Wszyscy jesteśmy częścią systemu. Nie tylko społecznego czy gospodarczego, ale także tego nam najbliższego – rodzinnego. Każdy człowiek rodzi się i wychowuje w pewnym układzie. Z reguły stanowią go mama i tata oraz ewentualne rodzeństwo. Sposób, w jaki ułożone są elementy tej układanki, ma na nas często większy wpływ, niż zdajemy sobie sprawę.

 

 

W cyklu wpisów pod wspólnym tytułem „Familiada” zamierzam przedstawić kilka praktycznych zagadnień psychologii systemowej. Będę opisywał model klasycznej rodziny, zakładający wspólne życie pod jednym dachem z rodzicami i rodzeństwem. Nie zawsze jest to standard, ale jednak dalej to sytuacja dość typowa. Postaram się pokazać, jak sposób ukształtowania rodziny przekłada się na nasze cechy, postawy i zachowania. Oczywiście, jeśli ktoś jest jedynakiem, nie odnajdzie się we wpisie poświęconym najstarszym dzieciom. Ale przecież każdy ma znajomych, którzy prezentują cechy osobowości typowe dla różnych pozycji w rodzinie. Wielu z nas też ma lub będzie miało dzieci, które warto postarać się rozumieć. Swoją drogą trzeba też mieć z kim te dzieci począć, więc wiedza systemowa pozwoli także lepiej zrozumieć swojego partnera. Ogólnie system rodzinny jest czymś, co dotyczy każdego z nas, więc dobrze będzie się mu przyjrzeć z bliska.

 

Osobowość to dość złożone zagadnienie. Wpływa na nią temperament (predyspozycje genetyczne) oraz wychowanie. W tym drugim czynniku kluczowa jest oczywiście rodzina i relacje z opiekunami. Na tym koncentruje się psychoanaliza, ale niebagatelny wpływ ma też obecność rodzeństwa oraz jego wiek, płeć i relacje starszeństwa. Rodzina staje się naszym wzorem świata, według którego postrzegamy relacje interpersonalne i społeczne. Oczywiście kolejność urodzenia i typowe dla niej pozycje w rodzeństwie nie są wyrocznią. Cechy osobowości powstałe w następstwie różnych czynników mogą się nawzajem wzmacniać lub znosić. Dlatego nie każdy najstarszy syn wykazuje wszystkie cechy typowe dla tej pozycji w rodzinie. Ale zwykle jest coś na rzeczy.

 

O roli pozycji w rodzinie pośrednio pisałem już przy okazji tekstów o dzieciach alkoholika. Choroba alkoholowa jest jednak pewnego rodzaju soczewką, która uwypukla zależności między rodzeństwem. Ale też zniekształca, dlatego pewne elementy trzeba doprecyzować.

 

Generalnie pierwsze dziecko najbardziej identyfikuje się z wyznawanymi przez rodziców wartościami. Stara się realizować ich cele, jest najbardziej odpowiedzialne i „dorosłe”. Ma też największe szanse, że zostanie w mniej lub bardziej jawny sposób „wrobione” w kontynuowanie rodzinnej tradycji (choćby zawodowej) lub zrealizowanie tego, co nie udało się rodzicom (np. pójście na studia medyczne, na które nie dostała się mama pielęgniarka). 

Jeśli pierwsze dziecko dobrze wywiązuje się z powyższej roli, utrudnia tym samym przejęcie tych samych cech przez drugie. Zwłaszcza jeśli oboje są tej samej płci. Kiedy starszy monopolizuje rolę tego „dobrego”, młodszy staje się tym „złym” i częściej sprawia kłopoty. Jest to jego sposób na zaistnienie. Nie mogąc być tak dobrym jak starszy brat lub siostra, ma tendencję, by zdobywać uwagę poprzez zachowania uchodzące za negatywne. Zwłaszcza jeśli drugie dziecko nie jest też tym najmłodszym, które także dostaje od rodziny pewne profity. Frustracja rodzi bunt, bunt przekuwa się na sprawianie kłopotów, a kłopoty są tym, co daje środkowemu dziecku tak potrzebną mu uwagę. W efekcie system ten z czasem dalej umacnia te „negatywne” cechy.

Najmłodsze dzieci z kolei są najbardziej radosne. Zwykle to na nich koncentruje się uwaga rodziców i zyskują one status rodzinnej „pociechy”. Najmłodsze dziecko nie ma szans zdobyć uwagi poprzez bycie tym „dobrym”, bo w tej roli zostało już obsadzone najstarsze. Dlatego zwykle w dorosłym życiu nie wykazuje się ani wybitną pracowitością, ani zbytnim przywiązaniem do reguł. Żyjąc w rodzinie uczy się, że najskuteczniejszym sposobem na zaistnienie jest bycie rozkosznym i słodkim. Dlatego w dorosłości jest towarzyskie, lubiane, a także optymistycznie nastawione do życia. Najmłodsi to też często hedoniści ceniący dobrą zabawę i potrafiący przymknąć oko na reguły moralne. Jak to dosadnie ujęła kelnerka z lokalu, w którym ten tekst pisałem (najmłodsze dziecko): najmłodsi mają „na wszystko wyjebane”. Chyba trafiła w sedno, bo do obsługi też się zbytnio nie przykładała.

 

Doświadczenia nabyte w rodzinie warunkują to, co spodziewamy się spotkać w życiu. W praktyce wygląda to np. tak, że najstarsze dzieci w dorosłości mają tendencję do „rządzenia” swoim partnerem oraz opiekowania się nim. Najmłodsze z kolej w dość naturalny sposób poddają się takiemu kierowaniu, a nawet go oczekują. Idąc tym tropem, najmłodsza siostra wśród braci zazwyczaj dobrze pasuje do najstarszego brata wśród sióstr. Ich oczekiwania względem siebie pokrywają się i każde z nich może powtarzać schemat, do którego jest przyzwyczajone. W tym układzie w dorosłości partner zastępuje rodzeństwo, a reszta pozostaje po staremu.

Tak więc znajomość swoich pozycji w rodzinie może być dobrą wskazówką dla par. Pewne układy pasują do siebie bardziej niż inne. A nawet jeśli dobieramy się na przekór tym schematom, dobrze być świadomym różnic między nami a partnerem, dzięki czemu łatwiej będzie nam je zrozumieć, zaakceptować i pracować nad związkiem. 

 

Nawet ci, którzy źle wspominają swoje dzieciństwo i relacje z rodzeństwem, nadal czują się znajomo w tym znajomym już układzie. Dlatego mimo wszystko łatwiej im odnaleźć się z związku komplementarnym (wzajemnie się uzupełniającym), niż krańcowo odmiennym. Na przykład kobieta mająca starszego brata, który zawsze przewodził, był opiekuńczy i troskliwy, będzie oczekiwać, że i taki będzie jej mąż. Postać brata tworzy w niej pewien schemat, według którego postrzega mężczyzn i buduje swoje oczekiwania względem nich. Jeśli jednak jej mąż jest młodszym bratem, sam będzie oczekiwać wsparcia przy podejmowaniu decyzji i uwagi ze strony żony, samemu nie oferując tego partnerce. W efekcie kobieta poczuje się zawiedziona, opuszczona, a może i niekochana. Podobnie jej mąż. Choć z drugiej strony będą potrafili się ze sobą dobrze dogadywać w kwestiach zabawy i spraw towarzyskich.

 

Takie komplementarne związki mogą być jednak przeszkodą do zmiany. Jeśli owa młodsza siostra, która wyszła za mąż za najstarszego brata, z czasem dojdzie do wniosku, że chce rozwijać się w kierunku większej samodzielności i niezależności, zapewne spotka się z oporem partnera. Będzie bronił on starego układu i blokował ją przed „dorośnięciem”. W istocie będzie kierowała nim chęć, aby zachować dominującą pozycję – pierwotnie wobec rodzeństwa, a wtórnie wobec  żony wpasowanej w jego pierwotny, rodzinny schemat.

 

Wiele niezbyt dobranych związków zaczyna się dzięki złudnemu „pokrewieństwu dusz”. Jeśli spotkają się dwie osoby, które były najstarsze w swoich własnych rodzinach, poczują zapewne, że wiele ich łączy. Podobnie ambitni, równie zasadniczy i wyznający podobne wartości. Mogą dzielić te same frustracje i radości, dzięki czemu od początku bardzo dobrze się ze sobą rozumieją. Nietrudno wtedy o fascynację i poczucie, że oto znalazło się „bratnią duszę”, czyli lek na wszelkie zło. Dopiero po pewnym czasie wspólnego związku okazuje się, że zrozumienie nie idzie w parze z dopasowaniem. Oboje zaczynają walczyć o władzę w związku, ponieważ w swoich pierwotnych rodzinach nauczyli się tej właśnie roli. Nie potrafią zdobyć się na partnerstwo, a przywództwo jednego uderzałoby w nawyki drugiego. W efekcie taki związek często z czasem ulega wychłodzeniu, a oboje partnerzy zaczynają koncentrować się na swoich własnych sferach zawodowych i wychowaniu dzieci, oddalając się od swojej „bratniej duszy”, która w istocie okazuje się jednak trudnym życiowym… rywalem.

 

Także przyjaźnie nie są zwykle przypadkowe. Również w tym przypadku działa reguła komplementarności. Na przykład jedynacy rzadko przyjaźnią się ze sobą bliżej. Nie tolerują zbytnio znajomych, którzy także chcą przewodzić i którzy również wiedzą wszystko najlepiej. Podejrzanie traktują też osoby, które urodziły się jako najmłodsze w swoich rodzinach. Ci ostatni mogą nieświadomie oczekiwać od innych, że się o nich zatroszczą, a jedynak raczej wyznaje zasadę „zrób to sam” i nikogo niańczyć nie chce. Z jednej strony lubi bawić się z najmłodszymi i podoba mu się, kiedy patrzą na niego z podziwem, ale nie podziela stawianych przed nim opiekuńczych oczekiwań. Dlatego jedynak woli przyjaźnić się z najstarszymi w swoich rodzinach, ponieważ wykazują oni względem niego pewną opiekuńczość i wyrozumiałość, nie oczekując jednocześnie zbyt wiele w zamian.

 

Dla lepszego zrozumienia zależności wewnątrzrodzinnych, trzeba zwrócić też uwagę na różnicę wieku i płci między rodzeństwem. Generalnie im mniej lat dzieli narodziny kolejnych braci czy sióstr, tym większy jest ich wzajemny wpływ. Jeśli narodziny kolejnych dzieci dzieli więcej niż pięć lat, obok cech przynależnych swojej pozycji w rodzinie, będą też wykazywały wiele cech jedynaka. Jest to w sumie najlepsza sytuacja, więc najkorzystniej jest, kiedy kolejne dzieci nie przychodzą na świat zbyt szybko po sobie. Częstsze są też konflikty między rodzeństwem zbliżonym wiekiem. Niestety, bywają one przenoszone także w dorosłość. Niekiedy zadawnione i niejawne żale czy walka o względy rodziców utrzymują się nawet po śmierci tych ostatnich. Rodzeństwo, które dzieli duża różnica wieku, jest na ogół mniej skłócone, ponieważ ich konflikty były z jednej strony mniej wyraźne, a z drugiej wyrażane bardziej otwarcie, w czym pomaga świadomość odrębności własnej sytuacji u każdego z dzieci.

 

Znamienna jest także sytuacja, kiedy wszystkie dzieci mają tę samą płeć. Kiedy badano kobiety sukcesu pochodzące ze świata biznesu, okazało się, że są one albo jedynaczkami albo najstarszymi dziećmi z rodzin, w których urodziły się same dziewczynki. Mechanizm stojący za tym zjawiskiem jest stosunkowo prosty – kiedy brakuje syna, na którym ogniskowałyby się ambicje rodziców, do jego roli zostaje „oddelegowana” najstarsza z sióstr. Nawet jeśli chłopiec rodzi się później niż jako pierworodny, zwykle to na nim koncentrują się te bardziej „męskie” oczekiwania, jak sukces w biznesie. Jego – nawet spóźnione – pojawienie się częściowo zwalnia najstarszą siostrę z realizacji wspomnianych ojcowskich ambicji i pozwala jej rozwijać się w bardziej (stereotypowo) kobiecej roli.

 

Zależności wewnątrzrodzinnych jest naprawdę dużo i będę do nich wracał w kolejnych wpisach poświęconych już konkretnym pozycjom w rodzinie. Poznanie ich pozwoli nam lepiej pojąć, dlaczego dzisiaj reagujemy tak a nie inaczej na pewne sytuacje społeczne czy rodzinne. Ułatwi też zrozumienie, dlaczego w dzieciństwie nasze relacje z rodzeństwem i rodzicami miały taką właśnie postać. Kiedy np. ktoś uzmysłowi sobie, że jego „uprzywilejowana” starsza siostra cierpiała z powodu wywieranej na nią przez rodziców presji, może zmniejszyć to jego złość o to, że z jego perspektywy nim rządziła. Podobnie kiedy ktoś inny zrozumie, że jego „zepsuta” młodsza siostra czuła się bezradna i uważała, że w porównaniu z nim w niczym się nie sprawdza, może mieć wtedy mniejszy żal o to, że miała takie „łatwe życie”. Każda pozycja w rodzinie ma swoje wady i zalety. Ale posiąść świadomość tych różnic i ich przyczyn, to uczynić krok w kierunku pokonania ich ewentualnych negatywnych konsekwencji.

zdjęcie na licencji Creative Commons