To, jakie role pełnimy w życiu, jest konsekwencją naszych przeszłych doświadczeń, a w szczególności funkcji, jaką pełniliśmy w rodzinie. W późniejszym życiu zwykle pakujemy się w podobne sytuacje, które poznaliśmy jako dzieci, znajdując sobie w dorosłości miejsce odpowiednie do starego schematu. Jest to szczególnie widoczne w rodzinach borykających się z poważnymi problemami, takimi jak alkohol.

Jeden z moich bliskich znajomych, powiedziałbym nawet przyjaciół, ma pewne stabilne cechy charakteru. Czynią one z niego osobę naprawdę godną podziwu. Jest bardzo, wręcz chorobliwie uczciwy. Nie wyobrażam sobie, by mógł oszukać czy złamać obietnicę. Innych ludzi postrzega przez pryzmat ich zalet i zwykle podkreśla ich wartość. Ma tendencje do idealizowania ludzi. Często pomaga innym. Na tym także polega nawet praca. Zawsze marzył o tym, by tworzyć coś dla ludzi, dawać im możliwości, wspierać w rozwoju. Ma wielkie poczucie odpowiedzialności za innych, a bliskich w szczególności. Większość ludzi nie dostrzegłaby na ulicy kobiety niosącej ciężką torbę. On jednak zobaczy ją i pomoże – czułby się źle, gdyby tego nie zrobił. Wiele robi dla innych, jednak ma tendencję, by stawiać sobie nierealnie wysokie wymagania. Gdzieś głęboko marzy o mocy, która zbawiłaby świat. Skąd się biorą tak kryształowi ludzie?

Ten znajomy jest najstarszym dzieckiem alkoholika. On po prostu wypełnia pewien typowy schemat. A schemat ten zakłada, że najstarsze dziecko, zwłaszcza jeśli jest płci męskiej, zastępuje niedysponowanego ojca. W psychologii taką rolę nazywa się „bohaterem”. Jego funkcją jest wejście w buty ojca i bycie zastępczą podporą rodziny. „Bohater” jako dziecko nie sprawia żadnych kłopotów, dobrze się uczy i jest bardzo „poukładane”. Z powodu tej potrzeby świętości nie przechodzi prawdziwie naturalnego okresu buntu. Zamiast tego „bohater” staje się nazbyt dojrzały jak na swój wiek, zbyt odpowiedzialny. Traci swoje autentyczne dzieciństwo i młodość. W przyszłości takie wykorzystane psychicznie dziecko nie będzie umiało się zrelaksować i odprężyć, bo cały czas będzie nieświadomie starało się kontrolować swoje myśli i uczucia.

Idealizacja i wyparcie to główne mechanizmy obronne „bohatera”. Wypierana jest złość do ojca, a idealizowana jest cała patologiczna sytuacja i najbliżsi. Wysiłki „bohatera” zmierzają nie tylko ku utrzymaniu rodziny jako działającego systemu. On pragnie także przydać wartości członkom rodziny, połatać wszystkie braki. Dlatego tej roli przypisana jest pewnego rodzaju wspaniałomyślność, jednostronne widzenia innych w jasnych barwach. “Bohater” zwykle nie sięga po alkohol, raczej bardzo mocno się go wystrzega. Do tego stopnia, że nie pija czasem wcale, bez względu na okoliczności.

 

W jednym z dawnych wpisów opisałem pewnego znajomego, który także jest „bohaterem”. Dowiedział się ode mnie o tym, co mówi innym ludziom jego narzeczona – o zdradach i oszustwach względem niego. Czy prawda go wyzwoliła? Nie, nie wydobył się z pewnego kręgu idealizacji i iluzji. Mimo wszystko ożenił się z osobą za nic mającą jego szczytne wartości, z sobą która go okłamywała i wyśmiewała za plecami. Ale mój znajomy nie potrafił przestać idealizować. W dziewczynie, w której każdy inny człowiek dostrzegłby fałsz i obłudę, on widział wspaniałą i cudowną istotę. Nie sądzę, by cokolwiek było w stanie rozmyć wizerunek, który wytworzył w swojej głowie. Był to obraz rodem z piosenki Kazika  – „na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek, a przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek”. Prawda nie zawsze wyzwala, ale myślę, że zawsze trzeba dać jej szansę. Ja taką szansę chciałbym mieć, więc nie potrafiłbym nie przekazać tak ważnych informacji. Niestety tym razem siła prawdy nie zadziałała, ślub się odbył (nasza-klasa mi o tym powiedziała), a z tym znajomym już więcej się nie spotkaliśmy.

 

Ale wracając do głównego tematu – jeśli ktoś idealizuje świat, jest w nim też automatycznie wiele złych emocji, które wypiera. Negatywne emocje muszą być cały czas pod kontrolą, bo inaczej zrujnowałyby stabilny obraz tak dojrzałej osoby. Gdyby pozwolić im nagle wybuchnąć, stałyby się ogromną falą zniszczenia i złości, co bohater nieświadomie wyczuwa i tym bardziej stara się kontrolować. Złość na ojca zostaje stłumiona, zablokowana i kontrolowana w sobie, by pozostała nieświadomą. Osoba taka może np. nie okazywać agresji i tłumić ją w sobie. Kosztem jest właśnie ta nieustanna potrzeba kontroli, która powoduje ciągłe spięcie i niemożność puszczenia hamulców, „wrzucenia na luz” w życiu. A to wbrew pozorom bardzo duże koszty, bo śmiać się do rozpuku i oddawać radościom potrafią tylko ludzie szczęśliwi. A szczęście pojawia się spontanicznie, kiedy jest się sobą i doświadcza życia całym swoim jestestwem. Nie da się tego robić będąc spiętym.

Następny wpis o tej tematyce: Dzieci alkoholików 2