BuriaciZdarzają się sytuacje, że naprawdę człowiekowi opadają ręce. Taką właśnie rezygnację przeżyłem z 3 lata temu w głębokiej Syberii. Wybraliśmy się niewielką grupką w góry zwane Sajanami Wschodnimi. Są to obszary należące do Republiki Buriacji, składowej Federacji Rosyjskiej. Jej rdzenni mieszkańcy – Buriaci – to bliscy krewni Mongołów. Różnią się tylko nieco jaśniejszą skórą i większym zrusyfikowaniem. To tereny w okolicach jeziora Bajkał, przy granicy z Mongolią. By dostać się w dzikie górskie regiony należało pokonać cały dzień drogi w busie, częściowo po polnych drogach, do największej wioski regionu – Orlika. Dopiero w 2007 roku założono w tej miejscowości pierwsze anteny komórkowe, choć poza centrum o zasięgu nie może być mowy. Żeby oddać obrazowo gęstość zaludnienia – wioska Orlik liczy nieco ponad 2 tysiące ludzi, a jest zaznaczona w zwykłym Atlasie Geograficznym obejmującym całą Syberię jako samotny punkcik. Stamtąd jechaliśmy cały dzień Uralem – samochodem ciężarowym z napędem na 6 kół. Przedzierał się on  przez bagna, rzeki i lasy. Dalej szliśmy jeszcze parę dni przez góry. I tu zaczyna się właściwa akcja tego wpisu. Dochodzimy do samotnej chatki myśliwych, gdzieś głęboko w górach. Wchodzimy do środka. Siedzi w niej jeden Buriat, który gościnnie zaprasza nas do siebie. Pyta – po rosyjsku oczywiście – skąd jesteśmy. Odpowiadamy bez ogródek. Kolejna wypowiedziana przez niego sentencja ma formę pytania z tytułu: „Czemy Wy Polacy przeciw nam?”.


 

 

 

Szczerze wątpię, by Polska w jakimkolwiek okresie swej historii knuła jakieś agresywne plany przeciw Buriacji. Myślę, że 99% Polaków nie wie nawet gdzie to jest, a gdyby nawet wiedziało, to wcale nie chciałoby mieszkać w górach, w których zima trwa 9 miesięcy, a temperatura spada do -40 stopni, i to w dzień. Rodzi się pytanie, czym ten myśliwy poczuł się zagrożony. Otóż rosyjska propaganda (bo informowaniem to tego raczej nie można nazwać) wmówiła swoim mieszkańcom, także tym z Sajanów Wschodnich, że Polska kombinuje jak by tu im zrobić krzywdę za pomocą amerykańskich rakiet. Na nic zdały się nasze tłumaczenia, że trudno mówić o zagrożeniu ze strony systemu obronnego, jakim jest planowana tarcza antyrakietowa. Pan Buriat przekonywał nas bowiem, że nikt nie będzie zaglądał Amerykanom, co oni ładują do swoich rakiet. Tak więc zostaliśmy sklasyfikowani jako występujący przeciw nim, Buriatom. Szczęściem nie jest to szczególnie bitny naród i udało nam się udobruchać go stwierdzeniem, że gdybyśmy coś mieli przeciw Buriatom, to byśmy do nich nie przyjeżdżali. Wypada jedynie dziękować opatrzności, że w tych okolicznościach nie wziął nas za szpiegów zbierających informacje o rozlokowaniu koni i reniferów – strategicznych zasobów swojego kraju.