Co by się stało, gdyby coś pozbawiło nas nagle mechanizmów obronnych – choćby na chwilę? Z pewnością nie byłoby to nic przyjemnego. Jeśli ego jest silne, a konflikty niewielkie – obyłoby się pewnie na jakichś chwilowych zgrzytach, nagłym wglądzie i lęku, który przeszedłby wraz z powrotem działania systemu obronnego. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy ludzie po nagłym i niechcianym wglądzie po prostu wariują.

Takie działanie mogą wykazywać silne narkotyki. Działają podobnie jak alkohol – znoszą hamulce. Po wódeczce ludzie bywają nachalni, agresywni czy otwarci głównie dlatego, że przestaje działać surowe superego. Jednak po zażyciu ciężkich narkotyków przestają działać same mechanizmy obronne – stąd wizje, halucynacje i „bad tripy”. Na oddziały psychiatryczne trafiają niekiedy ludzie z psychozami ponarkotykowymi. Zdarzają się przypadki, że ktoś narkotyk zażył tylko raz, a „odjechał” na zawsze.

„Dragi”, w odróżnieniu od alkoholu, potrafią znosić wyparcie bez zmniejszenia świadomości. Kiedy wypierana treść dostaje się gwałtem do psychiki, ego czasem nie jest w stanie już po raz drugi jej wyprzeć i przechodzi do fazy rozpadu – stałej psychozy. Ta groźna możliwość pokazuje, jak istotne są dla psychiki sprawnie działające mechanizmy obronne. Gdy stawką w grze jest istnienie, każde zachowanie odsuwające widmo psychozy, staje się pożądane. Koszty przestają się liczyć. Poniżej znajduje się kolejna dawka opisów mechanizmów obronnych – tym razem jeszcze mniej subtelnych i bardziej oddalających od rzeczywistości. Ale w obliczu ryzyka rozpadu, ego nie waha się użyć niczego – działa w obronie koniecznej.

zaprzeczenie – mechanizm podobny do wyparcia, ale bardziej aktywny. Jest czynną odmową (a nie bierną jak w przypadku wyparcia) uznania jakiegoś oczywistego faktu. W tym względzie mocniej fałszuje rzeczywistość. Jest mechanizmem występującym np. u alkoholików – aktywnie przeczą oni swojemu nałogowi, który dla wszystkich innych jest oczywistością. W mniej radykalnej formie dotyczy np. palaczy, którzy przeczą, że mają szansę zachorować na raka („mnie się to nie zdarzy”), mimo znajomości danych dotyczących realnego ryzyka. W sumie czymś podobnym pachnie też hasło „Elvis żyje” :)

blokowanie – uporczywe powstrzymywanie się przed dopuszczeniem do siebie nieakceptowanego impulsu, co wyraża się napięciem i sztywnością ciała, prowadzącymi niekiedy do dotkliwych bólów. Wystarczy wyobrazić sobie neurotyka, który chodzi sztywno i w spięty sposób – on blokuje swoje impulsy, czego kosztem są napięcia ciała. Blokowanie może prowadzić do napięcia np. pleców, co może skutkować „wypadaniem” kręgów. Innym przykładem są psychosomatyczne migreny, bóle brzucha, kołatanie serca czy napady astmy.

Somatyzacja to przechodzenie problemów psychicznych w objawy fizyczne. Dla przykładu, astma jest efektem konfliktu między wolnością a zależnością. Nie jest to powszechnie znana prawda, choć także stricte naukowe badania z zakresu medycyny psychosomatycznej wykazują realną zależność objawów astmy od czynników niemedycznych. Dzieci cierpiące na tą przypadłość mają wyraźnie więcej ataków podczas kontaktu z matką, niż w czasie spędzanym bez rodziców. Zadziwiające jest jednak, że prawie nikt z lekarzy alergologów, nie zna tych ustaleń. Niestety polska medycyna jest jeszcze w dużej części twardogłowa.

hipochondryzacja – jest to nadmierna koncentracja na sygnałach płynących z ciała – wyolbrzymienia bólów i objawów realnych problemów zdrowotnych oraz dopowiadanie sobie nowych fikcyjnych. Jest sposobem na obronne przekierowanie agresji na siebie, zamiast na faktyczny obiekt – np. odczuwanie złości na krzywdzącą rodzinę jest blokowane przez superego i przekierowywane zastępczo na osobę stosującą ten mechanizm obronny.

zachowania pasywno–agresywne – kiedy superego nie pozwala wyrażać agresji wprost, ego ucieka czasami do agresji maskowanej , w tym przypadku biernej. Wtedy, zamiast wykazywać złość bezpośrednio, dana osoba robi to nie przez uczynek, ale zaniechanie. Może to być zapominanie, unikanie decyzji, spóźnianie się. Generalnie każdy sposób, który potrafi dopiec lub choćby zirytować, ale który nie jest jawnie agresywny.

Jeden z moich znajomych, będących aktualnie ze mną w konflikcie, jest mi dłużny stosunkowo niewielkie pieniądze. Generalnie jest człowiekiem uczciwym, więc trudno go podejrzewać o świadome kombinowanie. Nie potrafi jednak wyrażać agresji w sposób aktywny (co przy konflikcie jest bardzo pożądane, aby oczyścić sytuację) i jego sposobem na radzenie sobie z sytuacją jest bierna agresja – nie zrobienie tego, czego od niego oczekuję. Irytując mnie przekierowuje winę na mnie (bo de facto to ja robię się agresywny), samemu jedynie zwlekając z uregulowaniem długu (ale nie negując, że on istnieje).

projekcja – przypisanie innym ludziom swoich własnych nieakceptowanych cech. To główny mechanizm paranoi – paranoik nie potrafi zaakceptować swojej własnej nienawiści (jaką żywi do swoich pierwotnych krzywdzicieli), więc złe intencje przypisuje otoczeniu, samemu się w ten sposób z nich oczyszczając.

Pozwolę sobie tu odwołać się do mojej babci, która niestety jest charakterem paranoicznym. Postrzegała siebie zawsze jako osoba krystalicznie dobra, nie potrafiąca zrobić nikomu krzywdy. Jednak to cały świat ją przerażał – wszystko dookoła było zagrażające i wiązało się z potencjalnymi napadami, wypadkami i chorobami. Moja babcia nie potrafiła zaakceptować w sobie ani cienia złych emocji i nie była świadoma, że w dzieciństwie ją skrzywdzono, na co wręcz naturalnie powinna być wściekła. Jej nieświadomość wybrała oczyszczenie się z odczuwanie złości, ale kosztem był ciągły strach, wiążący się z domniemanymi zagrożeniami otoczenia.

Projekcja ma także swoją wersję psychotyczną – wtedy wypierane emocje nie są przypisywane innym ludziom, ale np. nieistniejącym obiektywnie słyszanym głosom, które oskarżają i prześladują stosującego ten mechanizm obronny.

identyfikacja projekcyjna – to taka trochę przekombinowana projekcja. Osoba przypisuje komuś swoje nieakceptowane uczucia, ale potem sama dostosowuje się do tego, co wyprojektowała. Działa to na przykład tak: ktoś czuje złość, której w sobie nie akceptuje. Osoba przypisuje wtedy tą złość drugiej osobie (np. terapeucie), co poniekąd predysponuje go do tego, by faktycznie odczuwał złość (w jego odbiorze złości go, że ktoś w irytujący sposób narzuca mu coś, czego nie czuje). Tak czy owak osoba, która wyprojektowała swoją agresję, teraz odbiera obiekt swojej projekcji jako agresywny i dalej czuje agresję, ale tym razem już usprawiedliwioną –bo jako reakcję na złe zachowanie partnera interakcji. Trochę to skomplikowane :)

Jaka jest różnica między projekcją a identyfikacją projekcyjną? Osoba stosująca samą projekcję pozbywa się agresji i czuje się od niej wolna, nie daje sprowokować do jej powtórnego odczuwania („to ty odczuwasz agresję, ja jestem od takich złych uczuć wolny”). Natomiast osoba stosująca identyfikację projekcyjną dalej będzie czuć złość, tyle, że po zastosowaniu tego mechanizmu nie będzie już czuła wyrzutów sumienia – bo w jej odczuciu nieakceptowane uczucie będzie już miało racjonalne uzasadnienie („jestem agresywnie nastawiony do ciebie, bo to ty jesteś agresywnie nastawiony do mnie”).

Przykład z życia. Mój znajomy ma bardzo zaburzoną matkę. Obwinia go ona nieświadomie za grzechy jego ojca (opuszczenie, skrzywdzenie). Ponieważ nie jest tego świadoma, a superego zakazuje jej jako dobrej matce zachowywać się niszczycielko, matka projektuje na syna swoją złość. Mówi mu jaki jest zły, wyrodny i „łobuz”. W ten sposób sprawia, że syn faktycznie czuje do niej nienawiść, czemu daje wyraz w kłótni – bo ona realnie go krzywdzi. Tym samym matka zdobywa uzasadnienie dla swoich oskarżeń i może już czystym sumieniem dalej niszczyć syna – bo przecież w efekcie zachowuje się jak złe dziecko. W efekcie matka dalej przenosi złość z prawdziwego obiektu (swojego męża) na zastępczy (syna), ale dzięki identyfikacji projekcyjnej już nie czuje się z tego powodu winna, bo zyskuje realny powód – prowokuje syna, by faktycznie zachowywał się wrogo.


Poprzedni wpis o mechanizmach obronnych: W obronie koniecznej, cz.2 "Boks" 

Następny wpis o mechanizmach obronnych: W obronie koniecznej, cz.4 "Wolna amerykanka" c.d.