulturową. Ale co kiedy ta odmienność żąda prawa do dyskryminowania – kobiet, niewiernych, homoseksualistów? Wtedy poprawność polityczna nakazuje zamilknąć w nadziei, że problem się sam rozwiąże. Ale, jak widać, się nie rozwiązuje. Mimo wszystko każdy przejaw sceptycyzmu wobec multikulti zostaje okrzyknięty islamofobią. Przypomnijmy, że fobia to irracjonalny strach, ale czy ta niechęć jest tak do końca irracjonalna? To zabawne, jak łatwo media dały narzucić sobie powyższą narrację. A może afirmacja multikulti to nie normalność, a… „islamofilia”? Dlaczego brak entuzjazmu nazywany jest fobią, a bicie peanów na cześć jakiejś idei nie jest nazywane „-filią”?

 

Zachodnie rządy zawaliły sprawę w momencie, w którym politykę asymilacji zastąpiły integracją. Choć pojęcia wydają się podobne, mają zupełnie inne znaczenie. Asymilacja zakłada, że przybysze powinni przejąć kulturę kraju, do którego przybyli. Integracja mówi jedynie, że imigranci powinni się włączyć w życie społeczności, ale mogą to robić na swoich zasadach. Niestety, tu także zawarty jest paradoks. Przypomina on próbę włączenie partii nazistowskiej do systemu demokratycznego. Działa tylko w teorii. Demokracja zakłada, że jako społeczność dzielimy wspólne wartości. Ale tych uniwersalnych wartości nie ma w społeczności multikulti! To prawda, że oficjalne środowiska islamskie potępiły zamach. Ale czy słyszeliście, aby – tak jak większość rdzennych Europejczyków – solidaryzowały się z redakcją Charlie Hebdo? Czy jacyś muzułmanie także opublikowali dla idei te głupie karykatury? Przypadek? Czy może jednak dowód, że rdzenni Francuzi przejawiają jednak inną kulturę i wartości niż ci nowi?


Zaproszenie dla terrorystów

Boję się, że nasz kontynent czeka czarna przyszłość. Ten zamach do dopiero początek. Zwykle w podobnych sytuacjach występuje efekt naśladownictwa. Jedni zamachowcy będą inspiracją dla innych. W końcu odnieśli spektakularny sukces. I to nie pierwszy. Jeśli miarą sukcesu jest zmienianie świata według swoich interesów, to jeszcze bardziej doniosłe były zamachy w Madrycie, za sprawą których Hiszpania wycofała się z interwencji w Iraku. Teraz otwiera się droga do wpłynięcia na decyzję Rzeczpospolitej. Oto nowy minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna stwierdza, że w imieniu naszego kraju chce rozmawiać o zwiększeniu udziału Polski w działaniach koalicji walczącej z Państwem Islamskim. A to największa głupota z możliwych. Nie udział w tej koalicji, ale mówienie o swoich rozważaniach. Organizacje terrorystyczne należy stawiać przed faktami dokonanymi. Jeśli polski rząd uznałby, że wysyłamy nasze samoloty do Iraku – zrozumiałbym. Ale pod żadnym pozorem nie powinniśmy wskazywać na swoje niezdecydowanie. To impuls, który daje terrorystom pole do manewru. Państwo Islamskie ma teraz dodatkową motywację, aby zaatakować nasz kraj. Może wpłynąć na deklaracje wyborcze polskich partii politycznych. Jako że wybory już w tym roku, to po Madrycie może przyjść kolej na Warszawę. Między innymi przez wypowiedzi Schetyny. Ale też Janusza Palikota, który wywlekł na wierzch sprawę amerykańskich więzień CIA na terytorium Polski. Przetrzymywano w nich podejrzanych o terroryzm. O dziwo – muzułmanów (ironia), a nie buddystów, hinduistów czy adwentystów dnia siódmego.

 

Jako kontynent wkroczymy zapewne w erę zamachów i prawdziwego zderzenia cywilizacji. Z jednej strony jeszcze bardziej urosną w siłę grupy sympatyzujące z islamskim terroryzmem, a z drugiej odrodzi się starodawny nacjonalizm. To będzie głośne zderzenie. Minie kilka lat i Anders Breivik stanie się w pewnych kręgach bohaterem – wizjonerem. I nie będą to tylko marginalne kręgi. Front Narodowy wygra wybory we Francji. Jeśli jeszcze nie teraz, to przy kolejnej okazji. Podobnie będzie w Wielkiej Brytanii, a może nawet w Szwecji, Holandii i Niemczech, wciąż jak ognia bojących się oskarżeń o nacjonalizm. Część z tych krajów może wyjść z Unii Europejskiej. Być może skończy się świat taki, jakim go znamy. Ale to naturalna kolej rzeczy. Po pierwszej wojnie światowej wyobrażano sobie, że przez jej okropieństwa więcej wojen już nie będzie. Po upadku bloku wschodniego niejaki Francis Fukuyama ogłosił „koniec historii”, czyli okres wiecznej dominacji demokracji, pokoju i wolnego rynku. Im bardziej dajemy się porwać ułudzie, tym boleśniej okazuje się, jak bardzo naiwni byliśmy. Multikulti upadnie z hukiem i pewnie będzie to huk wybuchów i wystrzałów. Kolejny raz uwierzyliśmy w utopię, która negowała różnice kulturowe. Strach przed śmiercią i kolejnym masowym zniszczeniem kontynentu nie odstraszył Niemców przed odbudowaniem swojego militaryzmu.  Upadek komunizmu nie zasypał podziałów cywilizacyjnych, które sprawiają, że nie wszystkie społeczności będą chciały przyjąć wartości świata zachodniego. Tak samo powstanie pięknej idei multikulti nie spowodowało, że zaniknęły różnice etniczne i kulturowe.


Fundamentaliści na diecie

Warto jednocześnie zadać sobie pytanie, czy jest jakaś bezpieczna droga wyjścia z sytuacji, w której znalazł się świat zachodni. Myślę, że… tak, choć pozornie byłaby to mała zmiana. Muzułmanie będą w Europie mile widziani, o ile przyjmą naszą kulturę, czyli zaczną się laicyzować. Albo wyjadą. Jak ich do tego skłonić? Bardzo prosto i w zgodzie z duchem wartości europejskich. Wystarczy zakazać… mięsa halal. Tylko takie mogą jeść gorliwi muzułmanie. Aby spełniać wymogi halal, zwierzę musi być zabite w bestialski sposób. Powinno być świadome swojej nadchodzącej śmierci i odczuwać ból. Polega to na poderżnięciu gardła w taki sposób, aby zwierzę samo się wykrwawiło. Co ciekawe – nie może być wtedy pod wpływem środków znieczulających. Musi cierpieć.

 

Niektóre kraje zakazały już uboju rytualnego, choć polski Trybunał Konstytucyjny właśnie orzekł, że jego zakaz jest niekonstytucyjny. Być może jest to zatem powód, aby tę konstytucję zmienić. Argumentacja była kuriozalna – mianowicie Rzeczpospolita jest państwem pielęgnującym wolność religijną. Ale czy Bóg Jahwe lub Allah zakazali swoim wyznawcom być wegetarianami?


Jestem Europejczykiem i jestem u siebie

Chciałbym na koniec jasno podkreślić – nie jestem wrogiem muzułmanów. Mam nawet kilku przyjaciół tego wyznania. Kiedy sam jestem w kraju islamskim, to bezdyskusyjnie podporządkowuję się lokalnym zwyczajom. Kiedyś w Mauretanii zatrzymała mnie policja za objęcie dziewczyny (nota bene Polki), która nie była moją żoną, choć byliśmy w stałym związku. W porządku – Wasz kraj, Wasze obyczaje. Także religijne. Ale chcę, aby Europa również miała prawo do własnej, miejscowej kultury, na gruncie której powstały jej największe osiągnięcia. Chcę, aby każdy mieszkaniec tego kontynentu mógł obrażać, żartować, kpić i poddawać w wątpliwość. Czy jestem przez to nietolerancyjny?

 

Na koniec pozwolę sobie wkleić okładkę, której nie opublikowały amerykańskie media. Moim zdaniem to głupia gazeta, a jej prowokacje są żałosne. Ale przecież każdy ma prawo do głupoty i nie może jej przypłacać życiem. Przynajmniej nie u nas – w Europie. Dlatego mam dla Ciebie małą sugestię. Jeśli także bliskie Ci są europejskie wartości, pokaż to, upubliczniając ten obrazek. Nie o jego piękno tu chodzi, a piękno wartości, które nas ukształtowały i do których wyrzeczenia się właśnie próbuje się nas zmusić.