„Wasza wysokość”, „wysoki sądzie”– te naturalnie brzmiące sentencje zawierają pewną ważną prawdę o ludziach, a mężczyznach w szczególności. Wielkość ma znaczenie, a najnaturalniejszą miarą wielkości – także w znaczeniu wybitności – jest wzrost. Ten pozornie mało znaczący fakt, ma jednak istotne przełożenie na życie.

Choć zwykle sobie tego nie uświadamiamy, mężczyźni manipulują wzrostem. Mają powód – wyższy wydaje się groźniejszym przeciwnikiem w walce – ma dłuższe ramiona do zadawania ciosów i dłuższe nogi do szybkiego biegu. Przez dziesiątki a nawet setki tysięcy lat był to czynnik decydujący o sukcesie w wyścigu życia. Najwyższy dominował – miał największe szanse zostać samcem alfa, a w późniejszych czasach wodzem, dowódcą czy królem. Choć później władza stała się dziedziczna i faktyczne cechy fizyczne przestały mieć znacznie dla utrzymywania w poddanych należytego szacunku, ukryty schemat pozostał. Dlatego najważniejszy nie nosi tytułu „najgrubszego” czy „najszerszego”, ale np. najwyższego kapłana. Jeśli nie poddajemy w wątpliwość czyjejś przewagi (czyjegoś dominującego wzrostu) sami prezentujemy się jako niezagrażający, a mówiąc wprost – niżsi. Kłaniamy się – obniżamy głowę a niekiedy całe ciało, by wydać się mniej wysokimi, czyli niezagrażającymi. Tym samym nie narażamy się na atak osobnika, którego „najwyższość” nie kwestionujemy. Często mówimy także o „wysokiej” i „niskiej” randze. Ktoś o niskiej, kłania się temu o wyższej – a przynajmniej robi to głębiej.

 

Choć współczesny świat odwołuje się do równości i demokracji, stare nawyki wciąż w nas tkwią. Mężczyźni w sytuacji rywalizacji wciąż zwykli podkreślać swój wzrost. Robi to za nich krawat – zwisający pasek materiału wydłużający optycznie sylwetkę. Szczególnie chętnie noszony jest w sytuacjach oficjalnych i biznesowych, czyli wszędzie tam, gdzie wygląd powinien wzbudzać szacunek u potencjalnych rywali. Nie jest też zapewne przypadkiem, że swój pierwowzór czerpie on z ozdób żołnierzy, podkreślających nim swoje bojowe atuty – wzrost. Czasem jednak korzystniej jest unikać rywalizacji. W tym kontekście powszechnie występuje dla odmiany muszka – mały poprzeczny paseczek materiału, który wręcz optycznie skraca noszącego ją. Ozdobę tą upodobali sobie mężczyźni występujący w roli usługowej – lokaje, kelnerzy, prawnicy, oraz pozycjonujący się obok tendencji rywalizacyjnych – naukowcy, dyrygenci, arystokraci.

 

Choć zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy, w codziennym życiu bardzo intensywnie manipulujemy postrzeganiem wzrostu, a więc wyrażaniem dominacji. Najbardziej typowym przejawem jest ukłon. W tym prostym geście przynajmniej jedna strona interakcji czyni wysiłki, by wyglądać mniej dominująco. Wzorcowym przykładem jest ukłon wzajemny – obie osoby pochylają się przed drugą, zatem faktycznie nikt nie zostaje poniżony. Istnieje też inny gest powitania, przeciwny ukłonowi – kiwnięcie głową pod górę. Jest to jednak gest dominacji lub zapowiedź konfrontacji. W pewien sposób takie powitanie z daleka może zdradzić nastawienie uczestników interakcji – osoba podnosząca głowę wyraża tendencję do dominowania, opuszczająca – oddaje hołd witanemu. Od podobnej tendencji do ustawiania się w pozycji wyższego pochodzi wyraz „wywyższać się”, który znaczy tyle, co przydawać sobie wzrostu (w domyśle ważności i dominacji) ponad miarę. Podobnie „patrzeć na kogoś z góry” – widzieć w kimś mniej ważnego od siebie.

 

Wzrost – co zostało należycie zbadane – istotnie koreluje z postrzeganiem danej osoby jako autorytetu. W historii amerykańskich wyborów prezydenckich tylko 2 razy zdarzyło się, by w drugiej turze wygrał niższy kandydat, a od XX wieku wszyscy prezydenci uchodzili za wysokich. W Polsce dla odmiany do szczytów władz doszli bracia Kaczyńscy, ludzie ewidentnie niskiego wzrostu. Co prawda sztab wyborczy PiSu w swoich spotach tak dobierał kadry, by ta cecha nie rzucała się w oczy (ujęcia od dołu i wychodzenie przed szereg, co optycznie powiększa), jednak fakt jest faktem – prezydent był niski.

 

Przy okazji wyborów zwykł padać zawsze pewien komunał, pusty slogan: „tegoroczna kampania przebiegała w bardzo amerykańskim stylu”. Tylko co w tym kontekście znaczy „amerykański”? Niestety – „powierzchowny”, „płytki”, „atawistyczny”. W tym amerykańskim schemacie zawsze wygrywa wysoki, prawie zawsze – wyższy od rywala. Pomińmy na chwilę swoje sympatie polityczne. Czy zatem nie powinniśmy czuć się zadowoleni, że – wbrew całej lansowanej amerykańskości – w naszym kraju ważniejsze okazują się poglądy, niż atawistyczna dominacja fizyczna?