Linie podziału twarzyZdjęcia z Fejsbuka czy innej Naszej Klasy są nie tylko ładnymi obrazkami. Mówią o nas często więcej, niż sami chcielibyśmy o sobie powiedzieć. Ale o innych też, dlatego tym bardziej warto poznać psychologiczny kod, pozwalający wyciągać informacje z tej formy autoprezentacji. Zwłaszcza, że opanowanie jego podstaw nie jest trudne, a wnioski mogą niekiedy zaskakiwać – szczególnie osoby wierzące dotąd w świat pokazywany w kolorowych czasopismach i na galeriach z portali społecznościowych, na których wszyscy pozują na szczęśliwych i spełnionych.

 

Temat tego wpisu naszedł mnie podczas zabawy pewnym portalem randkowym. Swoją drogą to znak czasów, że znakomita większość ludzi ogranicza się do zdjęcia, ignorując całkowicie aspekty inne niż wizualny. Skoro tak już jest, spróbujmy pobawić się w rozszyfrowywanie zdjęć. Z jednej strony może wydawać się to nieco ryzykowne, ponieważ fotografia jest zamrożoną klatką z obrazu z gruntu ruchomego. Warto jednak pamiętać, że dana osoba sama takie a nie inne zdjęcie wybiera do swojego profilu, zatem musi się z nim jakoś identyfikować. Dlatego wizerunek osoby, który wyłania się ze zdjęcia, jest opisem pewnych aspiracji i wartości, do których dąży ktoś wybierający sobie takie – a nie inne – zdjęcie. 

 

Ok, do rzeczy. Ludzka twarz tylko częściowo pozostaje pod naszą kontrolą. Możemy nauczyć się okazywać emocje, których aktualnie nie odczuwamy, ale nigdy nie będzie to mimika idealnie zbieżna z naturalną. 

 

Linie podziału twarzy

 

Przystępując do analizy czyjejś twarzy trzeba ją podzielić wzdłuż dwóch linii. Żeby tekst nie wyszedł zbyt jałowo, postaram się zilustrować go fotografiami. Jednocześnie, aby nie narażać nikogo na niepotrzebną analizę, będę sięgał albo po zdjęcia celebrytów, czyli osób z gruntu przyzwyczajonych do bycia komentowanymi, albo zwykłych ludzi, którzy sami chcą być oceniani. W tym ostatnim przypadku odwołam się do profili z portalu Fotka.pl, który z jednej strony jest otwarty dla osób nie należących do niego (więc dostęp do tych zdjęć ma każdy), a z drugiej jego główną funkcją jest właśnie ocenianie czyichś zdjęć. 

 

Wracając do podziału twarzy – pierwsza pionowa linia to oś symetrii. Emocje udawane mają tendencję, aby tworzyć się niesymetrycznie. Stosunkowo łatwo sobie ten fakty uświadomić, przypominając cyniczny uśmieszek, np. Bruce`a Willis`a. Jego ideą jest pokazanie pewności siebie poprzez zasygnalizowanie cienia takiej nonszalanckiej pogardy do otoczenia. Czyli jest to uśmiech już z założenia udawany i ta sztuczność z definicji jest widoczna. Objawia się to właśnie wyraźną asymetrią – jeden kącik ust jest podniesiony wyżej niż drugi. Niestety nie wszyscy specjaliści od wizerunku zdają sobie z tego sprawę, o czym pisałem już w tekście Cukierek wyborczy. Pan Ganowicz z PO na swoim plakacie wyborczym wygląda po prostu nieszczerze, co zapewne w jakiś sposób odczuwają osoby o większej wrażliwości na emocje. Być może nie wiedzą dlaczego, ale coś im w tym panu nie pasuje. No cóż – tak się wyborów nie wygrywa.

 

Ganowicz-vs-Willis

 

Wróćmy jednak do pani ze zdjęcia. Przy bliższym spojrzeniu widać, że jej uśmiech faktycznie jest niesymetryczny. Potwierdza to druga linia, dzieląca twarz na górną i dolną połowę. O ile jeszcze możemy jako tako kontrolować siłą woli mięśnie wokół ust, o tyle okolice oczu są już poza naszym zasięgiem. Niektórzy ludzie samoistnie zdają sobie z tego sprawę, stąd też już na długo przed rozwojem psychologii jako nauki i związanych z nią badań nad okazywaniem emocji, pojawiły się sentencje typu „spójrz mi w oczy”, czy „oczy są zwierciadłem duszy”.

Reguła jest prosta – dolna połowa twarzy wyraża emocje, które ktoś chce pokazać, górna odsłania te prawdziwie przeżywane.

 

Co mówią oczy a co mówią usta

 

Kobiecie ze zdjęcia w chwili jego robienia wcale nie było do śmiechu. Także na serwisach randkowych lub społecznościowych można znaleźć sporo takich udawanych zdjęć. Nieraz ktoś pozornie się uśmiecha, a jego oczy płaczą. Może dochodzić na najróżniejszych przemieszań emocji. Ktoś udaje groźnego (złość w widoczna w okolicach ust), a oczy zdradzają lęk. Ktoś inny może maskować strach uśmiechem. W odczytywaniu emocje można sobie pomóc, zasłaniając połowę twarzy ze zdjęcia – zwłaszcza na początku takich ćwiczeń powinno być wtedy dużo łatwiej. Na początek proponuję porozglądać się trochę po naszych celebrytach, którzy często uśmiechają się tylko pozornie.

 

Polskie celebrytki

 

Inną łatwo odczytywalną informacją dostępną na zdjęciach jest nastawienie rozumiane w kategoriach dominacji-podporządkowania. Głównym mechanizmem jest tutaj atawistyczne ocenianie pod względem wzrostu. Pokrótce pisałem już o tym mechanizmie w tekście Wielkość ma znaczenie. Kryteria są tu także bardzo proste. Osoby mające w sobie jakiś rys uległości, niejako intuicyjnie wybierają swoje zdjęcia robione z góry. Prezentują się wtedy odbiorcy jako niższe, mniej zagrażające, w pewnym sensie podległe. Może iść za tym mniej lub bardziej świadomy komunikat „zobacz jaka jestem słodka”. To dlatego właśnie tzw. „sweet focie” są najczęściej ujęciami z góry. Wpasowuje się to w pewien stereotyp budowaniu swojego obrazu jako słodkiej, delikatnej panienki. Wtedy poza uległością idzie też zwykle przekaz seksualny – „jestem słodziutka i seksowna”. 

 

Sweet focie

 

Paradoksalnie to brak tych kuriozalnie wygiętych usteczek i zalotnego spojrzenia może być jednak sygnałem, że ktoś czuje się nieco zagubiony i szuka w partnerze wsparcia, może pewnego przewodnika. Tu jednak odpuszczę sobie przykład, żeby nie sugerowaćć niczego nieprzyjemnego pod kątem przypadkowej osoby z internetu. 

 

Dokładnie odwrotnie jest przy ujęciach z dołu. Przydają one wzrostu i sprawiają, że ktoś wygląda poważniej, mądrzej, groźniej – to już kwestia kontekstu. W każdym razie zdjęcia robione z dołu przydają portretowanej osobie wrażenia ważności i dominacji. Stąd też są bardzo popularne z kolej u panów pozujących na twardzieli. Dla porównania  zobaczcie też, o ile mniej męsko wygląda zdjęcie faceta robione z góry. Trzecia para zdjęć jest portretem tej samej osoby w dwóch różnych ujęciach.

 

Zdjęcia "na twardziela"

 

Zdjęcie "na słodziaka"

 

Zdjęcie z góry i z dółu - porównanie

 

Jest to też oczywiście fakt wykorzystywany w budowaniu wizerunku. Dla przykładu poniżej znajduje się zdjęcie pewnego zespołu prawników. Już na pierwszy rzut oka wyglądają na specjalistów, autorytety w swojej dziedzinie. Właśnie dzięki odpowiednio ustawionemu zdjęciu. Gdy przyjrzymy się jednak dokładniej ich twarzom, okaże się, że nie są to osoby o bardzo bojowej aparycji. Jednak sama konstrukcja zdjęcia buduje im taką otoczkę, niejako narzucając odbiór przedstawianych osób.

 

Budowanie wizerunku - prawnicy

 

Oceniając w ten sposób zdjęcie można wyrobić sobie zdanie, wysunąć pewne wnioski. Zawsze będą to jednak hipotezy i trzeba być gotowym do ich zmiany, wraz z ilością napływających nowych informacji o danym człowieku. Warto też mieć na uwadze niektóre powody takiego a nie innego budowania swojego nie zawsze prawdziwego wizerunku. Niekiedy forma zdjęcia narzucona jest przez konwencję. Przełożony, mając na uwadze, że jego fotografie będą oglądane przez podwładnych, może preferować ujęcia sprawiające wrażenie zarozumiałości, choć w istocie chce tylko utrzymać z trudem zdobyty posłuch u swoich pracowników. Niekiedy też ludzie wrzucają do internetu swoje najładniejsze zdjęcia, a nie te najlepiej oddające ich wizerunek. Po prostu tak bardzo chcą wypaść na ładnych, że nie dostrzegają tego, że ich zdjęcia przekazują także coś więcej niż tylko informację o urodzie. Warto mieć na uwadze podobne powody i nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, a przynajmniej nie traktować ich jako pewnik, ale raczej hipotezę, wskazówkę.

 

Dlatego najwięcej informacji niosą paradoksy. Jeśli ktoś pozuje na umięśnionego macho, a daje zdjęcia robione z góry, na którym wygląda jak osoba wzywająca „zaopiekuj się mną”, to dostajemy zarazem dwie informacje – kim chciałby być i kim naprawdę jest. Podobnie jest z łamaniem konwenansów. Dziewczyny mogą wzorować się na sobie nawzajem i przejmować stylistykę „sweet foci”, ale to wybicie się z tej rutyny i pokazanie w ujęciu od dołu może być pewną sugestią, co do czyjegoś prawdziwego nastawienia. Grunt to trafnie ocenić, czy zdjęcie jest efektem konwenansu, czy czegoś więcej.

 

Porównanie zdjęć

 

Badana profesora Paula Ekmana wykazały, że tylko garstka zwykłych ludzi i pewna grupa specjalistów pracująca w zawodach takich jak terapeuta czy psychiatra, jest w stanie samoistnie wykryć, że ktoś zmotywowany do kłamania udaje swoje emocje. Jednak dalsze studia nad tym tematem okazały się dużo bardziej optymistyczne. Przy  odpowiednim (choć stosunkowo krótkim, bo parogodzinnym) treningu, umiejętność tę jest w stanie opanować aż 90% ludzi. Dlatego, jeśli komuś czytającemu ten tekst w pierwszej chwili wyda się on przesadzony lub niespójny z własnym doświadczeniem, warto aby trochę poczekał z wydawaniem wyroków i trochę poćwiczył. Pozostałym 10% niestety już nic nie pomoże ;) 

 

Jednak jeśli aż 90% ludzi jest się w stanie do tego stopnia wyćwiczyć w rozpoznawaniu sygnałów emocjonalnych, że potrafi dostrzegać ekspresje emocji trwające tylko ułamek sekundy, możesz pewnie i Ty. A to kluczowa umiejętność w procesie wykrywania kłamstwa. W tym wpisie zaczęliśmy o sprawy najprostszej, bo statycznej, czyli od zdjęć. Warto trochę poćwiczyć rozpoznawanie tego typu prostych niespójności samemu. Na szczęście Fejsbuk i portale typu Fotka.pl stanowią w tym względzie niezmierzony poligon. Najciekawiej jednak zacząć od znajomych ;)

 

Gdzieś tam mam też w pamięci, żeby napisać wreszcie drugą część tekstu o Kłamstwie i jego wykrywaniu. Tak więc do tematu bardziej dynamicznej mimiki osób kłamiących przymierzę się pewnie w jednym z kolejnych wpisów. Kusi mnie, żeby jako przykład poddać analizie kilka wypowiedzi naszych nie zawsze szczerych polityków. Ale chyba jednak prędzej zapytam o opinię prawnika, bo pewni ludzie nienawidzą być dekonspirowani :)

 

PS. W komentarzach wy Wykopie ktoś zadał bardzo ciekawe pytanie:
Blaskun: "Dobra wiemy co znaczy słitfocia z góry, ale przydało by się jeszcze wytłumaczenie dzióbka. :)"

Właściwie miałem już o tym pisać w tekście Dupa i cycki, ale ten ostatni tak, że rozrósł, że nie zmieściłem. A warto poznać tę teorię, bo jest nieco, hmm… zaskakująca. Dlaczego kobiety malują usta (najseksowniej – na czerwono) i chcą je wizualnie powiększyć? Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej chodzi o seks, czyli prokreację. Dawnymi czasy ludzie nie  nosili ubrań, a samice sygnalizowały swoją gotowość seksualną poprzez czerwone, bo w tym momencie dobrze ukrwione, wargi… sromowe.

Z czasem ubrania zakryły te naturalne sygnały, ale ludzka tendencja wdrukowana w nasze geny nie zanikła. Duże czerwone usta są sygnałem uruchamiającym u mężczyzn pożądanie. To komunikat – "hej, popatrz jaka jestem atrakcyjna seksualnie!". Echem tych właśnie tendencji jest "sweet focia" – z jednej strony komunikat o byciu kobiecą, bo uległą, z drugiej – o (mniej lub bardziej udawanej) gotowości seksualnej.

Wiele atawistycznych gestów seksualnych zostało podobnie zmienionych do subtelnych form, których już nie kojarzymy z ich pierwotnymi znaczeniami. O części z nich pisałem już w tekstach Penis na wyciągnięcie ręki i Chuj ci w dupę!


Z kategorii mowy ciała polecam też tekst Ręka rękę ściska oraz te, zacytowane w samym wpisie: Cukierek wyborczy, a także Wielkość ma znaczenie oraz Kłamstwo, cz.1. Nowszych czytelników lubiących tę tematykę może też zainteresować np. Psychomanipulacja, że o kilku innych już nie wspomnę :)